sobota, 15 sierpnia 2015

Lotnisko Olsztyn-Mazury

Wyczytałem w dzisiejszej prasie, że lotnisko Olsztyn-Mazury jest już zbudowane i, że „lotnisko pożytku publicznego w Szymanach dołączy do trzynastu największych lotnisk o pełnej certyfikacji, takich jak lotnisko Chopina, lotnisko im. Lecha Wałęsy w Gdańsku”. Dla niezorientowanych wyjaśniam, że Szymany to miejscowość obok Szczytna. Z Olsztyna to ledwo 48 kilometrów. Cóż jest tak niezwykłego w tej informacji, że zdecydowałem się o nowym lotnisku napisać? Wszak od kiedy newsy o budowie portu lotniczego w miejscu, gdzie istniało lotnisko wojskowe, są zamieszczane w mediach, na twórców i budowniczych tego projektu sypią się nieustannie gromy. Po co kolejne lotnisko, skoro jest ich już tyle? Na cóż komu pas betonu w lesie, gdy autochtonów nie stać na bilet PKS-u, czy może raczej kilka złotówek (zwykle nierejestrowanych) dla kierowcy zdezelowanego busika – pokrytej warstwą rdzy i brudu kuli potu i strachu. Po co wydawać dwieście milionów złotych, skoro są inne potrzeby? Tu przychodzi mi na myśl planowane na wrzesień referendum za stówkę. Mam swój pogląd na to wydarzenie, o którym może innym razem. Albo wcale, bo widoki na frekwencję są bardzo wątłe. Skupiam się na lotnisku Olsztyn-Mazury. Dla mieszkańców innych części kraju Warmia i Mazury to zielono-niebieska pocztówka z wakacji. Latem jeziora, jesienią grzyby, sylwester w leśniczówce. Dla półtora miliona zamieszkujących te tereny ludzi to miejsce pracy, życia, realizowania swoich pasji, czy pisząc górnolotnie, tworzenia historii. Część z nich opuściła rodzinne strony, by szukać pracy albo nowych wyzwań gdzie indziej. Nie jest żadną tajemnicą, że ich wędrówki prowadzą za granicę. Ludzie ci regularnie wracają. Powodem są święta, uroczystości rodzinne, urlopy. Chociażby tylko dla nich warto było otworzyć ten port. Po to, żeby mieszkaniec Suwałk nie jechał do Warszawy blisko trzysta kilometrów, a na gdański terminal miał jeszcze dalej, bo trzysta siedemdziesiąt, co oznacza pięć godzin jazdy po krętych, często porytych bruzdami i lejami drogach wojewódzkich. Cieszę się z tego lotniska, chociaż w najbliższy czwartek nie będę mógł iść spać, bo o drugiej w nocy muszę wyruszyć autem do Gdańska, żeby cztery godziny później stamtąd polecieć aeroplanem. Bardzo liczę na to, że kolejne loty odbędę już z portu Olsztyn-Mazury. Zatem na koniec: Warmia i Mazury mają wreszcie swoje lotnisko. Przybywajcie tutaj, odpoczywajcie, róbcie interesy, zwiedzajcie. Teraz to naprawdę blisko.

1 komentarz:

  1. to lotnisko ożywić też może turystykę regionu! trzymajmy kciuki za inwestycję.

    OdpowiedzUsuń