czwartek, 17 maja 2018

"Król Tyru" - wyniki konkursu

W wyniku losowania nagrody w postaci audiobooków „Króla Tyru” (wyd. storybox.pl) trafią do rąk Pauliny Jaszczuk, Katarzyny Guzewicz i Lucyny Pięty. Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję! Dla formalności dodam, że prawidłowa odpowiedź na pytanie konkursowe o miejscowość, w której znajduje się piramida jest następująca. Mazurski grobowiec rodu Fahrenheitów zbudowano we wsi Rapa. Nagrody zostaną Państwu wysłane pocztą. To był już ostatni z konkursów dotyczących serii książek o dziennikarzu śledczym Pawle Werensie. Tych, którzy nie mieli szczęścia w losowaniu zachęcam do szukania audiobooków w sklepach oraz bibliotekach. 

środa, 16 maja 2018

Wawrzyn dla Żulczyka

Kiedy w grudniu minionego roku pisałem o literaturze z Warmii i Mazur, wskazałem na powieść Jakuba Żulczyka jako na tę, która może otrzymać najważniejszy laur literacki w regionie. Moje prognozy sprawdziły się w dwustu procentach. Nie dość, że Żulczyk za „Wzgórze psów” dostał Wawrzyn jurorów, to jeszcze zdobył drugą nagrodę za sprawą głosów czytelników. Pisarzowi gratuluję i czekam na kolejną jego książkę. „Wzgórze psów” pokazało, że jest twórcą ambitnym i bez wątpienia posiada ogromny potencjał artystyczny.

poniedziałek, 14 maja 2018

„Małe historie rodzinne” w Nowej Zelandii

Bardzo miłą niespodziankę sprawili mi czytelnicy z miasta Christchurch w Nowej Zelandii. Okazuje się, że moja książka znalazła się w bazie tytułów tamtejszej biblioteki publicznej. To już druga pozycja po „Rauszu”, którą sprowadzono z kraju. Ponoć moje książki cieszą się dużym zainteresowaniem i z tego powodu uwiecznienie na zdjęciu „Małych historii rodzinnych” wcale nie było takie proste. Tutaj przesyłam serdeczne pozdrowienia Państwu Elżbiecie i Piotrowi Sawickim, którzy przysłali mi miłego maila z bibliotecznym załącznikiem.

wtorek, 8 maja 2018

„Król Tyru” – konkurs

Czas na premierę trzeciej, czyli ostatniej część trylogii kryminalnej. „Król Tyru” pojawi się w sprzedaży już za tydzień. Autorką okładki, tak jak poprzednich części, jest Monika Kozub. Głosu do nagrania użyczył Andrzej Hausner. Tradycyjnie z okazji premiery ogłaszam konkurs. Nagrodą są trzy egzemplarze książki. Ich fundatorem jest niezmiennie StoryBox.pl, który wydał całą trylogię. Pytanie konkursowe jest następujące: W jakiej miejscowość znajduje się piramida na Mazurach, zwana też grobowcem rodu Fahrenheitów? Na odpowiedzi czekam do 16 maja, czyli do dnia premiery „Króla Tyru”. Mój adres: tom.bialkowski@wp.pl. Listę zwycięzców ogłoszę następnego dnia. Trzymam kciuki za wszystkich!


czwartek, 3 maja 2018

O "Małych historiach rodzinnych" w "Twórczości"

Ciągle pojawiają się recenzje mojej ostatniej książki. Tym razem o „Małych historiach rodzinnych” w miesięczniku „Twórczość” (2018, nr 5) pisze Aleksandra Francuz: „Miejsca naznaczone przez traumy pamięci nie goją się wcale, bowiem przez najzmyślniejszy nawet opatrunek ze słów przebijać już będzie na wieki sącząca się rana. Balsamiczne okłady, jakie stosuje Białkowski, są próbą uśmierzenia przeszłości. W rzeczywistości, wszystko czego tu dotknąć, wyje z bólu: żywi i umarli, ludzie i przedmioty, a obserwująca to widowisko przyroda pochowała i przerabia w pamięci krótkie życie monstrów i herosów, warianty dziwności tego, co narasta, gdy zamiast ludzi natrafiamy na kukły wypchane trocinami, a tam, skąd zdaje się, że wiać powinno pustką, we wnętrzach rupieci, niby w mitycznym chaosie hula dziejów wiatr, tkwi zalążek całej kosmogonii, dalekie echo spraw, idei, długiego trwania i nie rozwieje tego nic, żadna siła nie unicestwi. Z ruiny powstałeś i w ruinę się obrócisz, powiada Białkowski”. Cały tekst można przeczytać w majowym numerze miesięcznika. 

wtorek, 1 maja 2018

„Twórczość” – numer majowy

Zachęcam Państwa do sięgnięcia po majowy numer miesięcznika „Twórczość”, w którym znalazł się fragment mojej najnowszej powieści. Nosi on tytuł „Bez końca”, jednak książka będzie zatytułowana zupełnie inaczej. „Twórczość” najłatwiej znaleźć w salonach Empiku lub kupić e-wydanie. Tutaj: http://www.nexto.pl/e-prasa/tworczosc_p1027987.xml
 Podaję link do strony miesięcznika, gdzie można przeczytać część prezentowanego tekstu. Tutaj:
http://tworczosc.com.pl/artykul/bez-konca/

sobota, 21 kwietnia 2018

„Akademia opowieści”

„Gazeta Wyborcza” (nr z dnia 20 kwietnia 2018) zaprosiła mnie do wzięcia udziału w projekcie pt. „Akademia opowieści”. To cykl tekstów o ludziach, których losy złożyły się na naszą najnowszą historię. Napisałem o ojcu mojej ciotki. W tym samym miejscu zamieszczono również opowieść o dziadku autorstwa Grzegorza Gromka, mojego ulubionego olsztyńskiego aktora.
Tutaj link do tekstu: http://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,155762,23296180,dziadek-jozek-i-wujek-anatol-nasi-bohaterowie.html



środa, 11 kwietnia 2018

Konkurs rozstrzygnięty

W wyniku losowania nagrody w postaci audiobooków trafią do trzech osób. Są nimi: Justyna Hryckiewicz z Warszawy, Joanna Świerad z Torunia oraz Lucyna Pięta z Krakowa. Dla formalności dodam, że odpowiedź na konkursowe pytanie o jedną z bohaterek książki jest następująca. Towarzysząca Werensowi w "Kłamcy" doktor nosi nazwisko Lena Lipska. Zwyciężczyniom gratuluję i już dzisiaj zapowiadam konkurs na audiobooki „Króla Tyru”, który będzie miał premierę 16 maja. Proszę zatem zaglądać na mojego bloga i śledzić wpisy.

czwartek, 5 kwietnia 2018

„Kłamca” – konkurs

10 kwietnia odbędzie się premiera drugiej części trylogii kryminalnej, czyli „Kłamcy”. Podobnie jak przy okazji wydania pierwszej części przygód dziennikarza śledczego Pawła Werensa tak i teraz wraz z wydawcą przygotowaliśmy  konkurs. Aby wziąć udział w losowaniu trzech audiobooków wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie. Brzmi ono następująco: Jakie nosi nazwisko pomagająca Werensowi młoda pani doktor? Na odpowiedzi czekam do 10 kwietnia. Uwaga! W konkursie mogą wziąć udział osoby, które zdecydują się na wysyłkę nagrody na terenie naszego kraju. Mój mail jest następujący: tom.bialkowski@wp.pl. Trzymam kciuki za wszystkich uczestników! Przy okazji wydawca storybox.pl zaprasza na swój facebookowy fanpage.

środa, 28 marca 2018

Uzupełnienie

Miła  wiadomość. Mój berliński wydawca postanowił wydać "Drzewo morwowe" w wersji papierowej. Od publikacji  niemieckiego e-booka tej powieści minęły już cztery lata. Jak zatem widać nie jest łatwo umieścić książkę na tamtejszym rynku. "Maulbeerbaum" pojawi się w księgarniach za Odrą do końca tego roku.

piątek, 23 marca 2018

poniedziałek, 5 marca 2018

„Kłamca” – audiobook


Pora zaprezentować okładkę „Kłamcy”. To druga część cyklu kryminalnego o sekcie kainitów i tropiącym ją dziennikarzu Pawle Werensie. Szczegóły podam Państwu wkrótce.

czwartek, 1 marca 2018

„Rasputin”

Czytam biografię Rasputina autorstwa Douglasa Smitha. To potężne dzieło (ponad 900 stron!) jest chyba jednym z najpełniejszych dzieł o ówczesnym celebrycie. Same przypisy i bibliografia zajmują ponad sto stron. Kim był ten człowiek? Autor książki pisze o nim następująco: „Historia Rasputina to tragedia, i to nie tylko tragedia jednego człowieka, ale całego narodu, ponieważ w jego życiu – z jego skomplikowanymi bataliami wokół wiary i moralności, przyjemności i grzechu, tradycji i zmiany, wokół powinności i władzy oraz ich ograniczeń – i w jego krwawej, gwałtownej śmierci możemy rozpoznać historię samej Rosji z początku XX wieku. Rasputin nie był ani diabłem, ani świętym, ale nie umniejsza to jego wyjątkowości i znaczenia jego życia dla zmierzchu Rosji carskiej”. Rasputin. Sekciarz, pielgrzym, kochanek, cudotwórca, agent, antychryst, mnich? Kim był naprawdę? Smith pisze dalej: „Im głębiej wchodziłem w badania, tym mocniejszego nabierałem przekonania, że jednym z najważniejszych faktów związanych z Rasputinem, tym faktem, który sprawia, że okazał się on tak nadzwyczajną i silną postacią, było nie tyle to, co robił, ile raczej to, co wszyscy myśleli, że robi”. Warto przeczytać.

czwartek, 8 lutego 2018

Konkurs rozstrzygnięty

Zgodnie z zapowiedzią ogłaszam listę osób, którym udało się wylosować audiobooka. „Drzewo morwowe” trafi do rąk: Marty Poznańskiej, Izabeli Wolanin i Moniki Gołębiewskiej. To te osoby trafnie odpowiedziały na pytanie o nazwisko głównego bohatera powieści. Dla formalności dodam, że brzmi ono Paweł Werens. Gratuluję zwycięzcom, zaś wszystkim zachęcam do zaglądania na tego bloga. Kolejny konkurs, tym razem na drugą część trylogii, ogłoszę już w kwietniu. 

środa, 31 stycznia 2018

„Drzewo morwowe” – konkurs

Na księgarskich półkach pojawiło się dzisiaj „Drzewo morwowe”. Jest to wersja lektorska pierwszej części kryminalnej trylogii. Książkę czyta Andrzej Hausner. Wydawcą audiobooka jest storybox.pl. Kolejne części pojawią się już w kwietniu i maju. Warto zatem zebrać cały cykl. Póki co wraz z wydawcą ogłaszam konkurs. Do wygrania są trzy egzemplarze powieści. Aby je wygrać należy wysłać mail na mój adres: tom.bialkowski@wp.pl . Wystarczy podać imię i nazwisko głównego bohatera serii, czyli pewnego warszawskiego dziennikarza. Z tych, którzy się zgłoszą i udzielą poprawnej odpowiedzi wylosuję trzy osoby. W konkursie mogą brać udział ci, którzy w razie wygranej zdecydują się na wysyłkę audiobooka w Polsce. Wydawca storybox.pl zaprasza na swój facebookowy fanpage – do zaglądania i polubienia: https://www.facebook.com/audiobookistorybox/

Uwaga! Konkurs trawa do 07 lutego do godziny 23:59. Listę osób nagrodzonych ogłoszę na moim blogu. Trzymam kciuki za wszystkich! 

czwartek, 25 stycznia 2018

Stypendium Fundacji Herodot

Zrobiłem przerwę w pracy nad powieścią i pojechałem do Warszawy na uroczystość wręczenia prestiżowego stypendium Fundacji im. Ryszarda Kapuścińskiego. Wydarzenie odbywało się w Sali Kolumnowej Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. 23 stycznia to data nieprzypadkowa. To rocznica śmierci Ryszarda Kapuścińskiego. Tegoroczną galę poprowadził Mariusz Szczygieł. Wśród gości znaleźli się m.in. wdowa po zmarłym reportażyście, czyli Alicja Kapuścińska, jego córka Rene Maisner, szefowa Fundacji Herodot Karolina Wojciechowska. Byli obecni członkowie Kapituły: Małgorzata Szejnert, Elżbieta Sawicka i Sławomir Popowski. Warto wiedzieć, że stypendium otrzymali wcześniej tak cenieni dzisiaj młodzi reporterzy jak: Filip Springer, Andrzej Muszyński, Marta Szarejko, Aleksandra Lipczak, Anna Wiatr, Kamil Bałuk czy Anna Goc. Krótki wykład wygłosiła dr hab. Bernadetta Darska – autorka niedawno wydanej książki „Młodzi i fakty”, czyli publikacji poświęconej najmłodszemu pokoleniu reportażystów. Zanim ogłoszono werdykt Mariusz Szczygieł przeprowadził rozmowę z przywołaną Anną Wiatr na okoliczność publikacji jej książki „Betrojerinki”. 
Finaliści w osobach: Marii Hawranek, Rafała Hetmana, Arkadiusza Lorenca i Marka Szymaniaka musieli pogratulować Magdalenie Idem. To ona opuściła Salę Kolumnową jako tegoroczna, a zarazem najmłodsza w historii, stypendystka Fundacji Herodot. Wcześniej publiczność wysłuchała koncertu kwartetu smyczkowego Violinofonica.



piątek, 19 stycznia 2018

„Małe historie rodzinne” – recenzja na „dlalejdis.pl”

Przybywa pozytywnych opinii na temat książki. Tym razem zamieszczam fragment autorstwa Emilii Sękowskiej: „Wielkie brawa dla Pana Tomasza Białkowskiego za lekkość tworzenia i sposób w jaki zostały napisane opowiadania, na które składa się książka. „Małe historie rodzinne” to mistrzostwo! Odważnie, czasem aż nadto dobitnie i wprost. Ironia i groteska nie są obce (…) przez co utwór długo zostanie w mojej pamięci”. Całość tutaj: http://dlalejdis.pl/artykuly/male_historie_rodzinne_recenzja

sobota, 13 stycznia 2018

„Małe historie rodzinne” – kolejna opinia

Ilona Gołębiewska tak pisze o mojej najnowszej publikacji: (…) Książka jest dobrym punktem wyjścia do wielu dyskusji opartych o podstawowe pytania egzystencjalne: Kim jestem? Jakie jest moje życie? Jaką pełnię rolę w świecie? Na co dzień tych pytań raczej sobie nie zadajemy. Może zwyczajnie się przed tym bronimy? Poznać i zrozumieć siebie samego to najtrudniejsze zadania, a zarazem klucz do poznania kontekstu życia i innych ludzi. Książkę serdecznie polecam!”. Cały tekst można przeczytać na jej stronie autorskiej: http://ilonagolebiewska.pl/2017/10/02/recenzja-male-historie-rodzinne-autorstwa-tomasza-bialkowskiego/

czwartek, 4 stycznia 2018

Siedem godzin i cztery minuty, czyli „Drzewo morwowe”

Andrzej Hausner czyta moją powieść. Aktor, który użyczył głosu do tak głośnych produkcji jak „Avengers” czy „Garfield”, czyta opowieść o dziennikarzu śledczym Pawle Werensie. „Drzewo morwowe” to pierwsza część trylogii. Szczegóły można znaleźć tutaj: http://www.empik.com/drzewo-morwowe-bialkowski-tomasz,p1172205981,ksiazka-p

niedziela, 24 grudnia 2017

Wesołych Świąt!

Życzę Państwu wszystkiego dobrego na nadchodzące Święta i na każdy dzień Nowego Roku - wiele radości, dobra, spokoju, zdrowia i nadziei.

czwartek, 14 grudnia 2017

„Małe historie rodzinne” – recenzja w miesięczniku „Śląsk”

Ewa Bartos w listopadowym numerze miesięcznika „Śląsk” (nr 11/2017) pisze: „Wszystkie powieści z Małych historii rodzinnych zostały dobrze przyjęte zarówno przez krytyków, jak i czytelników. Ich ponowna edycja pozwala zobaczyć Białkowskiego nie tylko jako przedstawiciela tzw. prozy północy, twórcę prozy ciemnego psychologizmu, lecz także jako pisarza posiadającego olbrzymi potencjał do tworzenia narracji groteskowych, ukazujących niejednoznaczne relacje międzyludzkie, weryfikujące rozumienie np. słowa rodzina. Dodajmy: prozaika przywodzącego na myśl dokonania Tadeusza Konwickiego, Marka Hłasko czy choćby Dzień świra Marka Koterskiego”. 

czwartek, 7 grudnia 2017

„Małe historie rodzinne” – recenzja na Kulturalnemedia.pl

Piotr Kozioł pisze: „Myślę, że książka ta jest dobrym punktem wejścia i wyjścia dla każdego, kto jeszcze nie obcował z twórczością Białkowskiego. Zbiór trzech jego „historii” pod jednym szyldem pozwala na zaznajomienie się z jego stylem i charakterem. „Małe historie rodzinne” to zgrabnie napisane dramaty obyczajowe. Niektóre motywy, związane z wyciskaniem z naszej  natury najczarniejszych jej aspektów, jawią mi się jako lekko kingowskie”. Cały tekst tutaj: https://kulturalnemedia.pl/literatura/tomasz-bialkowski-male-historie-rodzinne-recenzja/

niedziela, 3 grudnia 2017

Rok 2017 w literaturze Warmii i Mazur

Grudzień, a zatem pora na podsumowanie tego, co autorzy i wydawcy zaproponowali czytelnikom w mijającym roku. Oczywiście, ograniczam się do autorów i książek posiadających związek z regionem Warmii i Mazur.

Zaczynam od pisarzy nagrodzonych w minionych latach literackim Wawrzynem. Są to w kolejności alfabetycznej: Krzysztof Beśka, który wydał aż trzy powieści sensacyjne, czyli „Spowiedź w fotoplastikonie”, „Konstelację zbrodni” i "Cień na piasku"; Kazimierz Brakoniecki i jego „Obrazy polskie” oraz "Notes kurlandzki"; ełczanin z pochodzenia – krakus z wyboru, czyli Michał Olszewski i powieść „#Upał”, wreszcie olsztynianin Mariusz Sieniewicz, który zaproponował czytelnikom „Plankton”.
Wśród książek wydanych w mijającym roku były również te, których autorami są nominowani do przywołanej nagrody. Tamara Bołdak-Janowska opublikowała książkę pt. „Nielegalna zajęczyca męczy Heideggera i innych filozofów”. Inna olsztynianka, Joanna Jax, wydała aż dwie książki, czyli kolejne tomy serii „Zemsta i przebaczenie”. Noszą one tytuły: „Otchłań nienawiści” i „Rzeka tęsknoty”. Paweł Jaszczuk napisał kontynuację losów dziennikarza ze Lwowa Jakuba Sterna, czyli „Lekcję martwej mowy”. Jakub Żulczyk oddał w ręce czytelników monumentalne „Wzgórze psów”.

W mijającym roku ukazało się sporo prozy. Barczewianka Renata Kosin wydała „Tatarkę” oraz „Aleję Siódmego Anioła”. Anna Balińska z Iławy zdecydowała się zaprezentować czytelnikom „Szczęście od jutra”. Na sensację postawił znany kabareciarz, Przemysław Borkowski, pisząc „Zakładnika”, zaś inna mieszkanka podolsztyńskich Dywit, Beata Nowosielska, zadebiutowała „Labiryntem strachu”. Urodzona w Olsztynie a związana z Warszawą  Sylwia Zientek wydała "Hotel Varsovie". Olsztynianka Wioletta Sawicka stworzyła „Wyspy szczęśliwe”. Z kolei Andrzej Ballo wybrał powieść filozoficzną, pisząc „Dowód ontologiczny”. Historią zajmuje się Tomasz Stężała, który wydał powieść „Pułkownicy 44”. Mrągowianka Katarzyna Enerlich opublikowała kolejną książkę, czyli „Wiatr od jezior”. Aida Amer napisała powieść pt. „Kroniki z życia ptaków i ludzi”. „Strażnicy raju” to tytuł powieści Marcina Kaczmarczyka. Leszek Mierzejewski ze Szczytna wydał aż dwie powieści. Są to: „Siedemnaście i pół miliona” i „Jak trafiłem w zaświaty”. Znalazłem też zbiór opowiadań. Nosi on tytuł „Obrazki działdowskie”, a stworzyła go Elżbieta Zakrzewska. Hanna Brakoniecka w tytule swojej książki zamieściła pytanie. Brzmi ono następująco: „Gdzie ja do nieba teraz pójdę”. Wypatrzyłem też zbiór reportaży autorstwa Edyty Hołdyńskiej, który nosi tytuł „Emigracja ambicji”.

Poezja. Tutaj tytułów jakby mniej. Zbigniew Chojnowski wydał „Widny kres”. Marek Barański „Czerwone skarpetki”, a Andrzej Wojciechowski „Wiersze dla psa”. Krzysztof D. Szatrawski ogłosił „Czas płonących ogrodów”. Tamara Bołdak-Janowska wydała dwa tomy poezji: "Elegancja serca" i "Bycie i lu!" Stanisława Łozińska napisała „Nostalgie”, a Michał Ostrowski „Stany rozdwojenia”. Ewelina Zdancewicz-Pękala jest autorką tomu „Wycieczki osobiste”. Debiutem jest też „Z ukrycia” Piotra Burczyka. 

Zrezygnowałem z wymieniania książek naukowych, historycznych, powieści dla dzieci i młodzieży, albumów, przewodników i prac zbiorowych. Jak co roku zapewne nie dotarłem do części powstałych książek. Powód tego jest banalny. Albo zawodzi promocja wydawcy, albo sami autorzy zaniedbują tę podstawową kwestię. Sporo w tym zestawieniu jest książek z tzw. selfpublishingu, który z roku na rok staje się coraz bardziej widoczny. Nie ukrywam, że jestem przeciwnikiem tego rodzaju działalności. Zmiana w publikowaniu książek zdaje się być jednak nieodwracalna. Są chętni, aby płacić za publikację, są ludzie, którzy to wykorzystują, mamiąc autorów sławą i nakładami.

Moi faworyci do Wawrzynu, czyli książki roku Warmii i Mazur, w tym roku to laureaci z lat poprzednich. Szczególnie trzymam kciuki za Jakuba Żulczyka i jego „Wzgórze psów”. Pisarz ten wykonał gigantyczny skok zarówno jakościowy, jak i tematyczny. Czas pokaże, czy miałem rację.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Fragment nowej powieści w „Odrze”

Uchylam rąbka tajemnicy zachęcając Państwa do sięgnięcia po listopadowy numer miesięcznika „Odra”. Zamieszczono tam fragment powieści, nad którą właśnie pracuję. „Wędrówka”, bo taki ma tytuł ta część, znalazła się w towarzystwie tekstów twórców wybitnych, bo za takich bez wątpienia uznać należy: Margaret Atwood, Antonio Tabucciego, czy Eugeniusza Tkaczyszyn-Dyckiego. Pełny spis treści można znaleźć tutaj: https://okis.pl/w-listopadowym-numerze-odry/

sobota, 25 listopada 2017

„Młodzi i fakty” – najnowsza książka Bernadetty Darskiej

Dzisiaj będę uprawiał prywatę. Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na właśnie wydaną pracę autorstwa Bernadetty Darskiej. „Młodzi i fakty. Notatki o reportażach roczników osiemdziesiątych” to kolejna książka, w której przygląda się środowisku reporterów. Jej osąd często bywa krytyczny, co udowadnia chociażby poniższy fragment: „Do lamusa odchodzą więc powoli bunt, spór lub gotowość rozrysowywania własnego znaku ideowego. Liczy się skuteczność marketingowa doprowadzająca do przesunięcia znaczeń. Starsi, pomagający młodszym w wejściu na rynek wydawniczy, sami jednocześnie uczestniczą w promocji własnej osoby, blurby, w momencie gdy pojawia się ich nadprodukcja, tracą na sile rażenia, a źle pojmowana solidarność środowiskowa prowadzi do bagatelizowania potknięć, które należałoby napiętnować. Oczywistość funkcjonowania w reklamowym tyglu młodych skutkuje rozszerzeniem wpływu marketingowego. Ci, którzy wcześniej doświadczali innych sposobów promocji, zaczynają również odnajdywać się w tym, co kształtuje medialny wizerunek najmłodszych. Nieliczni umieją się w tym nie zagubić, zachowując klasę i nie stając się twarzą celebryckiego pojmowania roli pełnionej przez reportera.” Kto zatem zachowuje klasę a kto szuka jedynie sławy? Warto sprawdzić zaglądając do tej publikacji.

wtorek, 14 listopada 2017

„Małe historie rodzinne” – recenzja na moznaprzeczytac.pl

Kamil Bujny pisze: „Autor bawi się konwencjami, na przykład nakładając na siebie rzeczywistości (nieprawdziwe, senne, i prawdziwe, realne) czy posługując się komizmem oraz ironią, niekiedy idąc w ten sposób w stronę groteski. Jednak, mam wrażenie, „Małe historie rodzinne” to książka dla wszystkich, a zabiegi oraz zabawy sposobami konstruowania opowieści, jakże ważne w tym wypadku, bynajmniej nie męczą – nawet mniej wyrobionego czy świadomego czytelnika. To wydawnictwo, które zdecydowanie zajmuje i robi wrażenie, a przy tym demaskuje pewne ludzkie postawy oraz zachowania – głównie w kontekście rodziny”. Cały tekst można przeczytać tutaj: http://moznaprzeczytac.pl/male-historie-rodzinne-tomasz-bialkowski/


piątek, 10 listopada 2017

„Drzewo morwowe” – audiobook


Po wersji papierowej przyszła pora na książkę audio. Sygnalizuję Państwu pierwszą część trylogii kryminalnej, która już w styczniu będzie dostępna w księgarniach. Kolejne pojawią się w następnych miesiącach. Oczywiście, będę na blogu informował o szczegółach.

wtorek, 24 października 2017

„Małe historie rodzinne” – wywiad dla Polskiego Radia 24

Rozmowa, którą przeprowadziła ze mną jakiś czas temu Luiza Bebłot z Polskiego Radia 24, jest już umieszczona na stronie rozgłośni. Oczywiście, zachęcam Państwa do wysłuchania. Można to zrobić zaglądając tutaj: http://www.polskieradio.pl/130/5666/Artykul/1896129,Male-historia-rodzinne-Tomasza-Bialkowskiego

niedziela, 22 października 2017

Festiwal Demoludy 2017 (18-21 października)

Już po raz 11 odbył się w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza Międzynarodowy Festiwal Teatralny Demoludy – Nowa Europa. Dla tych z Państwa, którzy nie zetknęli się jeszcze z tym projektem, mała podpowiedź. Demoludy to przegląd spektakli powstałych w dawnych krajach tzw. demokracji ludowej, a więc państwach skupionych w bloku socjalistycznym. Jak wiadomo, projekt centralnego planowania przegrał z gospodarką wolnorynkową. Pozostała wszakże pamięć o minionym i próby opisania mechanizmów rządzących tamtym światem. Olsztyński teatr organizuje międzynarodowy festiwal z podziwu godną konsekwencją. Co ważne, w szybko zmieniającej się Europie, głos twórców żyjących w tej części kontynentu wybrzmiewa niezmiennie aktualnie i, co może budzić pewne lęki, proroczo.
W tym roku do Olsztyna przybyli artyści z Litwy, Czech i Węgier. Tradycyjnie swoje spektakle pokazali twórcy z naszego kraju. Warto wskazać wspólny mianownik dla spektakli zagranicznych, którym w tym przypadku było postawienie na adaptacje europejskiej literatury. Litwini z Vilniaus Teatras Lélé zaprezentowali „Piaskuna” na podstawie opowiadania E.T.A. Hoffmanna. To rzecz o dwoistości ludzkiej natury. Z niepokojącą muzyką i światłem wydobywającym z ciemności maski i ludzi tworzących malarskie obrazy albo wirujących w szaleńczym tańcu. Mroczne i piękne.
Klicperovo Divadlo z czeskiego Hradec Kralove przywieźli inscenizację powieści przedwcześnie zmarłego Borisa Viana. W Polsce ten multiartysta chyba nie ma teraz najlepszego czasu. Jego surrealistyczne wizje nie są zbyt atrakcyjne dla widza karmionego niezmiennie „aktualnymi i społecznie znaczącymi tematami”. Dyktat teatru rozpolitykowanego kroczącego w ciasnych objęciach z zapełniającymi sale farsami i komediami odbiera resztę potencjalnych odbiorców tego rodzaju twórczości. Z wielką stratą dla tych ostatnich, wszak wystawiana przez Czechów „Piana dni” lub, jak kto woli, „Piana złudzeń” to świetnie przedstawiona opowieść o miłości dwojga ludzi. Całości dopełnia zespół muzyków „Mastix”. Dużo humoru i zabawy językowej. Jak powiada sceniczny Jean Sol Partre: „J’adore!”
Zaznaczyłem we wstępie, że na festiwalu zaprezentowali się także twórcy z naszego kraju. Olsztyńscy artyści kierowani przez Kolumbijczyka Giovanniego Castellanosa pokazali „Noc Helvera”. Ten bardzo głośny i często grany na scenach tekst autorstwa Ingmara Villqista w Jaraczu wybrzmiał gorzko, by nie rzec posępnie. W świat Karli i Helvera chce wedrzeć się rozpalona, pełna nienawiści do wszystkiego co inne i inaczej myślące, faszyzująca ulica. W takim miejscu życie traci sens. Dlatego Karla decyduje się na dramatyczny krok. Tłem opowiadanej historii jest tutaj E-Aktion. Spójne i zagrane bez fałszywej nuty.
Z kolei Teatr im. H.Ch. Andersena z Lublina zaprezentował festiwalowej publiczności „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Jak mówią o spektaklu sami twórcy: „Już nie bardzo pamiętamy, kto się żenił, po co. Ale pijemy. I rozmawiamy. Długo i mądrze. A im więcej wypijemy alkoholu, tym dłużej i mądrzej”. Wszystko się zgadza. Wyspiańskiego zawsze warto oglądać i czytać, chociaż od krakowskiej premiery w Teatrze Miejskim minęło już 116 lat!
Na koniec zostawiłem sobie spektakl, który zrobił na mnie największe wrażenie. To „Królestwo Twoje” węgierskiego Forte Company. Sztuka jest kompilacją tekstów nieżyjącego już pisarza Sandora Tary. To historia ludzi zebranych za fabrycznym murem gdzieś na węgierskiej prowincji. To bolesna opowieść o żyjących w najszczęśliwszym i najbardziej sprawiedliwym z systemów. Tar wykorzystał swoje własne doświadczenia (pracował jako elektrotechnik w Debreczynie). Los pracowników fabryki może być metaforą życia milionów im podobnych ludzi, których socjalistyczny system wyłuskał z ich naturalnego środowiska i przeniósł w obcy, nieznany świat wielkich, prowincjonalnych miast. Przychodzą mi w tym miejscu na myśl opowiadania Kazimierza Orłosia, który podobnie jak Tar opisywał trudne życie robotników. W sztuce pokazanej przez Węgrów bardzo ważna jest choreografia. Aktorzy kapitalnie wykorzystują proste elementy, głównie hydrauliczne, i tworzą z nich figury-symbole. Są z nimi wręcz zrośnięci. Ich świat to praca w fabryce i czas spędzany w hotelu robotniczym. Obraz ścisku, braku intymności, wywoływanej tym agresji jest coraz bardziej przytłaczający. Fabryka to miejsce pracy, które kojarzyć się może ze scenami z „Dzisiejszych czasów” Chaplina. Oto zostaje pokazany proces stopniowego odczłowieczania. Fabryka to również miejsce do robienia podejrzanych interesów, pokątnej prostytucji, czy inicjacji seksualnej, wreszcie pijaństwa i demoralizacji.
Co się dzieje kiedy system się rozpada? Forte Company przenoszą widza w świat wolnego rynku, kiedy to ci, którzy całe życie spędzili w fabryce, zostają wypluci i muszą wrócić w rodzinne strony. Uniformy fabryczne zastępują krzykliwe spódnice i błyszczące ortaliony. Nie ma już partii, która „myśli” za robotników. Są za to obce żony i nieślubne dzieci. Żony gardzą niedawnymi przodownikami pracy, okaleczonymi fizycznie i psychicznie. Niepotrafiącymi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, bo niczym chaplinowski bohater, zdolni są jedynie do wykonywania na okrągło tych samych czynności. Tutaj przychodzi mi na myśl sytuacja ludzi z zamykanych u nas PGR-ów. Sztukę kończy niezwykle mocna scena. Żebrzący wraz z pasierbem po pociągach kaleki przodownik socjalistycznej pracy zostaje przez tego drugiego brutalnie zepchnięty pod koła pędzącego kolosa. Symboliczna pępowina zostaje odcięta. Przecież ci, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowych czasach, są skazani na wyginięcie. Tak mówi pierwsze z przykazań kapitalistycznego raju. Wstrząsające, rewelacyjnie zagrane i wyśpiewane!

Reasumując. Tegoroczne Demoludy to bardzo ciekawy dobór artystów, pełne sale, a na sam koniec muzyczny akcent w postaci występu Warszawskiej Orkiestry Sentymentalnej, która zagrała piosenki osadzone w klimacie międzywojnia. Rozmowy z dramaturgami, tłumaczami i aktorami. Tutaj szczególne słowa uznania dla Jacka Wakara, który znakomicie poprowadził festiwalowe panele. Niewątpliwie warto rezerwować sobie bilety na przyszły rok.

Zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą ze strony Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie.

piątek, 13 października 2017

„Małe historie rodzinne” – wywiad dla Interia.pl

Dariusz Jaroń: Rodzina – jak sam pan podkreśla – jest żelaznym motywem w pańskiej twórczości. Dlaczego stawia ją pan jako punkt wyjścia do opowiadania o rzeczach ważnych?
Tomasz Białkowski: Jako ludzie dorośli chcemy zaznaczyć naszą indywidualność. To naturalny proces, bo wymusza go na nas rywalizacja w grupie, czy to szkolnej, zawodowej, towarzyskiej czy każdej innej. Walczymy o lepsze stopnie na świadectwie, podwyżki w firmie, chcemy wyróżniać się w swoim środowisku. Mieć więcej niż inni, lepiej wyglądać, wystawniej mieszkać. Owszem, bywają odstępstwa od tej zasady, lecz zwykle tak to wygląda. Ale zanim ten proces nie zostanie w nas uruchomiony, przebywamy wśród osób, które tworzą naszą rodzinę.
I które nas kształtują, w dobrym i złym tego słowa znaczeniu…
- To przecież tam wytwarzają się późniejsze mechanizmy, tworzy system wartości, budowane są rodzinne mity. Co ciekawe nasze dorosłe działania kończą się zwykle w ten sam sposób, to my zakładamy własne stado, w którym powielamy znany nam z dzieciństwa schemat. Mnie interesują w tym wszystkim kwestie samotności w grupie, obumieranie rodziny, jej atrofia.
- Przyglądam się katastrofie dzieciństwa, czasami szaleństwu albo tworzę modele rodzin, o których byśmy powiedzieli, że są własną karykaturą. Jeśli spróbowalibyśmy opisać przeciętną rodzinę, okazałoby się, że właściwie żadna nie obywa się bez chwil pięknych – te często są elementem założycielskim prywatnej historii, ale i trudnych, czasami dramatycznych, wreszcie bywa, że i złych. Interesuje mnie w rodzinie moment przejścia – kiedy to, co wymarzone i szczęśliwe, przeradza się w koszmar.