czwartek, 7 grudnia 2017

„Małe historie rodzinne” – recenzja na Kulturalnemedia.pl

Piotr Kozioł pisze: „Myślę, że książka ta jest dobrym punktem wejścia i wyjścia dla każdego, kto jeszcze nie obcował z twórczością Białkowskiego. Zbiór trzech jego „historii” pod jednym szyldem pozwala na zaznajomienie się z jego stylem i charakterem. „Małe historie rodzinne” to zgrabnie napisane dramaty obyczajowe. Niektóre motywy, związane z wyciskaniem z naszej  natury najczarniejszych jej aspektów, jawią mi się jako lekko kingowskie”. Cały tekst tutaj: https://kulturalnemedia.pl/literatura/tomasz-bialkowski-male-historie-rodzinne-recenzja/

niedziela, 3 grudnia 2017

Rok 2017 w literaturze Warmii i Mazur

Grudzień, a zatem pora na podsumowanie tego, co autorzy i wydawcy zaproponowali czytelnikom w mijającym roku. Oczywiście, ograniczam się do autorów i książek posiadających związek z regionem Warmii i Mazur.
Zaczynam od pisarzy nagrodzonych w minionych latach literackim Wawrzynem. Są to w kolejności alfabetycznej: Krzysztof Beśka, który wydał dwie powieści sensacyjne, czyli „Spowiedź w fotoplastikonie” i „Konstelację zbrodni”; Kazimierz Brakoniecki i jego „Obrazy polskie”; ełczanin z pochodzenia – krakus z wyboru, czyli Michał Olszewski i powieść „#Upał”, wreszcie olsztynianin Mariusz Sieniewicz, który zaproponował czytelnikom „Plankton”.
Wśród książek wydanych w mijającym roku były również te, których autorami są nominowani do przywołanej nagrody. Tamara Bołdak-Janowska opublikowała książkę pt. „Nielegalna zajęczyca męczy Heideggera i innych filozofów”. Inna olsztynianka, Joanna Jax, wydała aż dwie książki, czyli kolejne tomy serii „Zemsta i przebaczenie”. Noszą one tytuły: „Otchłań nienawiści” i „Rzeka tęsknoty”. Paweł Jaszczuk napisał kontynuację losów dziennikarza ze Lwowa Jakuba Sterna, czyli „Lekcję martwej mowy”. Jakub Żulczyk oddał w ręce czytelników monumentalne „Wzgórze psów”.
W mijającym roku ukazało się sporo powieści. Barczewianka Renata Kosin wydała „Tatarkę” oraz „Aleję Siódmego Anioła”. Anna Balińska z Iławy zdecydowała się zaprezentować czytelnikom „Szczęście od jutra”. Na sensację postawił znany kabareciarz, Przemysław Borkowski, pisząc „Zakładnika”, zaś inna mieszkanka podolsztyńskich Dywit, Beata Nowosielska, zadebiutowała „Labiryntem strachu”. Olsztynianka Wioletta Sawicka stworzyła „Wyspy szczęśliwe”. Z kolei Andrzej Ballo wybrał powieść filozoficzną, pisząc „Dowód ontologiczny”. Historią zajmuje się Tomasz Stężała, który wydał powieść „Pułkownicy 44”. Mrągowianka Katarzyna Enerlich opublikowała kolejną książkę, czyli „Wiatr od jezior”. Aida Amer napisała powieść pt. „Kroniki z życia ptaków i ludzi”. „Strażnicy raju” to tytuł powieści Marcina Kaczmarczyka. Leszek Mierzejewski ze Szczytna wydał aż dwie powieści. Są to: „Siedemnaście i pół miliona” i „Jak trafiłem w zaświaty”. Znalazłem też zbiór opowiadań. Nosi on tytuł „Obrazki działdowskie”, a stworzyła go Elżbieta Zakrzewska. Hanna Brakoniecka w tytule swojej książki zamieściła pytanie. Brzmi ono następująco: „Gdzie ja do nieba teraz pójdę”. Wypatrzyłem też zbiór reportaży autorstwa Edyty Hołdyńskiej, który nosi tytuł „Emigracja ambicji”.
Poezja. Tutaj tytułów jakby mniej. Zbigniew Chojnowski wydał „Widny kres”. Marek Barański „Czerwone skarpetki”, a Andrzej Wojciechowski „Wiersze dla psa”. Krzysztof D. Szatrawski ogłosił „Czas płonących ogrodów”. Stanisława Łozińska napisała „Nostalgie”, a Michał Ostrowski „Stany rozdwojenia”. Ewelina Zdancewicz-Pękala jest autorką tomu „Wycieczki osobiste”. Debiutem jest też „Z ukrycia” Piotra Burczyka. 
Zrezygnowałem z wymieniania książek naukowych, historycznych, powieści dla dzieci i młodzieży, albumów, przewodników i prac zbiorowych. Jak co roku zapewne nie dotarłem do części powstałych książek. Powód tego jest banalny. Albo zawodzi promocja wydawcy, albo sami autorzy zaniedbują tę podstawową kwestię. Sporo w tym zestawieniu jest książek z tzw. selfpublishingu, który z roku na rok staje się coraz bardziej widoczny. Nie ukrywam, że jestem przeciwnikiem tego rodzaju działalności. Zmiana w publikowaniu książek zdaje się być jednak nieodwracalna. Są chętni, aby płacić za publikację, są ludzie, którzy to wykorzystują, mamiąc autorów sławą i nakładami.

Moi faworyci do Wawrzynu, czyli książki roku Warmii i Mazur, w tym roku to laureaci z lat poprzednich. Szczególnie trzymam kciuki za Jakuba Żulczyka i jego „Wzgórze psów”. Pisarz ten wykonał gigantyczny skok zarówno jakościowy, jak i tematyczny. Czas pokaże, czy miałem rację.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Fragment nowej powieści w „Odrze”

Uchylam rąbka tajemnicy zachęcając Państwa do sięgnięcia po listopadowy numer miesięcznika „Odra”. Zamieszczono tam fragment powieści, nad którą właśnie pracuję. „Wędrówka”, bo taki ma tytuł ta część, znalazła się w towarzystwie tekstów twórców wybitnych, bo za takich bez wątpienia uznać należy: Margaret Atwood, Antonio Tabucciego, czy Eugeniusza Tkaczyszyn-Dyckiego. Pełny spis treści można znaleźć tutaj: https://okis.pl/w-listopadowym-numerze-odry/

sobota, 25 listopada 2017

„Młodzi i fakty” – najnowsza książka Bernadetty Darskiej

Dzisiaj będę uprawiał prywatę. Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na właśnie wydaną pracę autorstwa Bernadetty Darskiej. „Młodzi i fakty. Notatki o reportażach roczników osiemdziesiątych” to kolejna książka, w której przygląda się środowisku reporterów. Jej osąd często bywa krytyczny, co udowadnia chociażby poniższy fragment: „Do lamusa odchodzą więc powoli bunt, spór lub gotowość rozrysowywania własnego znaku ideowego. Liczy się skuteczność marketingowa doprowadzająca do przesunięcia znaczeń. Starsi, pomagający młodszym w wejściu na rynek wydawniczy, sami jednocześnie uczestniczą w promocji własnej osoby, blurby, w momencie gdy pojawia się ich nadprodukcja, tracą na sile rażenia, a źle pojmowana solidarność środowiskowa prowadzi do bagatelizowania potknięć, które należałoby napiętnować. Oczywistość funkcjonowania w reklamowym tyglu młodych skutkuje rozszerzeniem wpływu marketingowego. Ci, którzy wcześniej doświadczali innych sposobów promocji, zaczynają również odnajdywać się w tym, co kształtuje medialny wizerunek najmłodszych. Nieliczni umieją się w tym nie zagubić, zachowując klasę i nie stając się twarzą celebryckiego pojmowania roli pełnionej przez reportera.” Kto zatem zachowuje klasę a kto szuka jedynie sławy? Warto sprawdzić zaglądając do tej publikacji.

wtorek, 14 listopada 2017

„Małe historie rodzinne” – recenzja na moznaprzeczytac.pl

Kamil Bujny pisze: „Autor bawi się konwencjami, na przykład nakładając na siebie rzeczywistości (nieprawdziwe, senne, i prawdziwe, realne) czy posługując się komizmem oraz ironią, niekiedy idąc w ten sposób w stronę groteski. Jednak, mam wrażenie, „Małe historie rodzinne” to książka dla wszystkich, a zabiegi oraz zabawy sposobami konstruowania opowieści, jakże ważne w tym wypadku, bynajmniej nie męczą – nawet mniej wyrobionego czy świadomego czytelnika. To wydawnictwo, które zdecydowanie zajmuje i robi wrażenie, a przy tym demaskuje pewne ludzkie postawy oraz zachowania – głównie w kontekście rodziny”. Cały tekst można przeczytać tutaj: http://moznaprzeczytac.pl/male-historie-rodzinne-tomasz-bialkowski/


piątek, 10 listopada 2017

„Drzewo morwowe” – audiobook


Po wersji papierowej przyszła pora na książkę audio. Sygnalizuję Państwu pierwszą część trylogii kryminalnej, która już w styczniu będzie dostępna w księgarniach. Kolejne pojawią się w następnych miesiącach. Oczywiście, będę na blogu informował o szczegółach.

wtorek, 24 października 2017

„Małe historie rodzinne” – wywiad dla Polskiego Radia 24

Rozmowa, którą przeprowadziła ze mną jakiś czas temu Luiza Bebłot z Polskiego Radia 24, jest już umieszczona na stronie rozgłośni. Oczywiście, zachęcam Państwa do wysłuchania. Można to zrobić zaglądając tutaj: http://www.polskieradio.pl/130/5666/Artykul/1896129,Male-historia-rodzinne-Tomasza-Bialkowskiego

niedziela, 22 października 2017

Festiwal Demoludy 2017 (18-21 października)

Już po raz 11 odbył się w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza Międzynarodowy Festiwal Teatralny Demoludy – Nowa Europa. Dla tych z Państwa, którzy nie zetknęli się jeszcze z tym projektem, mała podpowiedź. Demoludy to przegląd spektakli powstałych w dawnych krajach tzw. demokracji ludowej, a więc państwach skupionych w bloku socjalistycznym. Jak wiadomo, projekt centralnego planowania przegrał z gospodarką wolnorynkową. Pozostała wszakże pamięć o minionym i próby opisania mechanizmów rządzących tamtym światem. Olsztyński teatr organizuje międzynarodowy festiwal z podziwu godną konsekwencją. Co ważne, w szybko zmieniającej się Europie, głos twórców żyjących w tej części kontynentu wybrzmiewa niezmiennie aktualnie i, co może budzić pewne lęki, proroczo.
W tym roku do Olsztyna przybyli artyści z Litwy, Czech i Węgier. Tradycyjnie swoje spektakle pokazali twórcy z naszego kraju. Warto wskazać wspólny mianownik dla spektakli zagranicznych, którym w tym przypadku było postawienie na adaptacje europejskiej literatury. Litwini z Vilniaus Teatras Lélé zaprezentowali „Piaskuna” na podstawie opowiadania E.T.A. Hoffmanna. To rzecz o dwoistości ludzkiej natury. Z niepokojącą muzyką i światłem wydobywającym z ciemności maski i ludzi tworzących malarskie obrazy albo wirujących w szaleńczym tańcu. Mroczne i piękne.
Klicperovo Divadlo z czeskiego Hradec Kralove przywieźli inscenizację powieści przedwcześnie zmarłego Borisa Viana. W Polsce ten multiartysta chyba nie ma teraz najlepszego czasu. Jego surrealistyczne wizje nie są zbyt atrakcyjne dla widza karmionego niezmiennie „aktualnymi i społecznie znaczącymi tematami”. Dyktat teatru rozpolitykowanego kroczącego w ciasnych objęciach z zapełniającymi sale farsami i komediami odbiera resztę potencjalnych odbiorców tego rodzaju twórczości. Z wielką stratą dla tych ostatnich, wszak wystawiana przez Czechów „Piana dni” lub, jak kto woli, „Piana złudzeń” to świetnie przedstawiona opowieść o miłości dwojga ludzi. Całości dopełnia zespół muzyków „Mastix”. Dużo humoru i zabawy językowej. Jak powiada sceniczny Jean Sol Partre: „J’adore!”
Zaznaczyłem we wstępie, że na festiwalu zaprezentowali się także twórcy z naszego kraju. Olsztyńscy artyści kierowani przez Kolumbijczyka Giovanniego Castellanosa pokazali „Noc Helvera”. Ten bardzo głośny i często grany na scenach tekst autorstwa Ingmara Villqista w Jaraczu wybrzmiał gorzko, by nie rzec posępnie. W świat Karli i Helvera chce wedrzeć się rozpalona, pełna nienawiści do wszystkiego co inne i inaczej myślące, faszyzująca ulica. W takim miejscu życie traci sens. Dlatego Karla decyduje się na dramatyczny krok. Tłem opowiadanej historii jest tutaj E-Aktion. Spójne i zagrane bez fałszywej nuty.
Z kolei Teatr im. H.Ch. Andersena z Lublina zaprezentował festiwalowej publiczności „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Jak mówią o spektaklu sami twórcy: „Już nie bardzo pamiętamy, kto się żenił, po co. Ale pijemy. I rozmawiamy. Długo i mądrze. A im więcej wypijemy alkoholu, tym dłużej i mądrzej”. Wszystko się zgadza. Wyspiańskiego zawsze warto oglądać i czytać, chociaż od krakowskiej premiery w Teatrze Miejskim minęło już 116 lat!
Na koniec zostawiłem sobie spektakl, który zrobił na mnie największe wrażenie. To „Królestwo Twoje” węgierskiego Forte Company. Sztuka jest kompilacją tekstów nieżyjącego już pisarza Sandora Tary. To historia ludzi zebranych za fabrycznym murem gdzieś na węgierskiej prowincji. To bolesna opowieść o żyjących w najszczęśliwszym i najbardziej sprawiedliwym z systemów. Tar wykorzystał swoje własne doświadczenia (pracował jako elektrotechnik w Debreczynie). Los pracowników fabryki może być metaforą życia milionów im podobnych ludzi, których socjalistyczny system wyłuskał z ich naturalnego środowiska i przeniósł w obcy, nieznany świat wielkich, prowincjonalnych miast. Przychodzą mi w tym miejscu na myśl opowiadania Kazimierza Orłosia, który podobnie jak Tar opisywał trudne życie robotników. W sztuce pokazanej przez Węgrów bardzo ważna jest choreografia. Aktorzy kapitalnie wykorzystują proste elementy, głównie hydrauliczne, i tworzą z nich figury-symbole. Są z nimi wręcz zrośnięci. Ich świat to praca w fabryce i czas spędzany w hotelu robotniczym. Obraz ścisku, braku intymności, wywoływanej tym agresji jest coraz bardziej przytłaczający. Fabryka to miejsce pracy, które kojarzyć się może ze scenami z „Dzisiejszych czasów” Chaplina. Oto zostaje pokazany proces stopniowego odczłowieczania. Fabryka to również miejsce do robienia podejrzanych interesów, pokątnej prostytucji, czy inicjacji seksualnej, wreszcie pijaństwa i demoralizacji.
Co się dzieje kiedy system się rozpada? Forte Company przenoszą widza w świat wolnego rynku, kiedy to ci, którzy całe życie spędzili w fabryce, zostają wypluci i muszą wrócić w rodzinne strony. Uniformy fabryczne zastępują krzykliwe spódnice i błyszczące ortaliony. Nie ma już partii, która „myśli” za robotników. Są za to obce żony i nieślubne dzieci. Żony gardzą niedawnymi przodownikami pracy, okaleczonymi fizycznie i psychicznie. Niepotrafiącymi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, bo niczym chaplinowski bohater, zdolni są jedynie do wykonywania na okrągło tych samych czynności. Tutaj przychodzi mi na myśl sytuacja ludzi z zamykanych u nas PGR-ów. Sztukę kończy niezwykle mocna scena. Żebrzący wraz z pasierbem po pociągach kaleki przodownik socjalistycznej pracy zostaje przez tego drugiego brutalnie zepchnięty pod koła pędzącego kolosa. Symboliczna pępowina zostaje odcięta. Przecież ci, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowych czasach, są skazani na wyginięcie. Tak mówi pierwsze z przykazań kapitalistycznego raju. Wstrząsające, rewelacyjnie zagrane i wyśpiewane!

Reasumując. Tegoroczne Demoludy to bardzo ciekawy dobór artystów, pełne sale, a na sam koniec muzyczny akcent w postaci występu Warszawskiej Orkiestry Sentymentalnej, która zagrała piosenki osadzone w klimacie międzywojnia. Rozmowy z dramaturgami, tłumaczami i aktorami. Tutaj szczególne słowa uznania dla Jacka Wakara, który znakomicie poprowadził festiwalowe panele. Niewątpliwie warto rezerwować sobie bilety na przyszły rok.

Zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą ze strony Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie.

piątek, 13 października 2017

„Małe historie rodzinne” – wywiad dla Interia.pl

Dariusz Jaroń: Rodzina – jak sam pan podkreśla – jest żelaznym motywem w pańskiej twórczości. Dlaczego stawia ją pan jako punkt wyjścia do opowiadania o rzeczach ważnych?
Tomasz Białkowski: Jako ludzie dorośli chcemy zaznaczyć naszą indywidualność. To naturalny proces, bo wymusza go na nas rywalizacja w grupie, czy to szkolnej, zawodowej, towarzyskiej czy każdej innej. Walczymy o lepsze stopnie na świadectwie, podwyżki w firmie, chcemy wyróżniać się w swoim środowisku. Mieć więcej niż inni, lepiej wyglądać, wystawniej mieszkać. Owszem, bywają odstępstwa od tej zasady, lecz zwykle tak to wygląda. Ale zanim ten proces nie zostanie w nas uruchomiony, przebywamy wśród osób, które tworzą naszą rodzinę.
I które nas kształtują, w dobrym i złym tego słowa znaczeniu…
- To przecież tam wytwarzają się późniejsze mechanizmy, tworzy system wartości, budowane są rodzinne mity. Co ciekawe nasze dorosłe działania kończą się zwykle w ten sam sposób, to my zakładamy własne stado, w którym powielamy znany nam z dzieciństwa schemat. Mnie interesują w tym wszystkim kwestie samotności w grupie, obumieranie rodziny, jej atrofia.
- Przyglądam się katastrofie dzieciństwa, czasami szaleństwu albo tworzę modele rodzin, o których byśmy powiedzieli, że są własną karykaturą. Jeśli spróbowalibyśmy opisać przeciętną rodzinę, okazałoby się, że właściwie żadna nie obywa się bez chwil pięknych – te często są elementem założycielskim prywatnej historii, ale i trudnych, czasami dramatycznych, wreszcie bywa, że i złych. Interesuje mnie w rodzinie moment przejścia – kiedy to, co wymarzone i szczęśliwe, przeradza się w koszmar.


wtorek, 10 października 2017

„Małe historie rodzinne” w „Allensteiner Nachrichten”

Ukazująca się w Olsztynie „Allensteiner Nachrichten”, czyli gazeta mniejszości niemieckiej, również odnotowała pojawienie się na rynku księgarskim mojej książki. Dr Grzegorz Supady był gościem spotkania promującego tytuł i poświęcił temu wydarzeniu tekst. Materiał w załączniku.


niedziela, 8 października 2017

„Małe historie rodzinne” w Polskim Radiu 24

Promocji książki ciąg dalszy. W jej ramach byłem gościem audycji „Warto czytać”. Rozmowę ze mną przeprowadziła Luiza Bebłot. Materiał zostanie wyemitowany najprawdopodobniej 22 października. Oczywiście, o dokładnym terminie będę informował Państwa na tym blogu.

sobota, 7 października 2017

„Małe historie rodzinne” w „Kurierze Porannym”

Białostocki „Kurier Poranny” odnotował premierę mojej książki. Jerzy Doroszkiewicz pisze: „W tej prozie jawa miesza się ze snem, wielka historia jest niczym w obliczu tytułowych „małych historii rodzinnych”. I tu Tomasz Białkowski ma rację. A może przewidział, że ucieczka w prywatność może chronić przed dojmującym bólem egzystencji?”

piątek, 6 października 2017

„Małe historie rodzinne” – recenzja na CoPrzeczytac.pl

Paulina Jaszczurowska sięgnęła po moją książkę. Niewielki fragment jej tekstu: „Tomasz Białkowski w swoich opowiadaniach ukazuje niezwykły zmysł obserwatora. (…) ludzie potrafią przybrać maskę w każdej, nawet najbardziej krytycznej sytuacji. A Białkowski w doskonały sposób zagląda pod te maski i sprawdza, co naprawdę w takich chwilach czuje człowiek. Co więcej potrafi wszystkie te emocje zamknąć w słowach. Potrafi tymi słowami namalować niesamowite obrazy, które kłębią się w głowie Czytelnika jeszcze długo po zakończeniu opowiadania”. Całą recenzję można przeczytać tutaj: http://www.coprzeczytac.pl/recenzja-ksiazki-male-historie-rodzinne/

czwartek, 5 października 2017

„Małe historie rodzinne” w TVP Polonia

Kolejne spotkanie. Tym razem byłem w TVP Polonia, gdzie opowiadałem o trzech krótkich powieściach składających się na najnowszy tom mojej prozy. Rozmowę przeprowadziła Ivona Tsydzik. 

środa, 4 października 2017

„Małe historie rodzinne” w radiowej Jedynce

Już dzisiaj, czyli 4 października, będę gościem Magdaleny Mikołajczuk w Programie 1 Polskiego Radia. Pojawię się w audycji „Moje książki”. Początek emisji o godzinie 21:00. Rozmowy przeplatanej fragmentami prozy można odsłuchać również w sieci, tutaj: 
http://www.polskieradio.pl/7/173/Artykul/1876300,Tomasz-Bialkowski-Pisarz-od-spraw-trudnych

piątek, 29 września 2017

„Małe historie rodzinne” w Radiu UWM FM

Zostałem zaproszony do studenckiego radia UWM FM. Opowiadałem o „Małych historiach rodzinnych”. Rozmowę ze mną przeprowadziła Marta Wiśniewska. Wywiadu będzie można wysłuchać w poniedziałek, czyli 9 października o godzinie 18:00 w ramach audycji „Kortowski Tygodnik Literacki”. Link do strony tutaj: http://www.uwmfm.pl/artykul/2029/kortowski-tygodnik-literacki.html

sobota, 23 września 2017

„Małe historie rodzinne” – fotorelacja ze spotkania w Planecie 11

Dziękuję tym, którzy wczoraj dotarli na moje spotkanie autorskie. Rozmowę ze mną poprowadziła dr Magdalena Szydłowska, a fragmenty prozy świetnie przeczytała Wiesława Szymańska.














czwartek, 21 września 2017

„Małe historie rodzinne” w TVP3 Olsztyn


Dzisiaj nagrywałem materiał dla TVP3 Olsztyn. Będzie go można obejrzeć w „Informacjach Kulturalnych”, prowadzonych przez red. Joannę Wilengowską, w niedzielę (24 września) o godz. 18.45. Fragment dotyczący „Małych historii rodzinnych do obejrzenia tutaj: https://olsztyn.tvp.pl/34112519/mikropowiesci-tomasza-bialkowskiego-w-jednym-tomie 

niedziela, 17 września 2017

"Małe historie rodzinne" w Planecie 11

Zapraszam Państwa na spotkanie promujące „Małe historie rodzinne”, które odbędzie się w najbliższy piątek (22 września) o godz. 17.30 w olsztyńskiej bibliotece multimedialnej Planeta 11. Fragmenty książki przeczyta Wiesława Szymańska, aktorka Teatru im. Stefana Jaracza, znana chociażby z roli Edith Piaf, za którą otrzymała „Teatralną Kreację Roku”. Rozmowę ze mną przeprowadzi dr Magdalena Szydłowska z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Organizatorzy przewidzieli też stoisko, na którym będzie można nabyć „Małe historie rodzinne”.


piątek, 15 września 2017

"Małe historie rodzinne" już w księgarniach

Książka jest już dostępna zarówno w księgarniach na terenie całego kraju, jak i w sklepach internetowych. Wczoraj egzemplarze autorskie dotarły i do mnie, co potwierdzam załączając stosowne zdjęcie. Autorką wspaniałej okładki jest Anna Moderska - ilustratorka i rysowniczka. Namawiam Państwa do zajrzenia na stronę prezentującą jej prace tutaj: https://annamoderska.wordpress.com/


czwartek, 14 września 2017

„Małe historie rodzinne” w „Rzeczpospolitej”

Przy okazji premiery książki dziennik „Rzeczpospolita” zamieścił duży materiał. Autor tekstu, czyli Marcin Kube zaczyna go następująco: „Wznowione powieści Tomasza Białkowskiego przypominają, że w Olsztynie ukrywa się pisarz, który nie ustępuje umiejętnościami cenionym autorom głównego nurtu”. Cały tekst można przeczytać tutaj: http://www.rp.pl/Zycie-Warminsko-Mazurskiego/309139852-Literackie-studium-narodzin-zla.html#ap-1

wtorek, 12 września 2017

piątek, 25 sierpnia 2017

Kiedy piekłem stają się najbliżsi

Jak odnaleźć się w tym, co obce, bolesne i zakłamane? W rzeczywistości opisanej przez Tomasza Białkowskiego to samotność staje się schronieniem przed wyniszczającymi relacjami. Premiera książki „Małe historie rodzinne” Tomasza Białkowskiego już 13 września.

Trzy krótkie powieści składające się na „Małe historie rodzinne” stanowią różne odsłony ludzkich losów, naznaczonych z jednej strony prywatnymi traumami codzienności, a z drugiej próbą wpłynięcia na mechanizmy społeczne, polityczne i budowanie tzw. Wielkiej Historii.

Tomasz Białkowski jest bacznym obserwatorem i sprawnie rozpoznaje maski, jakie ludzie nakładają, wchodząc w relacje z innymi. Jego refleksje oscylują wokół tematów uniwersalnych i funkcjonujących w literaturze od zawsze, jednak autor wypracował własny, oryginalny język, dzięki któremu w niepowtarzalny sposób potrafi oddać ciężar ludzkich dramatów, psychologiczne niuanse, głębię cierpienia i samotności. Jego bohaterowie to ludzie żyjący w opresyjnych układach, w rzeczywistości boleśnie i niepokojąco prawdziwej, w której rządzi chłód, obojętność, puste gesty i wrogość i gdzie często jedynym ratunkiem jest zwyczajne pogodzenie się z sytuacją.


Ponury świat pięknie i przekonująco opisany, tak określił twórczość Tomasza Białkowskiego Leszek Bugajski, dodając, że proza Białkowskiego robi wrażenie, tym większe im silniej sobie uświadamiamy, że wszyscy jego bohaterowie poruszają się w dobrze nam znanych realiach.