poniedziałek, 22 czerwca 2015

Pierre Lemaitre „Koronkowa robota”

(…) ten pomysł był typowym chybionym dobrym pomysłem”, mówi Camille Verhoeven, komisarz paryskiej policji, główny bohater serii książek autorstwa francuskiego pisarza Pierre’a Lemaitre’a. Warto zaznaczyć, że „Koronkowa robota”, która w naszym kraju ukazuje się jako trzecia część cyklu, tak naprawdę jest częścią pierwszą. We Francji ukazała się w 2006 roku, po niej były: „Alex” (2011) i „Ofiara” (2012). Od razu napiszę, że to wcale nie przeszkadza w lekturze właśnie wydanej przez wydawnictwo Muza książki. Lemaitre to prawdziwa gwiazda. Po serii kryminalnej opublikował powieść „Do zobaczenia w zaświatach” (2013), którą uhonorowano Nagrodą Goncourtów. Jeśli dodam, że za wspomniany thriller pt. „Alex” nagrodzono go CWA International Dagger 2013, wyłania nam się obraz pisarza kompletnego, który tak samo dobrze radzi sobie z powieścią kryminalną jak i utworem zaliczonym do głównego nurtu. Czy słusznie? Lemaitre to pisarz obdarzony tym, co ja na swój prywatny użytek nazywam pisarską mądrością. Świetnie kreśli powieściowe tło („ ta okolica była tak uczęszczana jak burdel w raju”), w którym umieszcza swoich bohaterów. To są ludzie z krwi i kości. Kiedy pisze o złoczyńcach, mówi o miejskich szumowinach będących „metaforą zdemoralizowanej i odartej ze złudzeń ludzkości”. Kreśląc ofiary stara się dociec, skąd bierze się ich życiowy dramat. Odmalowując ekipę śledczą ukazuje napięcia i dylematy związane z pracą w ciągłym stresie i niedoczasie. Tworzy świat wielowymiarowy, nieoczywisty, w którym etyczny podział wcale nie jest wyznaczony grubą krechą. Czy i tak jest w „Koronkowej robocie”? Pisarz od samego początku postanowił zaszokować czytelnika. Komisarz Verhoeven ma zostać ojcem. W tym samym czasie tropi zabójcę, który powiela zbrodnie dokonane na kartach powieści zaliczanych do kanonu gatunku. Oto papierowa zbrodnia zamienia się w ponurą rzeczywistość. Zderzenie rodzącego się życia z koszmarem śmierci młodych kobiet może co niektórych porazić rozmiarami okrucieństwa i sadyzmu. Niewielki przykład: „Po lewej leżały na podłodze szczątki ciała z rozprutym brzuchem i połamanymi żebrami, które przebiły jakąś czerwoną-białą fałdę, prawdopodobnie żołądek, a także pierś, tę w każdym razie, która nie została odcięta, jakkolwiek trudno to było z całą pewnością stwierdzić z tej przyczyny, że to ciało – kobiety, to jedno było pewne – pokrywały ekskrementy, spod których prześwitały niezliczone ślady ukąszeń. Naprzeciwko, po lewej, leżała głowa (druga, też kobiety) o wypalonych oczach i dziwnie krótkiej, jakby wtłoczonej w ramiona szyi. Z czeluści jej rozdziawionych ust wystawały białoróżowe kanały tchawicy i żył wyszarpane czyjąś ręką z głębi gardła”. Lemaitre, oczywiście, nie wypisuje tych wszystkich okropności dla samego efektu szokowego. Po co? Być może aby ukazać walkę przeciwstawnych wartości. W pewnej chwili komisarz przypomina sobie obraz Caravaggia pt. „Dawid z głową Goliata”. Mówi o nim w następujący sposób: „-To wypisz wymaluj walka Dobra ze Złem (…) Spójrz na Dawida, na jego szalone oczy, i ten spokój cierpienia u Goliata. Gdzie jest Dobro, gdzie Zło? Oto jest pytanie…” No właśnie. Warto się nad tym zastanowić czytając Lemaitre’a. Pomysł napisania „Koronkowej roboty” nie był „typowym chybionym dobrym pomysłem”. On był pomysłem doskonałym!

czwartek, 18 czerwca 2015

Jerzy Pilch „Zuza albo czas oddalenia”

„O oczach kurew traktat mógłbym napisać”, mówi bohater najnowszej książki Jerzego Pilcha. Ta minipowieść (nieco ponad sto stron luźnego druku) powstała w czasie dla słynnego pisarza szczególnym. Mam na myśli jego zmaganie się z chorobą, o którym zresztą w książce co jakiś czas pisze: „Kręgosłup w rozsypce – ból niepojęty, zwłaszcza przy wstawaniu. Dygot od prawej nogi idący i całe ciało obejmujący. Niemota, a w każdym razie duże, a nawet bardzo duże kłopoty z mówieniem”. Głównym tematem nie jest tutaj wszakże opisywanie trudności towarzyszących codziennemu funkcjonowaniu, lecz związek z młodziutką kobietą, tytułową dwudziestoletnią Zuzą, która na co dzień trudni się nierządem. Warto zaznaczyć, że za wiedzą i przyzwoleniem głównego bohatera, mężczyzny który mógłby być jej dziadkiem. „Zuza – nie może być pełniej. Oczywiście nie dlatego, bym miał samobójczą ochotę na tytuł <<Zuzanna i starzec>>. Jestem w upadku, ale nie aż takim”. Temat relacji starzejącego się samca i młodej kobiety jest w literaturze dobrze opisany. Sięgając po książkę Pilcha miałem skojarzenia z Nabokovem i jego „Śmiechem w ciemności”. Tam również stary profesor zakochuje się bez pamięci w młodziutkiej dziewczynie, chyba w bileterce pracującej w kinie. Ale takie skojarzenie jest nieuprawnione. Bo o ile u autora „Lolity” bohater jest ofiarą wręcz kryminalnej intrygi, o tyle w książce Pilcha stary mężczyzna od początku zdaje sobie sprawę w czym uczestniczy. „Ja jestem kurwa z powołania. OK., wyjdę za ciebie”, mówi Zuza. Jak to zwykle u wiślańsko-warszawskiego pisarza bywa, rozgrywa on swoją historię z właściwą sobie lekkością i ironią. Sam mówi o tym w następujący sposób: „Co robić – pisanie jest ironiczne, starość jest ironiczna, kurewstwo jest ironiczne. Bo starość to ho, ho! Sam destylat ironii”. Wiele w tej niewielkiej książeczce kapitalnych sentencji. Wiele humoru, za którym czai się smutek, a nawet rozpacz. Przemyśleń dotyczących choroby, umierania i myśli samobójczych. Wspomnień dotyczących napotkanych kobiet i opowieści o świecie, który bezpowrotnie minął. W pewnej chwili pisarz zauważa: „Źródło klęski w przesadzie, przesadna troska o efekt psuje wszystko”. Zatem nie będę rozwodził się nad minipowieścią autora „Spisu cudzołożnic” i bez wchodzenia w szczegóły apeluję: Najnowszą książkę Jerzego Pilcha koniecznie należy przeczytać!

wtorek, 16 czerwca 2015

Marcin Kołodziejczyk „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich”

Pamiętacie Państwo znakomity debiut Marcina Kołodziejczyka sprzed dwóch lat? Kapitalne reportaże zebrane w książce pt. „B. Opowieści z planety prowincja” zachwycały lekkością, precyzją i wnikliwością, a sam autor mógł zaimponować czytelnikom tych tekstów absolutnym słuchem językowym. Trudno w to uwierzyć, lecz druga książka Kołodziejczyka, czyli „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich” jest jeszcze lepsza! Autor, na co dzień reporter związany z tygodnikiem „Polityka”, tak naprawdę stworzył zbiór świetnych opowiadań. To czym czarował przy debiucie, wówczas wydanym w serii „Strefa reportażu”, w „Dysforii” wyniósł na poziom nieosiągalny dla wielu prozaików. To już nie są teksty reporterskie. Każde z piętnastu opowiadań to starannie dopracowane dzieło. Ma rację Hanna Krall pisząc o tej pozycji, że to: „Gorzka, przenikliwa, zabawna, świetnie napisana książka”. Tytułowa dysforia, czyli zaburzenie psychiczne polegające m.in. na wyolbrzymianiu sytuacji i bodźców, zdaje się dotyczyć nas wszystkich. Kołodziejczyk zagląda do mieszkań Polaków, obserwuje, podsłuchuje ich rozmowy, lepi z tego bardzo wiarygodne, błyskotliwe portrety. W pewnej chwili pisze: „(…) bo to jest miasto, tu ludzie robią sobie nawzajem krzywdę, jeśli się zbyt do siebie zbliżą. Przy piciu jest nawet-nawet, mówią sobie butnie, kim będą w życiu i za ile miesięcznie, i czym będą jeździć. Są genialni i pomysłowi. Na trzeźwo żalą, kim nie są i prawdopodobnie nigdy już nie będą. Smucą się i płaczą, że czas im przecieka albo że inni w ich wieku zaszli dalej i więcej zdobyli; i patrzą, jak zepchnąć innych w dół, żeby każdy mógł żałować każdego po równo, bez wywyższania”. Kołodziejczyk chłoszcze bez taryfy ulgowej wszystkich. Długo nie mogłem przestać rechotać po lekturze opowiadania stylizowanego na wiersz. Sam tytuł jest wielce wymowny. „Wieczór poezji współczesnej pod okiem animatorki kulturalnej”. Polecam ten tekst ku przestrodze przed spotkaniami z wszelkiej maści grafomanami skrzykującymi się na niezliczonej ilości festiwalach i konkursach. W tym przypadku autor opisał jeden z takich zjazdów. Oto do Białej Podlaskiej na „kameralny festiwal poetycki” przybywają z różnych stron kraju poeci i poetki, by w tamtejszym domu kultury, pod okiem pani Asi (licencjat z małych ojczyzn) zaprezentować swoją twórczość. Jak to wygląda? Niewielki opis: „A oni pijani, własną wódkę lali do plastików z fantą, plastiki reagowały na alkohol. Mleczniały, wytrącały chemikalia, przynosząc poetom zatrważające pomysły”. Nie wszystkim jednak było dane pokazanie swojej twórczości: „Piszesz?, spytał, bo ja nie piszę, bo mi matka uprała spodnie z najlepszym wierszem”. W tym miejscu chciałoby się napisać, że szkoda, iż nie każdy z poetów ma taką matkę. Inni poeci, oczywiście, zaprezentowali swoje dzieła. Z jakim skutkiem? Tego już nie zdradzę. Odsyłam do świetnej książki Marcina Kołodziejczyka. 

środa, 10 czerwca 2015

Czerwcowa czytanka, czyli „Ludobójstwo”

Tak jak i poprzednie spotkania, polecam również to, które odbędzie się w najbliższy poniedziałek na Scenie Margines olsztyńskiego Teatru im. Jaracza. Poniżej materiał prasowy:
Jacek Żebrowski o "Ludobójstwie": Rzeczywistość polska ostatniego dwudziestopięciolecia niebezpiecznie zaczyna przypominać burzliwe czasy lat 60. i 70. we Włoszech XX wieku. W takich warunkach – transformacji ze społeczeństwa industrialnego do konsumpcyjnego – przyszło tworzyć Pier Paolo Pasoliniemu (1922-1975), włoskiemu pisarzowi, reżyserowi i intelektualiście, bohaterowi tekstu “Ludobójstwo”. Wiedziony nadzieją na wielką zmianę społeczną jest on jednocześnie świadkiem negatywnych skutków "mieszczanienia" społeczeństwa, oskarżając ówczesną władzę i burżuazję o klasowy egoizm, krótkowzroczność, rasizm, materializm oraz bogacenie się kosztem warstw niższych. “Ludobójstwo” to przede wszystkim osobisty dramat poety żyjącego „gwałtownym życiem”, człowieka pełnego wahań i wątpliwości, przeczuwającego cień nadchodzącej śmierci.
W czytaniu pod opieką reżyserską Łukasza Fijała udział wezmą aktorzy Teatru Jaracza: Aleksandra Kolan, Paweł Parczewski, Władysław Jeżewski, Maciej Mydlak, Grzegorz Jurkiewicz oraz Dawid Dziarkowski.

15 czerwca (poniedziałek), godz. 18:00, Scena Margines, wstęp wolny. Po czytaniu odbędzie się spotkanie z twórcami.

czwartek, 4 czerwca 2015

„Powróz” na isłuchamy.pl

Tych z Państwa, którzy zastanawiają się, czy sięgnąć po audiobooka mojej najnowszej książki, czyli „Powrozu” namawiam do zajrzenia na stronę isluchamy.pl, gdzie można posłuchać fragmentu powieści w interpretacji aktora Marcina Popczyńskiego. Mam nadzieję, że się spodoba i zachęci do wysłuchania całości. A tutaj link do wspomnianej strony: http://isluchamy.pl/powroz/

niedziela, 31 maja 2015

Chmielarz i Bonda z NWK

Wojciech Chmielarz został tegorocznym zdobywcą Nagrody Wielkiego Kalibru. Jury doceniło jego powieść pt. „Przejęcie”. To trzecia część serii o komisarzu Mortce. Za dwie poprzednie autor również był nominowany do wrocławskiej nagrody. Laur czytelników otrzymała Katarzyna Bonda za „Pochłaniacza”. Trzymałem kciuki za tę autorkę, która w finale znalazła się po raz drugi. Mam nadzieję, że jej nowa powieść, czyli „Okularnik”, za rok zgarnie główne trofeum. Warto zauważyć, że NWK jest nagrodą bardzo hermetyczną. W tegorocznym finale znalazło się tylko jedno „nowe” nazwisko. To Małgorzata Sobieszczańska. Pozostali finaliści pojawiają się tam regularnie. Są tam nagradzani. Czy za rok będzie inaczej? Wątpię. W przypadku kryminałów zwykle mamy do czynienia z seriami rozpisanymi na wiele tomów. Tym sposobem pisarze rokrocznie muszą dostarczyć wydawcom powieść. Te automatycznie są umieszczane na krótkiej liście finalistów NWK. Tym większy to sukces Sobieszczańskiej, że ją zauważono. Jeszcze większy Bondy, która od lat pisze znakomite kryminały a teraz została ulubienicą czytelników.

czwartek, 28 maja 2015

Śledztwa Werensa jako temat badawczy

Okazuje się, że nie tylko krytycy i czytelnicy dzielą się swoimi wrażeniami po lekturze mojej trylogii kryminalnej. Właśnie natrafiłem na tom naukowy, będący częścią tematu badawczego „Komunikacja międzykulturowa w świetle współczesnej translatologii”. Serię publikacji „Między Słowami – Między Światami [Between wor(l)ds.] rozpoczyna tom „Literatura”. Miło mi, że pierwszym prezentowanym tam artykułem jest „Lokalizacja a recepcja i przekład. Kilka uwag na marginesie prozy Tomasza Białkowskiego”. Autorka publikacji dr hab. Ewa Kujawska-Lis przygląda się moim książkom pod kątem ich potencjalnych tłumaczeń. Nie będę streszczał kilkunastostronicowego wywodu, napiszę tylko, że kierująca Katedrą Filologii Angielskiej UWM pani naukowiec zaimponowała mi wnikliwością i drobiazgową analizą wędrówek Pawła Werensa po mieście nad Łyną. Czy trylogię kainicką da się w ogóle przetłumaczyć? Autorka odpowiada następująco: „Jeśli tłumacz będzie chciał osiągnąć sukces komercyjny, to w przekładzie dominować będzie wątek kryminalny, a część aluzji z pewnością zostanie „wymazanych” z pola percepcji czytelnika docelowego. Należy jednak mieć nadzieję, że sposób, w jaki Białkowski wprowadza dygresje historyczne, których pominąć się nie da, sprawi, że być może kiedyś rozwinie się „turystyka kryminalna” śladami Werensa, tak jak ma to miejsce w Sztokholmie, po sukcesie trylogii Stiega Larssona”. Czego, oczywiście, bym sobie życzył!

piątek, 22 maja 2015

O „Powrozie” w Angorze

Tygodnik „Angora” w numerze z dnia 17 maja 2015 zamieszcza opinię o mojej powieści. Jackek Binkowski w tekście pt. „Tajemnica pewnego ogrodu” zauważa: „Autor „Powrozu” doskonale łączy intrygę kryminalną z historią oraz nastrojem współczesnej prowincji. Warmia u Białkowskiego nie ma nic wspólnego z sielankowymi opisami z popularnych dziś obyczajowych opowieści. Miasteczko, do którego przyjeżdża Iga Spica, tworzą miejscowi „celebryci” uwikłani w tajemnice z przeszłości, bezradny policjant i nieufni wobec obcych oraz pogrążeni w hipokryzji mieszkańcy. A cała ta mroczna historia sięga korzeniami czasów, gdy powojenna zawierucha wciąż sprzyjała moralnej zapaści”. 

czwartek, 21 maja 2015

Wawrzyn 2014 wręczony!

Michał Olszewski może uznać ostatnie dni za bardzo udane. Za książkę pt. „Najlepsze buty na świecie” otrzymał prestiżową Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego, a wczoraj odebrał kolejny laur. Jest nim najważniejsze wyróżnienie w tej części Polski, czyli Literacka Nagroda Warmii i Mazur Wawrzyn. Olszewski pochodzi z Ełku, od lat jednak nie mieszka w tym mieście. Pełni stanowisko redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” w Krakowie. Tam ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest autorem reportaży, opowiadań, szkiców. Debiutował nagrodzonym w konkursie wydawnictwa Znak zbiorem opowiadań pt. „Do Amsterdamu” (2003). Nagrodę Czytelników otrzymał mieszkający w Olsztynie Mariusz Sieniewicz. Tego cenionego pisarza uhonorowano już nagrodą główną w roku 2010. Teraz czytelnicy zagłosowali na jego powieść pt. „Walizki hipochondryka”. Dla niektórych może to być zaskoczenie, bo za oczywistego faworyta w tej kategorii uważali Zygmunta Miłoszewskiego, autora bestsellerowych powieści, które są błyskawicznie ekranizowane. Jak widać czytelnicy olsztyńscy wolą swoich autorów i notowania list sprzedaży nie są dla nich najważniejsze. Wszystkim finalistom i laureatom serdecznie gratuluję!

piątek, 15 maja 2015

Nagroda im. R. Kapuścińskiego przyznana

Do sześciu razy sztuka, chciałoby się powiedzieć widząc wskazania jurorów Nagrody im. R. Kapuścińskiego za najlepszy reportaż literacki. Dlaczego? Otóż, pierwszy raz w historii tej bardzo prestiżowej nagrody wygrał polski autor. Co prawda musiał podzielić się wygraną, lecz nie z byle kim. Swietłana Aleksijewicz zdobyła już to cenne wyróżnienie w edycji 2010. Wówczas doceniono jej reportaż pt. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Wczoraj nagrodzono książkę pt. „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”. Polskim pisarzem, o którym wspomniałem na wstępie, jest pochodzący z Ełku Michał Olszewski. Jury wręczyło mu czek na 25 tysięcy złotych za książkę pt. „Najlepsze buty na świecie”. Obie pozycje wydało wydawnictwo Czarne. A tak na marginesie. Ciekaw jestem jak to wpłynie na wskazania jurorów Wawrzynu, najważniejszej nagrody w regionie, do której Michał Olszewski również jest nominowany? Przypomnę, że finał już w najbliższą środę.

środa, 13 maja 2015

Magdalena Tulli w Olsztynie

Scena Margines olsztyńskiego Teatru im. S. Jaracza nie zwalnia tempa. Dopiero co odbyła się  premiera rewelacyjnej sztuki „Złoty Smok” w reżyserii Iwo Vedrala a już za chwilę spotkanie z Magdaleną Tulli. Pisarki specjalnie przedstawiać nie trzeba. Miłośnicy literatury doskonale ją znają. To autorka bardzo ceniona przez krytykę, nagradzana, czytana i tłumaczona. Sama również zajmuje się przekładem. W Olsztynie zostanie zaprezentowany fragment jej książki pt. „Szum”. Zadania tego podjęła się Lucy Sosnowska. Wystąpią aktorzy tutejszego teatru. Rozmowę po prezentacji poprowadzi dr Bernadetta Darska. Spotkanie odbędzie się w najbliższy poniedziałek, czyli 18 maja o godzinie 18:00.

niedziela, 10 maja 2015

Witajcie w „Złotym Smoku”!

Na taką sztukę czekałem od bardzo dawna. „Złoty Smok” w reżyserii Iwa Vedrala to inscenizacja znakomita, smaczna jak potrawy podawane w tytułowym „Złotym Smoku”, restauracji gdzieś na zachodzie Europy, w której pracuje piątka azjatyckich kucharzy. To punkt wyjścia do historii rozgrywających się w mieszkaniach sytych obywateli klasy średniej, ich papierowych dramatów, lęków tłumionych alkoholem i płatnym seksem. Historii przenoszącej się nad ocean, na pokład samolotu, z którego dwie stewardessy obserwują łódź z nielegalnymi emigrantami. To oni, anonimowi w swej masie, stają się najtańszą z możliwych siłą roboczą. Pracują za minimalne stawki, można właściwie bezkarnie zrobić z nimi wszystko. Wykorzystać ekonomicznie, seksualnie i emocjonalnie. Nie zaprotestują, bo syty świat, do którego przybyli, nie słyszy ich głosów. Wszak żyją ukryci w ciasnych, gorących kuchniach. Tam pracują od rana do nocy, to do tych zatłuszczonych ścian ogranicza się ich funkcjonowanie. Klienci widzą jedynie efekt ich pracy. To smaczne egzotyczne potrawy doprawione pachnącym imbirem. Ale pewnego dnia do talerza trafia zakrwawiony ludzki ząb. Należał do młodego Azjaty, którego nie stać było na wizytę u drogiego dentysty. Sprawę miały załatwić czerwone obcęgi z szuflady na zapleczu. Stało się inaczej, chłopak wykrwawił się na śmierć.
Iwo Vedral bardzo dokładnie przemyślał tekst niemieckiego dramaturga Rolanda Schimmelpfenniga. Stworzył bardzo inteligentną opowieść. Uniknął błędów, które popełnił Redbad Klijnstra kilka lat wcześniej, przystępując do reżyserii „Złotego Smoka” w jednym ze stołecznych teatrów. Aktorzy olsztyńskiej inscenizacji w osobach: Joanny Fertacz, Małgorzaty Rydzyńskiej, Grzegorza Gromka, Dominika Jakubczaka i Jarosława Borodziuka nie silą się na pseudochiński język. Mówią poprawną polszczyzną, co każe zastanowić się nad szeroko rozumianą figurą wykluczenia.
Pomyślałem, że akcja sztuki mogłaby rozgrywać się nie w restauracji zatrudniającej nielegalnych Azjatów, lecz chociażby w jakiejś podolsztyńskiej masarni czy przetwórni ryb, gdzie pozycja najmowanych tam pracowników jest równie beznadziejna, są źle opłacani, a pakiet socjalny ogranicza się do brutalnej konstatacji: „Cieszcie się, że macie jakiekolwiek zajęcie”. Mniej więcej w taki sposób mówi pracowita, pragmatyczna Mrówka do Świerszcza. Ciesz się, że masz dach nad głową. Mógłbyś nie mieć nawet tego. Te dwie postaci, ich wątek rozwijający się konsekwentnie aż do finałowej sceny są kapitalne. Oto Mrówka, symbolizująca jednakową masę, staje się panią losu uduchowionego Świerszcza. Odziera go z wszystkiego, co stanowi sens jego istnienia. Na co mi twój taniec?, pyta złośliwie. Może to być pytanie o rolę artysty w mrówczym systemie, gdzie istotne jest wyłącznie posiadanie. Sztuka nie jest wartością, bo nie zapewnia przetrwania? Te postaci, ich historia, która może być demoniczną przypowieścią, to kolejny dowód na mistrzostwo inscenizacji Vedrala. 
Sztuka została rozpisana na kilkanaście ról. W tym spektaklu każda z nich jest czytelna, jej postępowanie umotywowane logicznie. W „Złotym Smoku” zadbano o każdy szczegół. Tu wszystko wzajemne się przenika. Jest po coś. Znakomita muzyka, scenografia, ruch sceniczny. Reżyser uniknął tego co można zobaczyć bardzo często na krajowych scenach. Mam na myśli opisywanie świata poprzez przedstawienie go z perspektywy jakiejś grupy wykluczonych, osób żyjących w mikroświatach. Losy tych, którzy żyją w kuchennym getcie, przenikają się z tymi mieszkającymi w pozornie lepszym świecie. Tworzą jeden organizm, w którym trudno jednoznacznie wskazać element pasożytniczy. I to jest w tym tekście niezwykle istotne.

„Złoty Smok” to szalona opowieść, w której konsekwentnie prowadzonych jest kilka wątków pozornie nieprzystających do siebie. W finale łączą się one ze sobą, dając diagnozę gorzką, choć boleśnie prawdziwą. Młody Chińczyk wróci do domu. Tyle tylko, że nie będzie to powrót tryumfalny. Jego zwłoki opłyną pół świata. Tragiczno-groteskowa śmierć obcego nie wzruszy nikogo. To śmierć głupia, niewyobrażalna w zachodnim świecie. Bo czy może obchodzić nas los ludzi żyjących na zapleczach takich barów, fabryk, magazynów, noclegowni? Gorąco namawiam do odwiedzenia olsztyńskiej Sceny Margines. „Złoty Smok” to bardzo mądry tekst przeniesiony na deski teatru przez inteligentnych, obdarzonych wielką wrażliwością twórców. 

Zdjęcia pochodzą z archiwum Sceny Margines Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie.

Materiał nadesłany, czyli WAWRZYN live

11-15 maja /poniedziałek-piątek/ 2015 r.
WAWRZYN live! – głośne czytanie fragmentów książek nominowanych do WAWRZYNU – Literackiej Nagrody Warmii i Mazur za rok 2014 i głosowanie na WAWRZYN – Nagrodę Czytelników. W tygodniu poprzedzającym wręczenie WAWRZYNU – Literackiej Nagrody Warmii i Mazur zachęcamy do zapoznania się z książkami nominowanymi i zagłosowaniu na swojego faworyta do Nagrody Czytelników. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać utworów nominowanych do WAWRZYNU - Literackiej Nagrody Warmii i Mazur, wpadnijcie do jednej z olsztyńskich kawiarni. Od 11 do 15 maja będziemy się codziennie GŁOŚNO CZYTAĆ fragmenty nominowanych książek. Codziennie inny tekst, codziennie inna kawa (lub herbata). Teksty zaprezentują Julia Chętkowska i Szymon Kołodziejczyk, słuchacze Policealnego Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka w Olsztynie. Podczas spotkania będzie można zagłosować na swojego faworyta, a także wziąć udział w dyskusji i quizie z nagrodami.

PROGRAM:
  • 11 maja /poniedziałek/ 2015 r., godz. 17.00
„Gniew” Zygmunta Miłoszewskiego
Si Si Coffee, Stare Miasto 28
  • 12 maja /wtorek/ 2015 r., godz. 17.00
„Najlepsze buty na świecie” Michała Olszewskiego
Coffee Station, ul. Prosta 18/22
  • 13 maja /środa/ 2015 r., godz. 17.00
„Walizki hipochondryka” Mariusza Sieniewicza
House Cafe, ul. Stare Miasto 11/16
  • 14 maja /czwartek/ 2015 r., godz. 17.00
„Serwus chrabąszcze” Joanny Wańkowskiej-Sobiesiak
Kawiarnia Filmowa Awangarda Bis, ul. Staromiejska 13
  • 15 maja /piątek/ 2015 r., godz. 17.00
„Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka
Farsha Cafe & Pub, ul. Lelewela 7


czwartek, 7 maja 2015

„Złoty Smok” w Teatrze im. Jaracza

Wybieram się na olsztyńską premierę sztuki niemieckiego dramaturga Rolanda Schimmelpfenniga pt. „Złoty Smok”. Tekst tego utworu można było znaleźć na łamach branżowego „Dialogu” (9/2010) w przekładzie Elżbiety Ogrodowskiej-Jesionek. Kilka lat temu reżyserii „Złotego Smoka” podjął się Redbad Klijnstra. W Olsztynie zadanie to wykonał Iwo Vedral. Młody reżyser jest absolwentem krakowskiej PWST. Ma w swoim dorobku reżyserię tekstów takich twórców jak: Henryk Ibsen, Artur Miller, Wiktor Sorokin, czy przedwcześnie zmarły angielski dramatopisarz Joe Orton. Warto wiedzieć, że „Złoty Smok” to tekst obsypany nagrodami, pokazywany na świecie. Opowiada historię nielegalnego chińskiego emigranta, któremu usunięto ząb za pomocą obcęgów. Akcja sztuki rozgrywa się na terenie tytułowej restauracji, czyli w chińsko-wietnamsko-tajskim „Złotym Smoku”. Właściwie na jej zapleczu, w małej kuchni, gdzie panuje ciasnota, zaduch, mieszają się egzotyczne zapachy. To tutaj toczy się opowieść o losie ludzi, którzy szukają lepszego życia w obcym im świecie. Są pozbawieni praw, opieki socjalnej, funkcjonują poza systemem. Olsztyńska premiera już w najbliższą sobotę. Przed sztuką odbędzie się wernisaż prac Marty Frej.

wtorek, 5 maja 2015

Uzasadnienie socjologiczno-historyczno-moralne

Przyglądam się nagrodom przyznawanym w naszym kraju, ich nieprzebranej ilości, listom nazwisk laureatów, ich powtarzalności, przewidywalności wskazań, muskułom napinanym przy tej okazji. W książce pt. „Pamiętam, że było gorąco” Katarzyna Bielas i Jacek Szczerba rozmawiają z nieobecnym już wśród nas pisarzem, scenarzystą i reżyserem Tadeuszem Konwickim. Zapytany o nagrody, odpowiedział z właściwą sobie celnością: „Teraz właściwie pokazują się same arcydzieła. Każda książka, każdy spektakl jest – jak piszą dziennikarze i krytycy – czymś niesłychanym. Wszyscy są zachwyceni sobą. Szejkhendy, całusy, nagrody. To musi mieć jakieś uzasadnienie socjologiczno-historyczno-moralne. W moim pokoleniu wszyscy byli z siebie niezadowoleni. Wszystko było jak gdyby nie tak, nie z tej strony, nie do końca. Byliśmy kwaśni. (…) Nagrody też znaczyły co innego. Pamiętam, jak przed wojną, Dąbrowska czy Nałkowska, miała dostać jakieś ważne odznaczenie – Nagrodę Miasta Warszawy albo Krzyż Kawalerski Polonia Restituta. Cały kraj żył tym przez rok. To było niezwykłe wydarzenie. A teraz prawie każdy Polak jest laureatem czegoś”.