wtorek, 4 grudnia 2018

„Demoludy 2018”

Po korytarzach olsztyńskiego Teatru im. Stefana Jaracza krążyły plotki, że tegoroczny, już dwunasty Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Demoludy”, jest tym ostatnim. Może być w tym jakaś prawda, wszak ilość spektakli mocno ograniczono, liczba artystów na scenach była jakby skromniejsza niż w latach ubiegłych, organizatorzy zdecydowali się nawet na pokazanie filmu. Zdaje się, że pieniądze to w tym przypadku słowo-klucz. Czy to zatem znaczy, że nie warto było spędzić pięciu wieczorów w towarzystwie aktorów i ich sztuki? Odpowiadam krótko - wręcz przeciwnie. „Demoludy” to najlepszy produkt teatralny jesieni w tej części naszego kraju. Ale po kolei.












Dzień pierwszy. Środa.
„Guide”, czyli potężne uderzenie niezwykłych wizji, wyobraźni i perfekcyjnego ruchu prosto z Pragi. Ten spektakl taneczny to genialny pokaz tego, co możne stworzyć zespół nieprzyzwoicie zdolnych ludzi. Warto w tym miejscu ich wymienić. Vera Ondrasikova stworzyła kapitalną choreografię, to ona jest autorką całej koncepcji. Filip Miśek skomponował i wykonał na żywo muzykę, która na Scenie Margines perfekcyjnie współgrała z ruchem pary aktorów i światłem. Za te drugie odpowiadał Dan Gregor – wirtuoz interaktywnych instalacji świetlnych. Aktorzy zaś to: Jaro Ondruś i Josef Koteśovsky. Oprogramowaniem komputera zajmował się czarodziej o nazwisku Michal Rydlo. Ostatnią z osób, które należałoby wymienić jest Marta Ljubkova – dramaturg. „Guide” w zamyśle członków Vera Ondrasikova & Collective ma być wyprawą w przyszłość, w światy nieoswojone i nierozpoznane. Dla mnie ten spektakl przyniósł krańcowo różne odczytanie. Oto dojrzały człowiek wyrusza na spotkanie ze sobą z czasów, które minęły bezpowrotnie. To, parafrazując dramat Michała Walczaka, „Podróż do wnętrza siebie”. Wyprawa w młodzieńcze światy, do źródeł pamięci o sobie samym. Samotna wyprawa z gruntu skazana na niepowodzenie. W pewnej chwili głos z offu zadaje fundamentalne pytanie: „Where are you?” No właśnie, co przyniosła wędrówka zwana powszechnie ludzkim losem? Dokąd zaprowadziła bohatera? „Guide” to spektakl wybitny, nagradzany od Seulu po Birmingham. Wyszedłem oszołomiony. 













Koncert Samokhin Band, czyli dla każdego coś miłego. Grupa Kozaka z Rostowa nad Donem zgotowała publiczności wieloskładnikową potrawę, na którą składały się autorskie kompozycje jak i sporo klasycznych hitów. Wśród tych ostatnich znalazła się sympatyczna interpretacja piosenki „Minnie the Moocher”, którą wykonywał jeszcze w latach trzydziestych minionego wieku Cab Calloway ze swoją orkiestrą i „Cantaloupe Island” Herbiego Hancooka. (utwór szerzej znany z wykonań brytyjskiego acid-jazzowego US 3). Odniosłem wrażenie, że Pavel Samokhin i jego band najlepiej czują się w repertuarze jazzowo-funkowo-swingowym. Być może wynika to z faktu, że Samokhin to absolwent Akademii im. Rachmaninowa. To muzyk, który odebrał klasyczne wykształcenie. Podczas koncertu zaprezentowano również utwory ska mogące kojarzyć się z produkcjami legendarnego rosyjskiego Leningradu. Artyści zresztą występowali już jako ich support. Reasumując – dwie godziny przyjemnej zabawy w towarzystwie muzyków potrafiących nawiązać dobry kontakt z publicznością.














Dzień drugi. Czwartek.
„Wojna blisko” – Teatr. DOC. z Moskwy. Kolejne przedstawienie na Scenie Margines było krańcowo różne od środowego. Powód zdaje się być oczywisty. Rosjanie przywieźli do Olsztyna spektakl bardzo mocno zaangażowany politycznie. Ich projekt został zbudowany z trzech opowieści. Łączy je wspólny temat tytułowej wojny, która od kilku lat toczy się na terenie Ukrainy. Konstantin Kozhenikov, Nikolay Mulakov i Grigory Perel oprowadzają widza po Ługańsku - arenie działań wojennych. To brutalna relacja – dziennik z piekła na ziemi, w której ofiarami są ludzie, zniszczeniu albo zagrabieniu uległy wytwory ich rąk i umysłów. W piekle nie ma miejsca dla zwierząt, próby ich ocalenia tracą większy sens w zderzeniu z wszechobecną przemocą i zobojętnieniem. Druga część „Wojny blisko” to tekst wystawianego na polskich scenach brytyjskiego dramatopisarza-brutalisty Marka Ravenhilla. To rzecz o indoktrynacji i propagandzie we współczesnym świecie. Monolog wypowiadany z terenu innej infernalnej krainy, jaką jest teraz Syria. Walka o mózgi odbiorców mediów z takiej perspektywy wybrzmiewa szczególnie demonicznie. I wreszcie część trzecia, czyli tekst oparty na „Zaręczynach” zmarłej wiosną tego roku rosyjskiej dramatopisarki Eleny Greminy. (To także ona wyreżyserowała spektakl). Opowiada on o kulisach aresztowania Olega Sencowa przez rosyjskie służby. Ukraiński reżyser otrzymał wyrok dwudziestu lat więzienia za rzekome planowanie zamachów terrorystycznych. Aktorzy wcieli się w role ofiar i katów. Ci drudzy zdają się być niezniszczalni, wieczni. Ta wojna nie jest blisko, ona toczy się tu i teraz.

 Dzień trzeci. Piątek.
„Spójrznamnie”. Zapis oryginalny. Nie bez przyczyny. Tym razem na Scenie Margines zaprezentowano spektakl przywieziony z Zagrzebia przez Niezależne Stowarzyszenie Arterarij. Aktorzy to para chorwackich Romów. Należy koniecznie dodać, że artyści opowiadają historie, które stały się ich udziałem. „Spójrznamnie” ma tutaj wiele znaczeń. To wołanie o równoprawne miejsce w przestrzeni publicznej. Zwrócenie na siebie uwagi. Nadanie podmiotowości. To walka o pozycję społeczną, zawodową i kulturową. Trzy słowa „sklejone” w jedno mogą sugerować, że piszący je nie posiadają żadnego wykształcenia. Taki też ma być ich los. Innego nie mogą znać, pochodzą z nizin społecznych, noszą piętno tych gorszych. Na przekór wszystkim tej parze się udaje. Wyrwali się z getta, pomimo izolacji, wrogości środowiska i posądzeń o oszustwo zdobyli wykształcenie. Po latach wracają do miejsca, które było kiedyś ich domem. Teraz to pustostan z klepiskiem zamiast podłogi. W takim miejscu pamięć zaczyna pracować ze zwielokrotnioną intensywnością. Para młodych na scenie opowiada swoje tragiczne historie. Przywołuje wydarzenia będące zbiorowym losem chorwackich Romów, których pozycja w społeczeństwie była niższa niż rogacizny. „Straty bydła po wojnie oszacowano. Nas nie”, wykrzykują ze sceny. Ich upominanie się o miejsce w świecie robi piorunujące wrażenie. To wędrówka przez świat opresji, nietolerancji, agresji, rasizmu i codziennego bólu. To przecież także historia walki o życie na własnych zasadach. Oni się nie poddali. Opowiadają o tym swoim zwycięstwie z kolejnych europejskich scen, zasłużenie otrzymują nagrody. Sindirela Bobarić i Sinisa Senad Musić w Olsztynie otrzymali owację na stojąco. 












Dzień czwarty. Sobota.
„Jesień na Plutonie”. Tego wieczoru w Olsztynie zaprezentowali się Ukraińcy ze Lwowa. Teatr NTP przywiózł ze sobą wielkie lalki. Wyglądem przypominały starych, zniedołężniałych ludzi. Lalki i kierujący nimi aktorzy oprowadzali widza po planecie Pluton, która wbrew ogólnie przyjętej książkowej wiedzy nie znajduje się cztery miliardy kilometrów od Ziemi, lecz w domu tzw. spokojnej starości. Przybywa tam istota z innego świata, w tym wypadku świata ludzi młodych. Pensjonat geriatryczny albo obca planeta jako miejsce badań, eksploatacji, wreszcie nauki? A może fascynacji? Co przeważy? Saszko Brama, czyli autor tekstu i całej koncepcji przedstawienia, znany jest w swoim kraju z tworzenia utworów na bazie dokumentu. Nie inaczej było i tym razem. Ze sceny wybrzmiewają autentyczne wypowiedzi starych ludzi, którzy sięgają do pokładów pamięci. Owa pamięć bywa zawodna i wybiórcza. Tego świata już nie ma. Czy rzeczywiście istniał? Czy może był jedną wielką konfabulacją, myśleniem życzeniowym? To jedno z zagadnień podejmowanych w tym spektaklu. „Jesień na Plutonie” to spektakl bardzo niewygodny. W świecie szybkich przebiegów i kultu młodości, nie ma miejsca dla matuzalemów. Nieśmiertelność musi być sexi, ma mieć gładką skórę i gibki kręgosłup. Pachnie Diorem i skórzanym portfelem. W końcowych scenach Saszko Brama postanawia wycelować mikrofon w ludzi młodych, uzyskać odpowiedź na pytanie o ich plany i nadzieje związane z przyszłością tą bliższą i dalszą. Odpowiedzi są różne. Jak można było przewidzieć żaden z respondentów w najczarniejszych myślach nie zakłada wyprawy na Pluton. To przecież odległa i zimna planeta dla obcych, dla odmieńców nie wiedzieć czemu zwanych dalej ludźmi. Czy aby na pewno?












Dzień piąty. Niedziela.
„Pamiętnik wariata”, czyli Tamas Keresztes show. Nie mogę napisać inaczej, wszak to co pokazał olsztyńskiej widowni aktor z Budapesztu to kunszt najwyższej próby. Warto dodać, że monodram w Polsce doczekał się blisko dwudziestu przedstawień zarówno tych teatralnych jak i radiowo-telewizyjnych. „Pamiętnik wariata” był także wystawiany na deskach olsztyńskiego teatru. Miało to miejsce równo 40 lat temu. Wówczas w rolę Akscencjusza Popryszczyna wcielił się Jacek Pacocha, zaś monodram wyreżyserował Edward Wojtaszek. „Pamiętnik wariata” po raz pierwszy opublikowano w roku 1835. Jego autor miał wówczas ledwo 26 lat. Jak powszechnie wiadomo, Gogol przez jakiś czas pracował jako urzędnik. To wówczas uważnie przyjrzał się sytuacji osób zatrudnionych w licznych instytucjach Imperium. Jako bystry obserwator doskonale potrafił oddać mentalność i naturę tej grupy zawodowej. Figura urzędnika pojawia się przecież w innych jego utworach, dość przywołać „Płaszcz” czy „Nos”. W „Pamiętniku wariata” Gogol skonstruował mechanizm popadania w obłęd. Oto czterdziestodwuletni radca tytularny Popryszczyn, człowiek zagubiony, biedny lecz przekonany o swojej wyjątkowości, rozpoczyna starania o względy córki swojego mocodawcy. Jego samotna walka zaczyna nabierać cech dziwactwa, z każdym kolejnym dniem przeistaczającego się w szaleństwo. Popryszczyn opisuje swoje urojenia w tytułowym pamiętniku. Studium szaleństwa pokazane przez Keresztesa jest niewiarygodnie prawdziwe, bez najmniejszego fałszu. Węgierski aktor kapitalnie przeistacza się w osobnika niepoczytalnego. Choroba Popryszczyna początkowo budzi rozbawienie. Kolejne jej etapy już niekoniecznie. Świat wokół urzędnika nabiera czarnych barw. Keresztes prowadzi widza przez kolejne kręgi szaleństwa. Oto radca tytularny przeistacza się w hiszpańskiego króla. Jego głęboka wiara autentycznie wzrusza. Śmierć boli. Teatr Katona Jozsef Szinhaz i Stowarzyszenie MASZK pokazali w Olsztynie znakomite przedstawienie, by nie powiedzieć wybitne. Brawa dla reżysera Viktora Bodo i ponownie dla Tamasa Keresztesa, tym razem za scenografię.


Demoludy 2018” to także czytania performatywne z udziałem olsztyńskich aktorów Teatru im S.Jaracza: „Kiedy powraca deszcz” w reżyserii Marcina Zbyszyńskiego, „Studnia” w reżyserii Zuzy Barc, „Złe drogi” w reżyserii Mateusza Przyłęckiego, wystawa prac autorstwa Tomasza Tomaszewskiego pt. „Cyganie, inni ludzie tacy jak my”, pokaz filmu „Donbas” w reżyserii Siergieja Łoźnicy, spotkanie z twórcami, prezentującymi się na festiwalu oraz prezentacja antologii „Współczesna dramaturgia ukraińska. Od A do Ja”.
W tekście wykorzystałem zdjęcia ze strony Teatru im. S. Jaracza.


sobota, 20 października 2018

„VariArt”, czyli fragment prozy

Ukazał się nowy „VariArt” (2/2018), w którym można przeczytać fragment mojej powieści. Tematem przewodnim najnowszego numeru kwartalnika są autorytety. Papierowa wersja gazety do zdobycia w olsztyńskiej WBP. Internetowe wydanie pisma znajduje się tutaj: http://www.wbp.olsztyn.pl/publikacje/variart/variart022018.pdf

piątek, 5 października 2018

Nagroda

Wczorajsze popołudnie spędziłem w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej na inauguracji roku kulturalnego. Przy tej okazji otrzymałem z rąk Marszałka Województwa Doroczną Nagrodę Kulturalną. Wyróżniono mnie za całokształt twórczości, co mogłoby sugerować, że już niczego nie napiszę. Uspokajam Państwa, prace nad publikacją kolejnej powieści trwają. 


wtorek, 18 września 2018

Rozmowa w TVP3 o "Maulbeerbaum. Ein Masurenkrimi"

Wczesnym rankiem byłem gościem olsztyńskiego oddziału TVP3. Opowiadałem o właśnie wydanym w Niemczech tłumaczeniu "Drzewa morwowego". Materiał można zobaczyć tutaj (ok. dwudziestej minuty):
https://olsztyn.tvp.pl/39057756/18918-cz1



środa, 25 lipca 2018

poniedziałek, 2 lipca 2018

Miejsca które straszą

Nie tylko krytycy literaccy ale też i naukowcy przyglądają się moim powieściom. Instytut Badań Literackich PAN wydał „Popkulturowe formy pamięci” (Warszawa 2018). Profesor Sławomir Buryła w tekście „Pamięć powojnia w kryminale retro” przygląda się fenomenowi kryminałów osadzonych w czasie powojennym. O „Powrozie” Buryła pisze następująco: „Również Białkowski oddaje realia społeczne i obyczajowe pierwszych miesięcy po wyzwoleniu w poetyce noir. Zwłaszcza część pierwsza Powrozu (zatytułowana Wtedy) wypada przekonująco. Świat powojennej „wielkiej trwogi” przedstawiono niezwykle sugestywnie. Niektóre obrazy budzą grozę (…) Nie jest łatwo znaleźć w literaturze PRL traktującej o latach 1944/45 – 1948 przykład podobnego natężenia bestialstwa, deprawacji społeczeństwa, skali procesów demoralizacji. Tak pesymistycznych wizji powojennego czasu literatura polska wcześniej nie znała”. 

piątek, 8 czerwca 2018

Życie warte 10 marek, czyli historia Kortau

Wybrałem się do olsztyńskiego Baccalarium na spotkanie z dr Magdaleną Sachą, kulturoznawczynią z Uniwersytetu Gdańskiego, która zajmuje się m.in. historią szpitala psychiatrycznego w Kortau. Temat jest mi bliski z racji napisania „Rauszu”. To przecież na kartach tej powieści młody esesman Egon von Rausch przybywa do Kortau, aby zorganizować transport chorych. Dr Sacha w czasie wykładu odwoływała się do swojego artykułu z „Przeglądu Zachodniego” (2/2016). W pewnym miejscu pisze: „…do obozu koncentracyjnego KL Soldau w Działdowie – miejsca, gdzie mordercy z komanda SS „Lange” zagazowali pacjentów w specjalnie na ten cel przerobionych ciężarówkach – w maju 1940r. deportowano 207 chorych z Allenberg, 203 z Tapiau i 301 z Kortau”. Rzecz jasna Rausch, jako postać fikcyjna, nie mógł spotkać Herberta Lange i pracujących wraz z nim zwyrodnialców. Na kartach powieści stało się to możliwe. Egon von Rausch przygląda się zabijaniu ludzi. Dr Magdalena Sacha w swoim artykule odnotowuje: „…na podstawie korespondencji pomiędzy dowódcami SS i władzami prowincji (…) SS domagało się wypłacenia „umówionej” stawki 10 marek za każdego zabitego pacjenta”. 

czwartek, 24 maja 2018

Trylogia

Stało się. Trylogia jest już wydana w całości. Do słuchania w domu, w samochodzie, gdziekolwiek. W sumie to 18 godzin i 53 minuty tekstu. Wszystkie książki czyta znakomicie Andrzej Hausner. Historię sekty kainitów i tropiącego ją dziennikarza Pawła Werensa wydało storybox.pl. Gorąco polecam!


czwartek, 17 maja 2018

"Król Tyru" - wyniki konkursu

W wyniku losowania nagrody w postaci audiobooków „Króla Tyru” (wyd. storybox.pl) trafią do rąk Pauliny Jaszczuk, Katarzyny Guzewicz i Lucyny Pięty. Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję! Dla formalności dodam, że prawidłowa odpowiedź na pytanie konkursowe o miejscowość, w której znajduje się piramida jest następująca. Mazurski grobowiec rodu Fahrenheitów zbudowano we wsi Rapa. Nagrody zostaną Państwu wysłane pocztą. To był już ostatni z konkursów dotyczących serii książek o dziennikarzu śledczym Pawle Werensie. Tych, którzy nie mieli szczęścia w losowaniu zachęcam do szukania audiobooków w sklepach oraz bibliotekach. 

środa, 16 maja 2018

Wawrzyn dla Żulczyka

Kiedy w grudniu minionego roku pisałem o literaturze z Warmii i Mazur, wskazałem na powieść Jakuba Żulczyka jako na tę, która może otrzymać najważniejszy laur literacki w regionie. Moje prognozy sprawdziły się w dwustu procentach. Nie dość, że Żulczyk za „Wzgórze psów” dostał Wawrzyn jurorów, to jeszcze zdobył drugą nagrodę za sprawą głosów czytelników. Pisarzowi gratuluję i czekam na kolejną jego książkę. „Wzgórze psów” pokazało, że jest twórcą ambitnym i bez wątpienia posiada ogromny potencjał artystyczny.

poniedziałek, 14 maja 2018

„Małe historie rodzinne” w Nowej Zelandii

Bardzo miłą niespodziankę sprawili mi czytelnicy z miasta Christchurch w Nowej Zelandii. Okazuje się, że moja książka znalazła się w bazie tytułów tamtejszej biblioteki publicznej. To już druga pozycja po „Rauszu”, którą sprowadzono z kraju. Ponoć moje książki cieszą się dużym zainteresowaniem i z tego powodu uwiecznienie na zdjęciu „Małych historii rodzinnych” wcale nie było takie proste. Tutaj przesyłam serdeczne pozdrowienia Państwu Elżbiecie i Piotrowi Sawickim, którzy przysłali mi miłego maila z bibliotecznym załącznikiem.

wtorek, 8 maja 2018

„Król Tyru” – konkurs

Czas na premierę trzeciej, czyli ostatniej część trylogii kryminalnej. „Król Tyru” pojawi się w sprzedaży już za tydzień. Autorką okładki, tak jak poprzednich części, jest Monika Kozub. Głosu do nagrania użyczył Andrzej Hausner. Tradycyjnie z okazji premiery ogłaszam konkurs. Nagrodą są trzy egzemplarze książki. Ich fundatorem jest niezmiennie StoryBox.pl, który wydał całą trylogię. Pytanie konkursowe jest następujące: W jakiej miejscowość znajduje się piramida na Mazurach, zwana też grobowcem rodu Fahrenheitów? Na odpowiedzi czekam do 16 maja, czyli do dnia premiery „Króla Tyru”. Mój adres: tom.bialkowski@wp.pl. Listę zwycięzców ogłoszę następnego dnia. Trzymam kciuki za wszystkich!


czwartek, 3 maja 2018

O "Małych historiach rodzinnych" w "Twórczości"

Ciągle pojawiają się recenzje mojej ostatniej książki. Tym razem o „Małych historiach rodzinnych” w miesięczniku „Twórczość” (2018, nr 5) pisze Aleksandra Francuz: „Miejsca naznaczone przez traumy pamięci nie goją się wcale, bowiem przez najzmyślniejszy nawet opatrunek ze słów przebijać już będzie na wieki sącząca się rana. Balsamiczne okłady, jakie stosuje Białkowski, są próbą uśmierzenia przeszłości. W rzeczywistości, wszystko czego tu dotknąć, wyje z bólu: żywi i umarli, ludzie i przedmioty, a obserwująca to widowisko przyroda pochowała i przerabia w pamięci krótkie życie monstrów i herosów, warianty dziwności tego, co narasta, gdy zamiast ludzi natrafiamy na kukły wypchane trocinami, a tam, skąd zdaje się, że wiać powinno pustką, we wnętrzach rupieci, niby w mitycznym chaosie hula dziejów wiatr, tkwi zalążek całej kosmogonii, dalekie echo spraw, idei, długiego trwania i nie rozwieje tego nic, żadna siła nie unicestwi. Z ruiny powstałeś i w ruinę się obrócisz, powiada Białkowski”. Cały tekst można przeczytać w majowym numerze miesięcznika. 

wtorek, 1 maja 2018

„Twórczość” – numer majowy

Zachęcam Państwa do sięgnięcia po majowy numer miesięcznika „Twórczość”, w którym znalazł się fragment mojej najnowszej powieści. Nosi on tytuł „Bez końca”, jednak książka będzie zatytułowana zupełnie inaczej. „Twórczość” najłatwiej znaleźć w salonach Empiku lub kupić e-wydanie. Tutaj: http://www.nexto.pl/e-prasa/tworczosc_p1027987.xml
 Podaję link do strony miesięcznika, gdzie można przeczytać część prezentowanego tekstu. Tutaj:
http://tworczosc.com.pl/artykul/bez-konca/

sobota, 21 kwietnia 2018

„Akademia opowieści”

„Gazeta Wyborcza” (nr z dnia 20 kwietnia 2018) zaprosiła mnie do wzięcia udziału w projekcie pt. „Akademia opowieści”. To cykl tekstów o ludziach, których losy złożyły się na naszą najnowszą historię. Napisałem o ojcu mojej ciotki. W tym samym miejscu zamieszczono również opowieść o dziadku autorstwa Grzegorza Gromka, mojego ulubionego olsztyńskiego aktora.
Tutaj link do tekstu: http://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,155762,23296180,dziadek-jozek-i-wujek-anatol-nasi-bohaterowie.html



środa, 11 kwietnia 2018

Konkurs rozstrzygnięty

W wyniku losowania nagrody w postaci audiobooków trafią do trzech osób. Są nimi: Justyna Hryckiewicz z Warszawy, Joanna Świerad z Torunia oraz Lucyna Pięta z Krakowa. Dla formalności dodam, że odpowiedź na konkursowe pytanie o jedną z bohaterek książki jest następująca. Towarzysząca Werensowi w "Kłamcy" doktor nosi nazwisko Lena Lipska. Zwyciężczyniom gratuluję i już dzisiaj zapowiadam konkurs na audiobooki „Króla Tyru”, który będzie miał premierę 16 maja. Proszę zatem zaglądać na mojego bloga i śledzić wpisy.

czwartek, 5 kwietnia 2018

„Kłamca” – konkurs

10 kwietnia odbędzie się premiera drugiej części trylogii kryminalnej, czyli „Kłamcy”. Podobnie jak przy okazji wydania pierwszej części przygód dziennikarza śledczego Pawła Werensa tak i teraz wraz z wydawcą przygotowaliśmy  konkurs. Aby wziąć udział w losowaniu trzech audiobooków wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie. Brzmi ono następująco: Jakie nosi nazwisko pomagająca Werensowi młoda pani doktor? Na odpowiedzi czekam do 10 kwietnia. Uwaga! W konkursie mogą wziąć udział osoby, które zdecydują się na wysyłkę nagrody na terenie naszego kraju. Mój mail jest następujący: tom.bialkowski@wp.pl. Trzymam kciuki za wszystkich uczestników! Przy okazji wydawca storybox.pl zaprasza na swój facebookowy fanpage.

środa, 28 marca 2018

Uzupełnienie

Miła  wiadomość. Mój berliński wydawca postanowił wydać "Drzewo morwowe" w wersji papierowej. Od publikacji  niemieckiego e-booka tej powieści minęły już cztery lata. Jak zatem widać nie jest łatwo umieścić książkę na tamtejszym rynku. "Maulbeerbaum" pojawi się w księgarniach za Odrą do końca tego roku.

piątek, 23 marca 2018

poniedziałek, 5 marca 2018

„Kłamca” – audiobook


Pora zaprezentować okładkę „Kłamcy”. To druga część cyklu kryminalnego o sekcie kainitów i tropiącym ją dziennikarzu Pawle Werensie. Szczegóły podam Państwu wkrótce.

czwartek, 1 marca 2018

„Rasputin”

Czytam biografię Rasputina autorstwa Douglasa Smitha. To potężne dzieło (ponad 900 stron!) jest chyba jednym z najpełniejszych dzieł o ówczesnym celebrycie. Same przypisy i bibliografia zajmują ponad sto stron. Kim był ten człowiek? Autor książki pisze o nim następująco: „Historia Rasputina to tragedia, i to nie tylko tragedia jednego człowieka, ale całego narodu, ponieważ w jego życiu – z jego skomplikowanymi bataliami wokół wiary i moralności, przyjemności i grzechu, tradycji i zmiany, wokół powinności i władzy oraz ich ograniczeń – i w jego krwawej, gwałtownej śmierci możemy rozpoznać historię samej Rosji z początku XX wieku. Rasputin nie był ani diabłem, ani świętym, ale nie umniejsza to jego wyjątkowości i znaczenia jego życia dla zmierzchu Rosji carskiej”. Rasputin. Sekciarz, pielgrzym, kochanek, cudotwórca, agent, antychryst, mnich? Kim był naprawdę? Smith pisze dalej: „Im głębiej wchodziłem w badania, tym mocniejszego nabierałem przekonania, że jednym z najważniejszych faktów związanych z Rasputinem, tym faktem, który sprawia, że okazał się on tak nadzwyczajną i silną postacią, było nie tyle to, co robił, ile raczej to, co wszyscy myśleli, że robi”. Warto przeczytać.

czwartek, 8 lutego 2018

Konkurs rozstrzygnięty

Zgodnie z zapowiedzią ogłaszam listę osób, którym udało się wylosować audiobooka. „Drzewo morwowe” trafi do rąk: Marty Poznańskiej, Izabeli Wolanin i Moniki Gołębiewskiej. To te osoby trafnie odpowiedziały na pytanie o nazwisko głównego bohatera powieści. Dla formalności dodam, że brzmi ono Paweł Werens. Gratuluję zwycięzcom, zaś wszystkim zachęcam do zaglądania na tego bloga. Kolejny konkurs, tym razem na drugą część trylogii, ogłoszę już w kwietniu. 

środa, 31 stycznia 2018

„Drzewo morwowe” – konkurs

Na księgarskich półkach pojawiło się dzisiaj „Drzewo morwowe”. Jest to wersja lektorska pierwszej części kryminalnej trylogii. Książkę czyta Andrzej Hausner. Wydawcą audiobooka jest storybox.pl. Kolejne części pojawią się już w kwietniu i maju. Warto zatem zebrać cały cykl. Póki co wraz z wydawcą ogłaszam konkurs. Do wygrania są trzy egzemplarze powieści. Aby je wygrać należy wysłać mail na mój adres: tom.bialkowski@wp.pl . Wystarczy podać imię i nazwisko głównego bohatera serii, czyli pewnego warszawskiego dziennikarza. Z tych, którzy się zgłoszą i udzielą poprawnej odpowiedzi wylosuję trzy osoby. W konkursie mogą brać udział ci, którzy w razie wygranej zdecydują się na wysyłkę audiobooka w Polsce. Wydawca storybox.pl zaprasza na swój facebookowy fanpage – do zaglądania i polubienia: https://www.facebook.com/audiobookistorybox/

Uwaga! Konkurs trawa do 07 lutego do godziny 23:59. Listę osób nagrodzonych ogłoszę na moim blogu. Trzymam kciuki za wszystkich! 

czwartek, 25 stycznia 2018

Stypendium Fundacji Herodot

Zrobiłem przerwę w pracy nad powieścią i pojechałem do Warszawy na uroczystość wręczenia prestiżowego stypendium Fundacji im. Ryszarda Kapuścińskiego. Wydarzenie odbywało się w Sali Kolumnowej Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. 23 stycznia to data nieprzypadkowa. To rocznica śmierci Ryszarda Kapuścińskiego. Tegoroczną galę poprowadził Mariusz Szczygieł. Wśród gości znaleźli się m.in. wdowa po zmarłym reportażyście, czyli Alicja Kapuścińska, jego córka Rene Maisner, szefowa Fundacji Herodot Karolina Wojciechowska. Byli obecni członkowie Kapituły: Małgorzata Szejnert, Elżbieta Sawicka i Sławomir Popowski. Warto wiedzieć, że stypendium otrzymali wcześniej tak cenieni dzisiaj młodzi reporterzy jak: Filip Springer, Andrzej Muszyński, Marta Szarejko, Aleksandra Lipczak, Anna Wiatr, Kamil Bałuk czy Anna Goc. Krótki wykład wygłosiła dr hab. Bernadetta Darska – autorka niedawno wydanej książki „Młodzi i fakty”, czyli publikacji poświęconej najmłodszemu pokoleniu reportażystów. Zanim ogłoszono werdykt Mariusz Szczygieł przeprowadził rozmowę z przywołaną Anną Wiatr na okoliczność publikacji jej książki „Betrojerinki”. 
Finaliści w osobach: Marii Hawranek, Rafała Hetmana, Arkadiusza Lorenca i Marka Szymaniaka musieli pogratulować Magdalenie Idem. To ona opuściła Salę Kolumnową jako tegoroczna, a zarazem najmłodsza w historii, stypendystka Fundacji Herodot. Wcześniej publiczność wysłuchała koncertu kwartetu smyczkowego Violinofonica.



piątek, 19 stycznia 2018

„Małe historie rodzinne” – recenzja na „dlalejdis.pl”

Przybywa pozytywnych opinii na temat książki. Tym razem zamieszczam fragment autorstwa Emilii Sękowskiej: „Wielkie brawa dla Pana Tomasza Białkowskiego za lekkość tworzenia i sposób w jaki zostały napisane opowiadania, na które składa się książka. „Małe historie rodzinne” to mistrzostwo! Odważnie, czasem aż nadto dobitnie i wprost. Ironia i groteska nie są obce (…) przez co utwór długo zostanie w mojej pamięci”. Całość tutaj: http://dlalejdis.pl/artykuly/male_historie_rodzinne_recenzja

sobota, 13 stycznia 2018

„Małe historie rodzinne” – kolejna opinia

Ilona Gołębiewska tak pisze o mojej najnowszej publikacji: (…) Książka jest dobrym punktem wyjścia do wielu dyskusji opartych o podstawowe pytania egzystencjalne: Kim jestem? Jakie jest moje życie? Jaką pełnię rolę w świecie? Na co dzień tych pytań raczej sobie nie zadajemy. Może zwyczajnie się przed tym bronimy? Poznać i zrozumieć siebie samego to najtrudniejsze zadania, a zarazem klucz do poznania kontekstu życia i innych ludzi. Książkę serdecznie polecam!”. Cały tekst można przeczytać na jej stronie autorskiej: http://ilonagolebiewska.pl/2017/10/02/recenzja-male-historie-rodzinne-autorstwa-tomasza-bialkowskiego/

czwartek, 4 stycznia 2018

Siedem godzin i cztery minuty, czyli „Drzewo morwowe”

Andrzej Hausner czyta moją powieść. Aktor, który użyczył głosu do tak głośnych produkcji jak „Avengers” czy „Garfield”, czyta opowieść o dziennikarzu śledczym Pawle Werensie. „Drzewo morwowe” to pierwsza część trylogii. Szczegóły można znaleźć tutaj: http://www.empik.com/drzewo-morwowe-bialkowski-tomasz,p1172205981,ksiazka-p