piątek, 15 marca 2019

„Drzewo morwowe” – wydanie czeskie

Miło jest mi poinformować Państwa, że „Drzewo morwowe” będzie miało kolejne tłumaczenie. Właśnie podpisałem umowę na wydanie pierwszej części trylogii w Czechach. Przypomnę, że jesienią „Drzewo morwowe” wyszło po niemiecku. Oczywiście, będę informował o postępach prac nad czeską publikacją. Zdradzę tylko, że przygody dziennikarza śledczego Pawła Werensa opublikuje jeden z czołowych praskich domów wydawniczych.

piątek, 25 stycznia 2019

Pierwsze recenzje „Maulbeerbaum. Ein Masurenkrimi” w Niemczech

Amazon:
- „Połączenia są ekscytujące, chciałbym polecić tę historię”
- „Mazury to niezwykłe miejsce akcji, brutalne morderstwa i morderca o skłonności do ezoteryki. Ekscytujące”

Lovelybooks:
- „Myślę, że książka była naprawdę niesamowita”
- „Tajne stowarzyszenia, mity, religie. Ekscytujący thriller z Polski”

Buchstabelsalat:

- „Naprawdę dobra książka i cieszę się, że odkryłem tego wydawcę. Pięć na pięć gwiazdek i polecenie książki, autora i wydawcy”

czwartek, 10 stycznia 2019

„Zmarzlina” ciągle czytana

Mija dziesięć lat od premiery „Zmarzliny” a czytelnicy ciągle wracają do lektury tej krótkiej powieści. Dowodem na to niechaj będzie tekst zamieszczony właśnie na blogu „Koczowniczka o książkach” http://koczowniczkablog.blogspot.com/2019/01/zmarzlina-tomasz-biakowski_99.html. Autorka pisze: „To przejmująca, sugestywna powieść, napisana zaskakująco ładnym, chłodnym językiem, idealnie dobranym do treści”. Dodam od siebie, że zredagowana na nowo „Zmarzlina” znalazła się w wydanym ponad rok temu zbiorze pt. „Małe historie rodzinne”(Warszawa 2017). Zachęcam zatem do lektury tego tekstu, jak i dwóch pozostałych powieści („Teoria ruchów Vorbla” i „Pogrzeby”) z przywołanej książki. 

niedziela, 9 grudnia 2018

Rok 2018 w literaturze Warmii i Mazur

Tradycyjnie na koniec roku zamieszczam spis publikacji związanych z regionem Warmii i Mazur. Uwzględniam zarówno utwory, których akcja toczy się na tym terenie, jak i dzieła twórców związanych biograficznie z Krainą Tysiąca Jezior.
W tym roku nastąpił prawdziwy wysyp książek prozatorskich. Z twórców dobrze rozpoznawanych, nagradzanych bądź nominowanych do Wawrzynu Warmii i Mazur warto odnotować dzienniki podróżne „Cudoziemiec” olsztynianina Kazimierza Brakonieckiego. Iławianin z pochodzenia Krzysztof Beśka oddał w ręce czytelników kryminały: „Przepustka do piekła” i „Konsul”. Twórca powieści kryminalnych, znany satyryk, związany z wsią Dywity Przemysław Borkowski napisał „Niedobrego pasterza”. Pochodząca z Olsztyna Joanna Żamejć wydała z kolei powieść historyczną „Perkunowe wyroki”. Inne utwory sięgające do przeszłości to: warmińska saga znanego regionalisty Edwarda Cyfusa pt. „Kele wsi chałupa” i powieść Szymona Jędrusiaka „Zawisza Czarny: Wielka wojna”. Z kolei „Wojna bogów” to dzieło autorstwa elblążanina Tomasza Stężały. Ten sam autor popełnił w mijającym roku „Bunt starych bogów”. Warto odnotować elbląsko-fromborski kryminał Krzysztofa Bochusa „Szkarłatna głębia” i „Ryk kamiennego lwa” pomieszkującego czasami w Laśmiadach pod Ełkiem Janusza Majewskiego. Po konwencję kryminalną sięgnęła również mieszkająca w Elblągu Agnieszka Pietrzyk w „Porwaniu” oraz Oskar Salwa w powieści pt. „Inga: strefy zakazane”, której akcja toczy się w okolicach Giżycka. Węgorzewo jest tłem fabuły kryminału "Czerwony szkwał" Tomasza Hildebrandta.
Opowiadania. Tutaj odnotowuję zbiór olsztynianina Antoniego Janowskiego pt. „Marcepan na kredyt”.
Rok 2018 przyniósł dużo popularnych powieści obyczajowych pisanych przez kobiety. Olsztynianka Joanna Jakubczak, publikująca pod pseudonimem Joanna Jax, wydała „Syna zakonnicy” oraz „Zemstę i przebaczenie”. Barczewianka Renata Kosin wydała dwie książki: „Złodziejkę dusz” i „Jedwabne rękawiczki”. Mieszkająca na Mazurach Małgorzata Manelska napisała i wydała „Zapach Mazur”. Również na Mazurach umieściła akcję swoich kolejnych książek Katarzyna Michalak. Są to: „Promyk słońca” i „Kropla nadziei”. Olsztynianka Wioletta Sawicka opublikowała „Czas próby”. Pochodząca ze Szczytna Adrianna Trzepiota wydała „Amulet Jaśminy”, zaś Maria Ulatowska i Jacek Skowroński stworzyli kolejne części cyklu, czyli „Pewnego lata w Szczepankowie” i „Niecodzienny upominek”. Kolejna elblążanka – Grażyna Wosińska opublikowała „Po dwóch stronach barykady: miłość za żelazną kurtyną”.

Poezja. Tutaj mam pewien problem. Poeci nie zabiegają o medialny rozgłos, wiedza o ich dziełach jest często wiedzą tajemną, stąd trudność w stworzeniu listy wydanych tomików. Z tego powodu wymieniam tylko te, o których udało mi się zdobyć informacje. Kazimierz Brakoniecki opublikował „Erodotyki”. Pochodzący z Olsztyna Piotr Piaszczyński wydał „Po sezonie”. Wojciech Kass napisał trzy poematy, które zebrał w tomie "Ufność". Bartoszyczanin Tomasz Matuszewski napisał „Duchowe pogadanki”. Anna Matysiak z Jonkowa może się pochwalić tomem poezji pt. „Tyle nieznanych ryb”. Podobnie osiągnięcie ma na swoim koncie elblążanka Helena Murawska-Lenckowska – autorka „W sercu i słowie”. Debiutem jest książka poetycka Malwiny Banach pt. „300 dni bez psychiatry”. Jej wydanie to nagroda za zwycięstwo w konkursie zorganizowanym przez SPP oddział w Olsztynie. Kolejnym debiutantem jest olsztynianin Wojciech Hieronymus Borkowski, który wydał "Listy z detencji".
W swoim podsumowaniu zrezygnowałem z wymieniania powieści i tomów poezji dla dzieci i młodzieży, poradników, almanachów i antologii, przewodników, monografii, pamiętników, prozy wspomnieniowej, tekstów publicystycznych, katalogów, itd. Zwraca uwagę stale pogłębiająca się przepaść między literaturą wysoką a popularną. Widać lęk wydawców przed tekstami ambitniejszymi, stawianie na popliteraturę, która ma być gwarancją pewnego zysku. Tylko czy o to w tym wszystkim wyłącznie chodzi?

Na koniec zostawiłem sobie pozycję, która w moim prywatnym rankingu była najlepszą książką minionego roku w kategorii „autor związany z Warmią i Mazurami”. To znakomity tekst „Kieślowski. Zbliżenie” autorstwa urodzonej w Olsztynie Katarzyny Surmiak-Domańskiej. Biografia wybitnego reżysera, jakim był Krzysztof Kieślowski, zostaje na długo w pamięci. To świetnie napisana historia życia autora „Dekalogu”. Autorka wykonała wielką pracę (pisała książkę trzy lata) docierając do ludzi bliskich reżyserowi, przybliżyła jego świat. To wielowymiarowy portret legendarnego artysty, opowieść o czasach PRL, w których robienie filmów wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj. Jeśli miałbym decydować o tym komu należałoby przyznać przyszłoroczną Nagrodę Warmii i Mazur Wawrzyn, bez wahania wskazałbym książkę Katarzyny Surmiak-Domańskiej. 

wtorek, 4 grudnia 2018

„Demoludy 2018”

Po korytarzach olsztyńskiego Teatru im. Stefana Jaracza krążyły plotki, że tegoroczny, już dwunasty Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Demoludy”, jest tym ostatnim. Może być w tym jakaś prawda, wszak ilość spektakli mocno ograniczono, liczba artystów na scenach była jakby skromniejsza niż w latach ubiegłych, organizatorzy zdecydowali się nawet na pokazanie filmu. Zdaje się, że pieniądze to w tym przypadku słowo-klucz. Czy to zatem znaczy, że nie warto było spędzić pięciu wieczorów w towarzystwie aktorów i ich sztuki? Odpowiadam krótko - wręcz przeciwnie. „Demoludy” to najlepszy produkt teatralny jesieni w tej części naszego kraju. Ale po kolei.












Dzień pierwszy. Środa.
„Guide”, czyli potężne uderzenie niezwykłych wizji, wyobraźni i perfekcyjnego ruchu prosto z Pragi. Ten spektakl taneczny to genialny pokaz tego, co możne stworzyć zespół nieprzyzwoicie zdolnych ludzi. Warto w tym miejscu ich wymienić. Vera Ondrasikova stworzyła kapitalną choreografię, to ona jest autorką całej koncepcji. Filip Miśek skomponował i wykonał na żywo muzykę, która na Scenie Margines perfekcyjnie współgrała z ruchem pary aktorów i światłem. Za te drugie odpowiadał Dan Gregor – wirtuoz interaktywnych instalacji świetlnych. Aktorzy zaś to: Jaro Ondruś i Josef Koteśovsky. Oprogramowaniem komputera zajmował się czarodziej o nazwisku Michal Rydlo. Ostatnią z osób, które należałoby wymienić jest Marta Ljubkova – dramaturg. „Guide” w zamyśle członków Vera Ondrasikova & Collective ma być wyprawą w przyszłość, w światy nieoswojone i nierozpoznane. Dla mnie ten spektakl przyniósł krańcowo różne odczytanie. Oto dojrzały człowiek wyrusza na spotkanie ze sobą z czasów, które minęły bezpowrotnie. To, parafrazując dramat Michała Walczaka, „Podróż do wnętrza siebie”. Wyprawa w młodzieńcze światy, do źródeł pamięci o sobie samym. Samotna wyprawa z gruntu skazana na niepowodzenie. W pewnej chwili głos z offu zadaje fundamentalne pytanie: „Where are you?” No właśnie, co przyniosła wędrówka zwana powszechnie ludzkim losem? Dokąd zaprowadziła bohatera? „Guide” to spektakl wybitny, nagradzany od Seulu po Birmingham. Wyszedłem oszołomiony. 













Koncert Samokhin Band, czyli dla każdego coś miłego. Grupa Kozaka z Rostowa nad Donem zgotowała publiczności wieloskładnikową potrawę, na którą składały się autorskie kompozycje jak i sporo klasycznych hitów. Wśród tych ostatnich znalazła się sympatyczna interpretacja piosenki „Minnie the Moocher”, którą wykonywał jeszcze w latach trzydziestych minionego wieku Cab Calloway ze swoją orkiestrą i „Cantaloupe Island” Herbiego Hancooka. (utwór szerzej znany z wykonań brytyjskiego acid-jazzowego US 3). Odniosłem wrażenie, że Pavel Samokhin i jego band najlepiej czują się w repertuarze jazzowo-funkowo-swingowym. Być może wynika to z faktu, że Samokhin to absolwent Akademii im. Rachmaninowa. To muzyk, który odebrał klasyczne wykształcenie. Podczas koncertu zaprezentowano również utwory ska mogące kojarzyć się z produkcjami legendarnego rosyjskiego Leningradu. Artyści zresztą występowali już jako ich support. Reasumując – dwie godziny przyjemnej zabawy w towarzystwie muzyków potrafiących nawiązać dobry kontakt z publicznością.














Dzień drugi. Czwartek.
„Wojna blisko” – Teatr. DOC. z Moskwy. Kolejne przedstawienie na Scenie Margines było krańcowo różne od środowego. Powód zdaje się być oczywisty. Rosjanie przywieźli do Olsztyna spektakl bardzo mocno zaangażowany politycznie. Ich projekt został zbudowany z trzech opowieści. Łączy je wspólny temat tytułowej wojny, która od kilku lat toczy się na terenie Ukrainy. Konstantin Kozhenikov, Nikolay Mulakov i Grigory Perel oprowadzają widza po Ługańsku - arenie działań wojennych. To brutalna relacja – dziennik z piekła na ziemi, w której ofiarami są ludzie, zniszczeniu albo zagrabieniu uległy wytwory ich rąk i umysłów. W piekle nie ma miejsca dla zwierząt, próby ich ocalenia tracą większy sens w zderzeniu z wszechobecną przemocą i zobojętnieniem. Druga część „Wojny blisko” to tekst wystawianego na polskich scenach brytyjskiego dramatopisarza-brutalisty Marka Ravenhilla. To rzecz o indoktrynacji i propagandzie we współczesnym świecie. Monolog wypowiadany z terenu innej infernalnej krainy, jaką jest teraz Syria. Walka o mózgi odbiorców mediów z takiej perspektywy wybrzmiewa szczególnie demonicznie. I wreszcie część trzecia, czyli tekst oparty na „Zaręczynach” zmarłej wiosną tego roku rosyjskiej dramatopisarki Eleny Greminy. (To także ona wyreżyserowała spektakl). Opowiada on o kulisach aresztowania Olega Sencowa przez rosyjskie służby. Ukraiński reżyser otrzymał wyrok dwudziestu lat więzienia za rzekome planowanie zamachów terrorystycznych. Aktorzy wcieli się w role ofiar i katów. Ci drudzy zdają się być niezniszczalni, wieczni. Ta wojna nie jest blisko, ona toczy się tu i teraz.

 Dzień trzeci. Piątek.
„Spójrznamnie”. Zapis oryginalny. Nie bez przyczyny. Tym razem na Scenie Margines zaprezentowano spektakl przywieziony z Zagrzebia przez Niezależne Stowarzyszenie Arterarij. Aktorzy to para chorwackich Romów. Należy koniecznie dodać, że artyści opowiadają historie, które stały się ich udziałem. „Spójrznamnie” ma tutaj wiele znaczeń. To wołanie o równoprawne miejsce w przestrzeni publicznej. Zwrócenie na siebie uwagi. Nadanie podmiotowości. To walka o pozycję społeczną, zawodową i kulturową. Trzy słowa „sklejone” w jedno mogą sugerować, że piszący je nie posiadają żadnego wykształcenia. Taki też ma być ich los. Innego nie mogą znać, pochodzą z nizin społecznych, noszą piętno tych gorszych. Na przekór wszystkim tej parze się udaje. Wyrwali się z getta, pomimo izolacji, wrogości środowiska i posądzeń o oszustwo zdobyli wykształcenie. Po latach wracają do miejsca, które było kiedyś ich domem. Teraz to pustostan z klepiskiem zamiast podłogi. W takim miejscu pamięć zaczyna pracować ze zwielokrotnioną intensywnością. Para młodych na scenie opowiada swoje tragiczne historie. Przywołuje wydarzenia będące zbiorowym losem chorwackich Romów, których pozycja w społeczeństwie była niższa niż rogacizny. „Straty bydła po wojnie oszacowano. Nas nie”, wykrzykują ze sceny. Ich upominanie się o miejsce w świecie robi piorunujące wrażenie. To wędrówka przez świat opresji, nietolerancji, agresji, rasizmu i codziennego bólu. To przecież także historia walki o życie na własnych zasadach. Oni się nie poddali. Opowiadają o tym swoim zwycięstwie z kolejnych europejskich scen, zasłużenie otrzymują nagrody. Sindirela Bobarić i Sinisa Senad Musić w Olsztynie otrzymali owację na stojąco. 












Dzień czwarty. Sobota.
„Jesień na Plutonie”. Tego wieczoru w Olsztynie zaprezentowali się Ukraińcy ze Lwowa. Teatr NTP przywiózł ze sobą wielkie lalki. Wyglądem przypominały starych, zniedołężniałych ludzi. Lalki i kierujący nimi aktorzy oprowadzali widza po planecie Pluton, która wbrew ogólnie przyjętej książkowej wiedzy nie znajduje się cztery miliardy kilometrów od Ziemi, lecz w domu tzw. spokojnej starości. Przybywa tam istota z innego świata, w tym wypadku świata ludzi młodych. Pensjonat geriatryczny albo obca planeta jako miejsce badań, eksploatacji, wreszcie nauki? A może fascynacji? Co przeważy? Saszko Brama, czyli autor tekstu i całej koncepcji przedstawienia, znany jest w swoim kraju z tworzenia utworów na bazie dokumentu. Nie inaczej było i tym razem. Ze sceny wybrzmiewają autentyczne wypowiedzi starych ludzi, którzy sięgają do pokładów pamięci. Owa pamięć bywa zawodna i wybiórcza. Tego świata już nie ma. Czy rzeczywiście istniał? Czy może był jedną wielką konfabulacją, myśleniem życzeniowym? To jedno z zagadnień podejmowanych w tym spektaklu. „Jesień na Plutonie” to spektakl bardzo niewygodny. W świecie szybkich przebiegów i kultu młodości, nie ma miejsca dla matuzalemów. Nieśmiertelność musi być sexi, ma mieć gładką skórę i gibki kręgosłup. Pachnie Diorem i skórzanym portfelem. W końcowych scenach Saszko Brama postanawia wycelować mikrofon w ludzi młodych, uzyskać odpowiedź na pytanie o ich plany i nadzieje związane z przyszłością tą bliższą i dalszą. Odpowiedzi są różne. Jak można było przewidzieć żaden z respondentów w najczarniejszych myślach nie zakłada wyprawy na Pluton. To przecież odległa i zimna planeta dla obcych, dla odmieńców nie wiedzieć czemu zwanych dalej ludźmi. Czy aby na pewno?












Dzień piąty. Niedziela.
„Pamiętnik wariata”, czyli Tamas Keresztes show. Nie mogę napisać inaczej, wszak to co pokazał olsztyńskiej widowni aktor z Budapesztu to kunszt najwyższej próby. Warto dodać, że monodram w Polsce doczekał się blisko dwudziestu przedstawień zarówno tych teatralnych jak i radiowo-telewizyjnych. „Pamiętnik wariata” był także wystawiany na deskach olsztyńskiego teatru. Miało to miejsce równo 40 lat temu. Wówczas w rolę Akscencjusza Popryszczyna wcielił się Jacek Pacocha, zaś monodram wyreżyserował Edward Wojtaszek. „Pamiętnik wariata” po raz pierwszy opublikowano w roku 1835. Jego autor miał wówczas ledwo 26 lat. Jak powszechnie wiadomo, Gogol przez jakiś czas pracował jako urzędnik. To wówczas uważnie przyjrzał się sytuacji osób zatrudnionych w licznych instytucjach Imperium. Jako bystry obserwator doskonale potrafił oddać mentalność i naturę tej grupy zawodowej. Figura urzędnika pojawia się przecież w innych jego utworach, dość przywołać „Płaszcz” czy „Nos”. W „Pamiętniku wariata” Gogol skonstruował mechanizm popadania w obłęd. Oto czterdziestodwuletni radca tytularny Popryszczyn, człowiek zagubiony, biedny lecz przekonany o swojej wyjątkowości, rozpoczyna starania o względy córki swojego mocodawcy. Jego samotna walka zaczyna nabierać cech dziwactwa, z każdym kolejnym dniem przeistaczającego się w szaleństwo. Popryszczyn opisuje swoje urojenia w tytułowym pamiętniku. Studium szaleństwa pokazane przez Keresztesa jest niewiarygodnie prawdziwe, bez najmniejszego fałszu. Węgierski aktor kapitalnie przeistacza się w osobnika niepoczytalnego. Choroba Popryszczyna początkowo budzi rozbawienie. Kolejne jej etapy już niekoniecznie. Świat wokół urzędnika nabiera czarnych barw. Keresztes prowadzi widza przez kolejne kręgi szaleństwa. Oto radca tytularny przeistacza się w hiszpańskiego króla. Jego głęboka wiara autentycznie wzrusza. Śmierć boli. Teatr Katona Jozsef Szinhaz i Stowarzyszenie MASZK pokazali w Olsztynie znakomite przedstawienie, by nie powiedzieć wybitne. Brawa dla reżysera Viktora Bodo i ponownie dla Tamasa Keresztesa, tym razem za scenografię.


Demoludy 2018” to także czytania performatywne z udziałem olsztyńskich aktorów Teatru im S.Jaracza: „Kiedy powraca deszcz” w reżyserii Marcina Zbyszyńskiego, „Studnia” w reżyserii Zuzy Barc, „Złe drogi” w reżyserii Mateusza Przyłęckiego, wystawa prac autorstwa Tomasza Tomaszewskiego pt. „Cyganie, inni ludzie tacy jak my”, pokaz filmu „Donbas” w reżyserii Siergieja Łoźnicy, spotkanie z twórcami, prezentującymi się na festiwalu oraz prezentacja antologii „Współczesna dramaturgia ukraińska. Od A do Ja”.
W tekście wykorzystałem zdjęcia ze strony Teatru im. S. Jaracza.


sobota, 20 października 2018

„VariArt”, czyli fragment prozy

Ukazał się nowy „VariArt” (2/2018), w którym można przeczytać fragment mojej powieści. Tematem przewodnim najnowszego numeru kwartalnika są autorytety. Papierowa wersja gazety do zdobycia w olsztyńskiej WBP. Internetowe wydanie pisma znajduje się tutaj: http://www.wbp.olsztyn.pl/publikacje/variart/variart022018.pdf

piątek, 5 października 2018

Nagroda

Wczorajsze popołudnie spędziłem w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej na inauguracji roku kulturalnego. Przy tej okazji otrzymałem z rąk Marszałka Województwa Doroczną Nagrodę Kulturalną. Wyróżniono mnie za całokształt twórczości, co mogłoby sugerować, że już niczego nie napiszę. Uspokajam Państwa, prace nad publikacją kolejnej powieści trwają. 


wtorek, 18 września 2018

Rozmowa w TVP3 o "Maulbeerbaum. Ein Masurenkrimi"

Wczesnym rankiem byłem gościem olsztyńskiego oddziału TVP3. Opowiadałem o właśnie wydanym w Niemczech tłumaczeniu "Drzewa morwowego". Materiał można zobaczyć tutaj (ok. dwudziestej minuty):
https://olsztyn.tvp.pl/39057756/18918-cz1



poniedziałek, 2 lipca 2018

Miejsca które straszą

Nie tylko krytycy literaccy ale też i naukowcy przyglądają się moim powieściom. Instytut Badań Literackich PAN wydał „Popkulturowe formy pamięci” (Warszawa 2018). Profesor Sławomir Buryła w tekście „Pamięć powojnia w kryminale retro” przygląda się fenomenowi kryminałów osadzonych w czasie powojennym. O „Powrozie” Buryła pisze następująco: „Również Białkowski oddaje realia społeczne i obyczajowe pierwszych miesięcy po wyzwoleniu w poetyce noir. Zwłaszcza część pierwsza Powrozu (zatytułowana Wtedy) wypada przekonująco. Świat powojennej „wielkiej trwogi” przedstawiono niezwykle sugestywnie. Niektóre obrazy budzą grozę (…) Nie jest łatwo znaleźć w literaturze PRL traktującej o latach 1944/45 – 1948 przykład podobnego natężenia bestialstwa, deprawacji społeczeństwa, skali procesów demoralizacji. Tak pesymistycznych wizji powojennego czasu literatura polska wcześniej nie znała”. 

piątek, 8 czerwca 2018

Życie warte 10 marek, czyli historia Kortau

Wybrałem się do olsztyńskiego Baccalarium na spotkanie z dr Magdaleną Sachą, kulturoznawczynią z Uniwersytetu Gdańskiego, która zajmuje się m.in. historią szpitala psychiatrycznego w Kortau. Temat jest mi bliski z racji napisania „Rauszu”. To przecież na kartach tej powieści młody esesman Egon von Rausch przybywa do Kortau, aby zorganizować transport chorych. Dr Sacha w czasie wykładu odwoływała się do swojego artykułu z „Przeglądu Zachodniego” (2/2016). W pewnym miejscu pisze: „…do obozu koncentracyjnego KL Soldau w Działdowie – miejsca, gdzie mordercy z komanda SS „Lange” zagazowali pacjentów w specjalnie na ten cel przerobionych ciężarówkach – w maju 1940r. deportowano 207 chorych z Allenberg, 203 z Tapiau i 301 z Kortau”. Rzecz jasna Rausch, jako postać fikcyjna, nie mógł spotkać Herberta Lange i pracujących wraz z nim zwyrodnialców. Na kartach powieści stało się to możliwe. Egon von Rausch przygląda się zabijaniu ludzi. Dr Magdalena Sacha w swoim artykule odnotowuje: „…na podstawie korespondencji pomiędzy dowódcami SS i władzami prowincji (…) SS domagało się wypłacenia „umówionej” stawki 10 marek za każdego zabitego pacjenta”. 

czwartek, 24 maja 2018

Trylogia

Stało się. Trylogia jest już wydana w całości. Do słuchania w domu, w samochodzie, gdziekolwiek. W sumie to 18 godzin i 53 minuty tekstu. Wszystkie książki czyta znakomicie Andrzej Hausner. Historię sekty kainitów i tropiącego ją dziennikarza Pawła Werensa wydało storybox.pl. Gorąco polecam!


czwartek, 17 maja 2018

"Król Tyru" - wyniki konkursu

W wyniku losowania nagrody w postaci audiobooków „Króla Tyru” (wyd. storybox.pl) trafią do rąk Pauliny Jaszczuk, Katarzyny Guzewicz i Lucyny Pięty. Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję! Dla formalności dodam, że prawidłowa odpowiedź na pytanie konkursowe o miejscowość, w której znajduje się piramida jest następująca. Mazurski grobowiec rodu Fahrenheitów zbudowano we wsi Rapa. Nagrody zostaną Państwu wysłane pocztą. To był już ostatni z konkursów dotyczących serii książek o dziennikarzu śledczym Pawle Werensie. Tych, którzy nie mieli szczęścia w losowaniu zachęcam do szukania audiobooków w sklepach oraz bibliotekach. 

środa, 16 maja 2018

Wawrzyn dla Żulczyka

Kiedy w grudniu minionego roku pisałem o literaturze z Warmii i Mazur, wskazałem na powieść Jakuba Żulczyka jako na tę, która może otrzymać najważniejszy laur literacki w regionie. Moje prognozy sprawdziły się w dwustu procentach. Nie dość, że Żulczyk za „Wzgórze psów” dostał Wawrzyn jurorów, to jeszcze zdobył drugą nagrodę za sprawą głosów czytelników. Pisarzowi gratuluję i czekam na kolejną jego książkę. „Wzgórze psów” pokazało, że jest twórcą ambitnym i bez wątpienia posiada ogromny potencjał artystyczny.

poniedziałek, 14 maja 2018

„Małe historie rodzinne” w Nowej Zelandii

Bardzo miłą niespodziankę sprawili mi czytelnicy z miasta Christchurch w Nowej Zelandii. Okazuje się, że moja książka znalazła się w bazie tytułów tamtejszej biblioteki publicznej. To już druga pozycja po „Rauszu”, którą sprowadzono z kraju. Ponoć moje książki cieszą się dużym zainteresowaniem i z tego powodu uwiecznienie na zdjęciu „Małych historii rodzinnych” wcale nie było takie proste. Tutaj przesyłam serdeczne pozdrowienia Państwu Elżbiecie i Piotrowi Sawickim, którzy przysłali mi miłego maila z bibliotecznym załącznikiem.

wtorek, 8 maja 2018

„Król Tyru” – konkurs

Czas na premierę trzeciej, czyli ostatniej część trylogii kryminalnej. „Król Tyru” pojawi się w sprzedaży już za tydzień. Autorką okładki, tak jak poprzednich części, jest Monika Kozub. Głosu do nagrania użyczył Andrzej Hausner. Tradycyjnie z okazji premiery ogłaszam konkurs. Nagrodą są trzy egzemplarze książki. Ich fundatorem jest niezmiennie StoryBox.pl, który wydał całą trylogię. Pytanie konkursowe jest następujące: W jakiej miejscowość znajduje się piramida na Mazurach, zwana też grobowcem rodu Fahrenheitów? Na odpowiedzi czekam do 16 maja, czyli do dnia premiery „Króla Tyru”. Mój adres: tom.bialkowski@wp.pl. Listę zwycięzców ogłoszę następnego dnia. Trzymam kciuki za wszystkich!


czwartek, 3 maja 2018

O "Małych historiach rodzinnych" w "Twórczości"

Ciągle pojawiają się recenzje mojej ostatniej książki. Tym razem o „Małych historiach rodzinnych” w miesięczniku „Twórczość” (2018, nr 5) pisze Aleksandra Francuz: „Miejsca naznaczone przez traumy pamięci nie goją się wcale, bowiem przez najzmyślniejszy nawet opatrunek ze słów przebijać już będzie na wieki sącząca się rana. Balsamiczne okłady, jakie stosuje Białkowski, są próbą uśmierzenia przeszłości. W rzeczywistości, wszystko czego tu dotknąć, wyje z bólu: żywi i umarli, ludzie i przedmioty, a obserwująca to widowisko przyroda pochowała i przerabia w pamięci krótkie życie monstrów i herosów, warianty dziwności tego, co narasta, gdy zamiast ludzi natrafiamy na kukły wypchane trocinami, a tam, skąd zdaje się, że wiać powinno pustką, we wnętrzach rupieci, niby w mitycznym chaosie hula dziejów wiatr, tkwi zalążek całej kosmogonii, dalekie echo spraw, idei, długiego trwania i nie rozwieje tego nic, żadna siła nie unicestwi. Z ruiny powstałeś i w ruinę się obrócisz, powiada Białkowski”. Cały tekst można przeczytać w majowym numerze miesięcznika. 

wtorek, 1 maja 2018

„Twórczość” – numer majowy

Zachęcam Państwa do sięgnięcia po majowy numer miesięcznika „Twórczość”, w którym znalazł się fragment mojej najnowszej powieści. Nosi on tytuł „Bez końca”, jednak książka będzie zatytułowana zupełnie inaczej. „Twórczość” najłatwiej znaleźć w salonach Empiku lub kupić e-wydanie. Tutaj: http://www.nexto.pl/e-prasa/tworczosc_p1027987.xml
 Podaję link do strony miesięcznika, gdzie można przeczytać część prezentowanego tekstu. Tutaj:
http://tworczosc.com.pl/artykul/bez-konca/

sobota, 21 kwietnia 2018

„Akademia opowieści”

„Gazeta Wyborcza” (nr z dnia 20 kwietnia 2018) zaprosiła mnie do wzięcia udziału w projekcie pt. „Akademia opowieści”. To cykl tekstów o ludziach, których losy złożyły się na naszą najnowszą historię. Napisałem o ojcu mojej ciotki. W tym samym miejscu zamieszczono również opowieść o dziadku autorstwa Grzegorza Gromka, mojego ulubionego olsztyńskiego aktora.
Tutaj link do tekstu: http://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,155762,23296180,dziadek-jozek-i-wujek-anatol-nasi-bohaterowie.html



środa, 11 kwietnia 2018

Konkurs rozstrzygnięty

W wyniku losowania nagrody w postaci audiobooków trafią do trzech osób. Są nimi: Justyna Hryckiewicz z Warszawy, Joanna Świerad z Torunia oraz Lucyna Pięta z Krakowa. Dla formalności dodam, że odpowiedź na konkursowe pytanie o jedną z bohaterek książki jest następująca. Towarzysząca Werensowi w "Kłamcy" doktor nosi nazwisko Lena Lipska. Zwyciężczyniom gratuluję i już dzisiaj zapowiadam konkurs na audiobooki „Króla Tyru”, który będzie miał premierę 16 maja. Proszę zatem zaglądać na mojego bloga i śledzić wpisy.

czwartek, 5 kwietnia 2018

„Kłamca” – konkurs

10 kwietnia odbędzie się premiera drugiej części trylogii kryminalnej, czyli „Kłamcy”. Podobnie jak przy okazji wydania pierwszej części przygód dziennikarza śledczego Pawła Werensa tak i teraz wraz z wydawcą przygotowaliśmy  konkurs. Aby wziąć udział w losowaniu trzech audiobooków wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie. Brzmi ono następująco: Jakie nosi nazwisko pomagająca Werensowi młoda pani doktor? Na odpowiedzi czekam do 10 kwietnia. Uwaga! W konkursie mogą wziąć udział osoby, które zdecydują się na wysyłkę nagrody na terenie naszego kraju. Mój mail jest następujący: tom.bialkowski@wp.pl. Trzymam kciuki za wszystkich uczestników! Przy okazji wydawca storybox.pl zaprasza na swój facebookowy fanpage.

środa, 28 marca 2018

Uzupełnienie

Miła  wiadomość. Mój berliński wydawca postanowił wydać "Drzewo morwowe" w wersji papierowej. Od publikacji  niemieckiego e-booka tej powieści minęły już cztery lata. Jak zatem widać nie jest łatwo umieścić książkę na tamtejszym rynku. "Maulbeerbaum" pojawi się w księgarniach za Odrą do końca tego roku.

piątek, 23 marca 2018

poniedziałek, 5 marca 2018

„Kłamca” – audiobook


Pora zaprezentować okładkę „Kłamcy”. To druga część cyklu kryminalnego o sekcie kainitów i tropiącym ją dziennikarzu Pawle Werensie. Szczegóły podam Państwu wkrótce.

czwartek, 1 marca 2018

„Rasputin”

Czytam biografię Rasputina autorstwa Douglasa Smitha. To potężne dzieło (ponad 900 stron!) jest chyba jednym z najpełniejszych dzieł o ówczesnym celebrycie. Same przypisy i bibliografia zajmują ponad sto stron. Kim był ten człowiek? Autor książki pisze o nim następująco: „Historia Rasputina to tragedia, i to nie tylko tragedia jednego człowieka, ale całego narodu, ponieważ w jego życiu – z jego skomplikowanymi bataliami wokół wiary i moralności, przyjemności i grzechu, tradycji i zmiany, wokół powinności i władzy oraz ich ograniczeń – i w jego krwawej, gwałtownej śmierci możemy rozpoznać historię samej Rosji z początku XX wieku. Rasputin nie był ani diabłem, ani świętym, ale nie umniejsza to jego wyjątkowości i znaczenia jego życia dla zmierzchu Rosji carskiej”. Rasputin. Sekciarz, pielgrzym, kochanek, cudotwórca, agent, antychryst, mnich? Kim był naprawdę? Smith pisze dalej: „Im głębiej wchodziłem w badania, tym mocniejszego nabierałem przekonania, że jednym z najważniejszych faktów związanych z Rasputinem, tym faktem, który sprawia, że okazał się on tak nadzwyczajną i silną postacią, było nie tyle to, co robił, ile raczej to, co wszyscy myśleli, że robi”. Warto przeczytać.