sobota, 8 lutego 2020

Nowa powieść

Kończę pracę nad nową książką. Tekst jest już po pierwszej redakcji. Wydawca, czyli Prószyński i S-ka, planuje premierę jeszcze w pierwszej połowie tego roku. Zdradzę Państwu, że będzie to thriller psychologiczny, którego akcja toczy się w okolicach Olsztyna. Więcej o powieści napiszę wkrótce. 

niedziela, 5 stycznia 2020

Okładka


Mój czeski wydawca, czyli praskie Nakladatelstvi Argo, umieścił w zapowiedziach wydawniczych okładkę książki. „Drzewo morwowe" będzie miało premierę już w tym roku.



środa, 1 stycznia 2020

„Dulscy. Tragifarsa kołtuńska” w Teatrze im. S. Jaracza


Oczekiwania przed premierą tego spektaklu były ogromne. Powodów można by wskazać całkiem sporo. To właśnie „Moralność Pani Dulskiej” rozpoczęła funkcjonowanie olsztyńskiego teatru tuż po wojnie. Reżyserii najnowszej inscenizacji podjął się sam Wojciech Malajkat, zaś premierę wyznaczono na ostatni dzień roku, a zatem czas szczególny. Warto zaznaczyć, że kanoniczne dzieło polskiej dramaturgii ma stanowić swoistą klamrę, być ukoronowaniem jubileuszu 75-lecia olsztyńskiej sceny. Czy nadkomplet publiczności w „Jaraczu” był świadkiem wydarzenia artystycznego czy ledwie kolejnej, poprawnie wykonanej wersji ponad stuletniego dramatu autorstwa Gabrieli Zapolskiej?
W tym spektaklu najczęściej używanym rekwizytem stają się dwuskrzydłowe drzwi. To one są bramą do świata Dulskich. To co robi i mówi się za nimi, ma pozostać wiedzą dostępną wyłącznie dla domowników. A dzieją się tam rzeczy z pogranicza lupanaru, ozdobionego wielkim łóżkiem, i salonu klasy średniej, w którym wszelkie sprawy załatwia się, siedząc przy stole albo na jednym z wygodnych foteli. To świat całkiem dobrze znany. W żadnym wypadku nie jest on modernistyczną imitacją odległej przeszłości. To nie przedwojenny Lwów, to Polska Anno Domini 2020.
Zbyszko (kapitalny Dawid Dziarkowski), syn Dulskiej (despotyczna Marzena Bergmann), zagłusza otaczającą go rzeczywistość słuchając Aerosmith. Kiedy dowie się, że zostanie ojcem dziecka, które jest owocem schadzek ze służącą (skupiona Marta Markowicz), będzie podrygiwał w tańcu, naśladując swojego idola Stevena Tylera. „Walk this way”! Idź tą drogą!, wykrzyczy. Pytanie nasuwa się natychmiast: Cóż to ma być za droga? Pozostając w konwencji rockowej Zbyszko to taki teledyskowy Eddie Rebel wyśpiewany przez Toma Petty'ego. Tyle tylko, że bunt Zbyszka jest jakby wystudiowany, wykrzyczany wraz z głośną muzyką, a zatem niesłyszalny. Dziarkowski świetnie wciela się w tę rolę. Ja mu wierzę, kiedy krytykując matkę, przekomarzając się z ciotką (brawa dla Mileny Gauer!) i deklarując ślub z ciężarną kochanką, czyni to szczerze. Jeszcze mocnej przekonuje mnie w tych scenach, kiedy ponosi klęskę. On naprawdę współczuje samobójczyni (mroczna Aleksandra Kolan), którą jego matka postanowiła wyrzucić z mieszkania. Jest uroczy podczas rozmów z infantylną siostrą Melą (rozbrajająca Aleksandra Tokarczyk) i odkrywającą seks Hesią (energetyczna Antonina Cydzik).
W domu Dulskich jest jak w tartaku, wszyscy krzyczą, powie jedna z postaci. Kiedy przekraczają drzwi prowadzące na zewnątrz, przyjmują wyuczone pozy, deklamują powszechnie akceptowalne kwestie. To ludzie hodowani przez filigranową, apodyktyczną kobietę do ról przyszłych matek, mężów wżenionych w tzw. „dobre rodziny”. Skryty za płachtą „Rzeczpospolitej” i mruczący niezrozumiałe słowa mąż Dulskiej (cudowny Wojciech Malajkat) zdaje się być kimś, kto pojął dawno temu, że ucieczka z tego modelu życia nie jest możliwa. W dulszczyznę się wrasta, staje się ona osobliwą filozofią przetrwania, systemem wartości, odłamem religii, tytułowym kołtuństwem. Czasami można pojawić się w ich świecie, uderzyć w miękką tkankę wyrywając im pieniądze (roztropna Alicja Kochańska). „Dulscy. Tragifarsa kołtuńska” to teatr bardzo współczesny, czytelny, stawiający pytania o sens buntu jednostki w świecie ustalonych reguł, wszechobecnej hipokryzji i papierowych relacji rodzinnych. Wojciech Malajkat wykonał wspaniałą pracę. To jedno z najlepszych przedstawień, jakie widziałem w Jaraczu w ciągu kilku ostatnich lat. Należy koniecznie zobaczyć.

Dulscy. Tragifarsa kołtuńska, reżyseria i adaptacja: Wojciech Malajkat, premiera 31 grudnia 2019 r., Teatr im. S. Jaracza w Olsztynie.

czwartek, 26 grudnia 2019

Rok 2019 w literaturze Warmii i Mazur


Mam wrażenie, że książek autorów związanych z regionem Warmii i Mazur stale przybywa. W tegorocznym podsumowaniu wiele miejsca zajmują dzieła twórców, którzy postanowili umieścić akcję swoich utworów w tej właśnie części kraju, chociaż na stałe mieszkają gdzie indziej. Zaczynam tradycyjnie od laureatów, bądź nominowanych, w poprzednich latach do Wawrzynu Warmii i Mazur, czyli najważniejszej nagrody literackiej w regionie.
Krzysztof Beśka opublikował kryminał „Amber-Gold” z akcją dziejącą się w przedwojennym Königsbergu. Również kryminał napisał Przemysław Borkowski. Jego „Widowisko” rozgrywa się w Olsztynie. Stolica regionu stanowi sugerowane tło thrillera „Tajemnica antykwariusza” autorstwa Pawła Jaszczuka. W dystopijny świat przenosi czytelników Jakub Żulczyk, który wydał w mijającym roku „Czarne Słońce”. Marta Szarejko opublikowała „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”. Waldemar Mierzwa zebrał artykuły i opublikował je jako „Zrozumieć Mazury”. Olsztynianka ukrywająca się pod pseudonimem Joanna Jax rozbiła bank, publikując aż pięć (sic!) książek. Są to: „Ziemia ludzi zapomnianych”, „Druga strona nocy”, „Białe róże z Petersburga” i „Milczenie aniołów”. Piąty tytuł przywołam przy prezentacji innej kategorii. Joanna Wańkowska-Sobiesiak opublikowała autobiografię zatytułowaną „Dom pierwszy-dom drugi”. Również autobiograficzny charakter mają „Dzieje człowieka piszącego” autorstwa Kazimierza Orłosia.
Poezja – tutaj także nie brakuje autorów nagradzanych wcześniej Wawrzynem. Kazimierz Brakoniecki wydał dwie książki „Twarze świata” i „Drzewo alfabetu”. Wojciech Kass opublikował kolejny tom poezji, czyli „Objawy”. Antoni Janowski wydał „Istotę”. Tamara Bołdak-Janowska napisała „Ridikjul. Elegie o stanie świata”. Pochodzący z Lidzbarka Warmińskiego znany profesor Zbigniew Mikołejko opublikował tom poezji „Heilsberg, to miasto: rzeczy z lat 2016-2017”. Jacek Krawczyk zadebiutował tomem wierszy „Ezechiasz”. Mieszkający w Działdowie Benedykt Zygfryd Perzyński wydał „Ze snu w senność”, ostródzianka Ala Pisarska „Strofy z pięknego miasta”, a olsztynianin Feliks Walichowski „Wiersze”.
Poeta i profesor Zbigniew Chojnowski zadebiutował tomem prozy „Aktorstwo. Z dziennika Wiktora Sulkowskiego”. „Tereska, nie płacz” to książka autobiograficzna mieszkającej pod Sępopolem Teresy Barszcz-Ward. Olsztynianka Bożena Kraczkowska wydała książkę „Czubek”. Inny olsztyniak, czyli Kacper Kotulak, napisał utwór z gatunku science-fiction „Początek, koniec, hot-dogi”. Pochodząca z Orzysza Renata Czaban-Kryczka napisała i wydała powieść „Paleta uczuć”. W Lidzbarku Warmińskim mieszka Sławomir Skowronek, autor powieści historycznej „Rozbitkowie: Heilsberg roku 1823. Opowieść o ludziach szukających drogi do domu”. Mrągowianka Katarzyna Enerlich oddała w ręce czytelników „Akuszerkę z Sensburga”. Do Elbląga zabiera czytelników Agnieszka Pietrzyk w kryminalnej fabule „Zostań w domu”. Mieszkająca w Jezioranach Anna Fijałkowska-Niewiadomska zadebiutowała książką „Niewierna”, a iławianka Ewelina Woźniak „Dniem ojca”. Z kolei katowiczanka Marta Fox wydała powieść pod wieloznacznym tytułem „Ten pierwszy raz w Ornecie”. Na Warmii rozgrywa się „Propozycja poddania” autorstwa Eugeniusza Kazimierczaka. W warmińskim Barczewie mieszka Renata Kosin autorka dwóch powieści z tego roku: „Nić Arachny” i „Dziecko z mgły”. Zdaje się, że to jednak Mazury uchodzą za miejsce bardziej atrakcyjne do snucia fabuł. Dowodzą tego książki autorstwa Magdaleny Kordel „Antolka”, Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Bez przebaczenia”, Lidii Liszewskiej „Zostań ze mną” i „Podaruj mi szczęście”, Małgorzaty Manelskiej „Barwy Mazur”, Magdaleny Majcher „Dzień, w którym cię poznałam”, Wioletty Sawickiej „Piękna miłość”, Adrianny Trzepioty „Zimowa Jutrzenka”. Książkę „A miało być tak pięknie” napisały Katarzyna i Małgorzata Kalicińskie. Dodam, że pięknie miało być oczywiście na Mazurach, gdzie toczy się akcja tego utworu. Danuta Korolewicz prowadzi czytelników na jedną z mazurskich wysp w kryminale „Willa Pod Czarnym Tulipanem”. Bywa, że akcja powieści przenosi się w inne rejony. Dowodzi tego „Zagadka sprzed lat. Powieść z Działdowem w tle” autorstwa Elżbiety Zakrzewskiej. Do kolejarskich Korsz zabiera swoich czytelników Jakub Michalczenia w „Gigusiach”. Duet pisarski Maria Ulatowska i Jacek Skowroński wydał kolejną część sagi, czyli „Dziewczynę ze Szczepankowa”.
W mijającym roku ukazało się kilka powieści adresowanych do młodych czytelników. Jakub Żulczyk wydał kontynuację „Zmorojewa”, czyli „Świątynię”. Ireneusz Sewastianowicz napisał kolejną część serii o Panu Samochodziku zatytułowaną „Szkatułka Łupaszki”. Dorota Suwalska napisała „Nie wszystko złoto, co złote”. Bożena Kraczkowska powiększyła pisarski dorobek o „Operację Dexter”. Andrzej Greziak powołał do życia „Krainę Wiecznych Jezior”. Zaś przywołana wcześniej Joanna Jax napisała „Pamiętnik ze starej szafy”.
Warto też odnotować książki z kręgu literatury faktu: „Five o’clock in Olsztyn. Historia pewnego domu” Iwony Bolińskiej-Walendzik, „Po kądzieli” Anny Kameckiej, „Losy Zofii Algin i rodziny Cabajewskich na tle historii Polski i Rosji” Jerzego Laskowskiego, a także „Został tylko żuraw” Heleny Piotrowskiej. Okazuje się, że nie tylko żuraw przetrwał próbę czasu, czego dowodzi książka autorstwa Krzysztofa Potaczały zatytułowana „Zostały tylko kamienie”. Karolina Kuszyk napisała obszerny esej „Poniemieckie”.
Jaki to był rok dla literatury Made in Warmia & Mazury? Nie najgorszy. Publikacji było całkiem sporo. Mniej bądź bardziej udanych. Niepodzielnie rządzi popliteratura. Takich książek ukazało się najwięcej, to one się najlepiej sprzedają i to po nie najczęściej sięgają czytelnicy bibliotek. Zdaje się, że ten stan będzie się tylko pogłębiał. Książki artystyczne powoli schodzą do getta. Nie chcą ich wydawcy, nie chcą księgarze, nie chcą bibliotekarze. Nie wiedzą o nich potencjalni czytelnicy. Sukces Olgi Tokarczuk tylko zafałszowuje prawdziwy obraz czytelnictwa. Kto moim zdaniem otrzyma w przyszłym roku Literacką Nagrodę Warmii i Mazur? W minionym roku stawiałem na Katarzynę Surmiak-Domańską i jej reporterską biografię „Kieślowski. Zbliżenie”. Chociaż ta książka otrzymała prestiżową „Nagrodę Newsweeka im. Teresy Torańskiej”, w Wawrzynie nie otrzymała nawet nominacji do finału. Wygląda na to, że straciłem nosa. Dlatego asekurancko wskażę Kazimierza Orłosia i jego „Dzieje człowieka piszącego”. Pisarz już raz otrzymał Wawrzyn. Być może stanie się tak i w tym roku.