Dzień pierwszy? Właściwie tylko wieczór we Wrocławiu, bo cały dzień w drodze. Pociąg tradycyjnie był spóźniony. Już jutro rozpoczyna się Międzynarodowy Festiwal Kryminału - edycja jubileuszowa, bo dziesiąta. O Festiwalu w kolejnych postach, a poniżej kilka zdjęć Wrocławia.
środa, 9 października 2013
wtorek, 8 października 2013
Olsztyn czyta kryminały
Olsztyńska „Gazeta
Wyborcza” zamieściła materiał o kampanii literackiej, która właśnie się
rozpoczyna w mieście nad Łyną, a której elementami będą „nietypowe spotkania
autorskie połączone z grą miejską”. Wezmą w nich udział Paweł Jaszczuk,
Krzysztof Beśka oraz piszący te słowa. Więcej informacji na stronie „Gazety” tutaj:
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,14737724,Olsztynianie_kochaja_kryminaly__wiec_bibliotekarze___.html#TRLokOlszTxt
poniedziałek, 7 października 2013
Nike 2013
Miałem rację
pisząc na tym blogu, że tegoroczną Nagrodę Nike otrzyma Joanna Bator. Wczoraj
wieczorem nagrodzono powieść pt. „Ciemno, prawie noc”, co należy przyjąć z
ulgą, biorąc pod uwagę fakt, że tę prestiżową nagrodę mógł zdobyć chociażby
komiks… Według mnie „Ciemno, prawie noc” jest książką słabszą niż wcześniejsze
dokonania Joanny Bator. Cóż, nie jest tajemnicą, że Nike zdobywa autor oswojony
i zwykle rozpoznawalny. Tegoroczna laureatka była nominowana po raz trzeci. Jej
bezsprzecznie najlepsza powieść, czyli debiutancka „Piaskowa Góra”, kilka lat
temu nie miała szans na zwycięstwo. A szkoda. Z kolei tegorocznym laureatem
Nagrody Czytelników został Szczepan Twardoch za powieść pt. „Morfina”. Zwycięstwo
Bator sprawiło, że nie dołączył on do ekskluzywnego grona autorów, którzy
równocześnie otrzymali oba laury w danym roku. Póki co udało się to tylko
Różewiczowi, Pilchowi, Tokarczuk i Kuczokowi.
niedziela, 6 października 2013
Pióro & Pazur – nagrody wręczone
Największym
wygranym wczorajszej gali Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach jest
wydawnictwo Prószyński i S-ka. Zarówno zdobywczyni nagrody w kategorii „Pióro”, czyli Marta Stefaniak, jak i laureatka nagrody „Pazur” – Anna Fryczkowska, są
autorkami związanymi z przywołanym warszawskim wydawcą. Stefaniak nagrodzono za
książkę pt. „Czary w małym miasteczku”, o której to powieści Marta Mizuro pisze
w „Zwierciadle”, że to: „Przewrotna, do bólu realistyczna baśń dla dorosłych”.
Fryczkowska z kolei otrzymała nagrodę za powieść pt. „Starsza pani wnika”. Tu
powołam się na przewodniczącą jury nagrody Bernadettę Darską, która
zauważa: „W powieści Fryczkowskiej mocno wyeksponowany jest wątek różnych
odsłon współczesnej starości”. Obie panie wyjadą z Siedlec bogatsze o 10
tysięcy złotych każda. Nagrody wręczyła im słynna wokalistka Urszula Dudziak. Dodam,
że książka Marty Stefaniak jest jej debiutem powieściowym. Anna Fryczkowska ma
w dorobku już cztery książki. Nagrodzonym autorkom, oczywiście, gratuluję!
sobota, 5 października 2013
Goście honorowi
Wrześniowa
„Lampa” (9/2013) zamieszcza m.in. tekst Łukasza Saturczaka będący relacją z
odbywającego się we Lwowie Forum Wydawców. „Obudziłem się z kacem i tyle dnia
pierwszego”, pisze Saturczak. Dnia drugiego „Wszyscy idziemy do Dzygi (knajpa –
przyp. T.B.) – pada rozkaz (…) Później już średnio pamiętam, co i jak”. Trzeci
dzień Forum ma w programie „Obiad i kac i myślę, że umierać będę i nawet agonia
nad kotletem mnie dopada”. Później zaś „pół godziny otwierałem wino mazakiem i
kluczami”. Warto dodać, że otwieranie odbywało się „pod fotelami lwowskiego
teatru”, gdzie pisarze „mieli do wyboru kilka innych rodzajów win podawanych sobie po
przyjacielsku z rzędu do rzędu”. Wieczorem „Siedzimy na ławce i pijemy balsam
Wigor”. Saturczak kończy swoją opowieść słowami: „Niedziela już spokojniej”.
Autor zauważa, że na tegorocznym Forum Wydawców „Polska gościem honorowym
targów, pewnie z jakiś dziesiąty raz, ale nigdy z taką pompą”. Co racja to
racja.
czwartek, 3 października 2013
Raszpla i wtykacz w digiświecie
„Czy ją też ktoś
tak wyhebluje na gładko? Tę, która o siebie nie dba i poprawia sobie nastrój
czym bądź? Czy jej dziura też jest jak lornetka teatralna skierowana na czarny
hol, gdzie spaliła się żarówka, na długi, wąski korytarz potrafiący wilgotnieć
do śluzowatości, kurczyć się i uciskać jak gumka od majtek, czy ją też? Ciekawe,
czy ona też potrafi dusić węża do czerwoności, złapać go za gardło i dobrze
potrząsnąć?”. Tak rozpoczyna się „Plastikowe M3 czyli czeska pornografia” Petry
Hůlowej, którą u nas wydało wrocławskie wydawnictwo Afera. Niewielka oficyna
specjalizuje się w promowaniu czeskiej literatury. Afera opublikowała m.in. książki:
Balabana, Hakla, Soukopowej i Šabacha. Ostatni z wymienionych autorów bywa
nazywany kontynuatorem tradycji pisarskiej Hrabala. Ma w dorobku książkę,
której tytuł zapewne nasi wydawcy by odrzucili, zastąpili bardziej neutralnym.
Mam na myśli „Gówno się pali”. Afera nie boi się kontrowersji i prowokacji.
Chwała im za to. Cytowana wcześniej Hůlowa w „Plastikowym M3” w obszernym
monologu opowiada historię praskiej prostytutki, która „bezwstydnie opisuje
często fałszywą pieśń „wtykacza” (wagina) i „raszpli” (penis). A cały ten seks rozgrywa
się w dekoracjach współczesnego digiświata, którego hipokryzję demaskuje równie
namiętnie, jak nasze najskrytsze fantazje”.
środa, 2 października 2013
44
To już pewne.
Nie o mnie myślał w celi ksiądz Piotr mówiąc: „A imię jego będzie czterdzieści
i cztery”. Jego zaszyfrowane widzenie najwyraźniej dotyczyło kogo innego. Czegóż
ja się właściwie spodziewałem? Od jedenastu godzin jestem czterdziestoczterolatkiem
i nie obserwuję niczego niezwykłego. Przed chwilą odebrałem telefon z
życzeniami od kolegi-pisarza z Wiednia. Powiedział: „44? Piękna cyfra”. Bo ja
wiem. Może ma kolega-pisarz rację?
wtorek, 1 października 2013
Nagroda im. Beaty Pawlak - nominacje
Blisko połowa
książek nominowanych do Nagrody Wielkiego Kalibru została wydana przez
warszawskie wydawnictwo W.A.B. Jeszcze lepszym wynikiem może się pochwalić
wydawnictwo Czarne z Wołowca, które we właśnie ogłoszonym finale Nagrody im.
Beaty Pawlak umieściło aż cztery pozycje. Listę finalistów uzupełniają książka
Doroty Kozińskiej „Dobra pustynia” z przywołanego wcześniej W.A.B. oraz Adama
Leszczyńskiego „Zbawcy mórz” wydana przez Wielką Literę. Wśród autorów z
Czarnego wypatrzyłem Macieja Wasielewskiego z reportażem „Jutro przypłynie
królowa”. Pisałem o tej pozycji na tym blogu całkiem niedawno. Polecam gorąco i
nie ukrywam, że to mój cichy faworyt. Pozostali nominowani to Andrzej Muszyński
za „Południe”, Wojciech Górecki i jego „Abchazja” oraz Krzysztof Środa, który
napisał książkę o jednym z najdłuższych znanych mi tytułów czyli „Podróże do
Armenii i innych krajów z uwzględnieniem najbardziej interesujących obserwacji
przyrodniczych”. Komu przypadnie nagroda imienia tragicznie zmarłej w wyniku
zamachu na Bali reportażystki okaże się za dwa tygodnie.
poniedziałek, 30 września 2013
Mam, ale nie oddam!
niedziela, 29 września 2013
sobota, 28 września 2013
Nagroda Wielkiego Kalibru – edycja dziesiąta
Aż czworo z
siedmiu tegorocznych finalistów Nagrody Wielkiego Kalibru to debiutanci. Można
nawet powiedzieć, że pięcioro, ponieważ współautorka książki pt. „Pan Whitcher
w Warszawie” Agnieszka Chodkowska-Gyurics jest również debiutantką. Pozostali
finaliści to zdobywca nagrody z roku 2009 Mariusz Czubaj i wielokrotnie
nominowany do Kalibru Marcin Wroński. Sześć z siedmiu książek wydały
warszawskie wydawnictwa. Trzy z nich W.A.B. Zwraca uwagę nieobecność wśród nominowanych
autorów, którzy wydali w zeszłym roku książki, a wcześniej nagrodę zdobyli. Są
to: Marek Krajewski, Paweł Jaszczuk, Gaja Grzegorzewska i Joanna Jodełka. Czy
tegoroczną nagrodę zdobędzie któryś z debiutantów? Jak i w zeszłym roku trzymam
kciuki za Marcina Wrońskiego. Być może po raz drugi sięgnie po okolicznościową statuetkę
i czek na 25 tysięcy złotych Mariusz Czubaj. Jak dotychczas sztuka ta udała się
jedynie Zygmuntowi Miłoszewskiemu. Laureata poznamy podczas uroczystej gali trzynastego
października.
piątek, 27 września 2013
„Pióro & Pazur” w Siedlcach
Po raz drugi odbędzie
się Festiwal Literatury Kobiecej w Siedlcach. Przypomnę, że podczas tej
dwudniowej imprezy zostaną m.in. wręczone nagrody w kategoriach „dla
najbardziej poruszającej powieści roku 2012” oraz „dla najbardziej
sympatycznej, optymistycznej powieści roku 2012”. Do pierwszej z tych kategorii,
podobnie jak i w roku ubiegłym, weszło pięć książek. Do drugiej ledwo cztery.
To i tak lepiej niż w roku ubiegłym, kiedy to jury nominowało trzy tytuły. Co
to oznacza? Zapewne w tym roku napłynęło więcej książek do rozpatrywania i stąd
łatwiej udało się wskazać finałową czwórkę. Z drugiej strony niemożność
wskazania pięciu dobrych, napisanych na poziomie pozycji, świadczy o słabości
polskiej popliteratury kobiecej. Właśnie tej, która ma z jednej strony
spełniać walory rozrywkowe z drugiej zaś nie popadać w banał i egzaltację. Kto
zdobędzie nagrody dowiemy się piątego października. Swoją nagrodę wręczą
również czytelniczki oraz polonijne blogerki. Link ze szczegółami do
festiwalowej strony tutaj: http://www.flk.siedlce.pl/?p=102
środa, 25 września 2013
Koniec olsztyńskiej „Borussii”
Ponura seria likwidacji
przedsięwzięć związanych z olsztyńską kulturą trwa nadal. W niedzielę zakończyła
działalność „Tajemnica Poliszynela”, a dzisiaj wyczytałem, że podobny los
spotkał pismo „Borussia”. Po ponad dwudziestu latach działalności laureat nagrody
paryskiej „Kultury” znika z kulturalnej mapy kraju. Nieregularnik od dłuższego
czasu ledwo dyszał. Nakłady dramatycznie spadały. Więcej informacji na ten
temat zamieszcza chociażby Onet.pl tutaj: http://wiadomosci.onet.pl/olsztyn/po-22-latach-zawieszono-wydawanie-czasopisma-borussia/51kq4
Informacja o zamknięciu pisma przyszła w chwili kiedy ogłoszono powstanie „Olsztyńskiego
Literackiego Miesięcznika Mówionego”. Być może twórcy tego projektu inspirowali
się legendarnymi krakowskimi spotkaniami „NaGłos”, w których uczestniczyli
giganci polskiej literatury, włącznie z noblistami Szymborską i nadsyłającym
swoje prace Miłoszem. Znajduję nawet pewne analogie. Wówczas w Krakowie powstała
inicjatywa będąca protestem przeciwko likwidacji ZLP. Olsztyńscy twórcy właśnie
stracili możliwość publikacji w „Borussii”.
wtorek, 24 września 2013
Friedrich Ani „Ludzie za ścianą”
„Przestałam
liczyć moje podejrzenia. Podejrzenia to najcięższe ciężarki, ściągają kobietę w
dół mocniej niż wszystko inne. Co człowiek podejrzewa? Podejrzewa, że mąż ma
coś do ukrycia. Przyjaciółkę? Kochankę? To śmieszne. Jak szef restauracji,
który cały dzień pracuje, ma sobie znaleźć kochankę? I dlaczego miałby go
ogarnąć taki bezwład? Kochanka zwykle mężczyznę uskrzydla, o ile wiem. Nakręca
go, sprawia, że zaczyna się inaczej ubierać, udawać młodszego, robi się z niego
bardziej małpa niż ryba. A więc zapomnijmy o kochance. Co jeszcze? Podejrzane
interesy? To by było możliwe”. Słowa te padają w rozmowie żony zaginionego
Raimunda Zacherla ze świeżo zatrudnionym w biurze detektywistycznym byłym
policjantem Taborem Sűdenem. Dwa lata wcześniej Zacherl wyszedł z domu (podobno
po żarówki) i zaginął. Rozpoczyna się na nowo śledztwo, które wcześniej
zakończyło się fiaskiem. Mniej więcej w tym samym czasie detektyw odbiera
telefon od ojca, którego kiedyś uznał za zmarłego. Połączenie zostaje zerwane,
co doprowadza Sűdena do rozpaczy. Odtąd będzie szukał również ojca. Jak łatwo
można się domyślić, były policjant odkryje mroczne tajemnice osób z otoczenia
zaginionego Raimunda Zachlera. Pojawią się m.in. „czterej mężczyźni koło
czterdziestki, o wątpliwej uprzejmości pijaków, używający przemocy, tacy którym
pogarda wylewa się każdym porem” i wiele innych, świetnie nakreślonych postaci.
Autor powieści pt. „Ludzie za ścianą” czyli Friedrich Ani za stworzenie postaci
monachijskiego policjanta Tabora Sűdena otrzymał Niemiecką Nagrodę Kryminalną. Warto zaznaczyć, że aż pięciokrotnie!, gdyż cykl składa
się z kilkunastu tytułów. Pisarz jest ceniony za nowatorstwo i tworzenie
niezwykłego napięcia. Czy słusznie? Według mnie jak najbardziej. Powieść wciąga
od pierwszej strony. Czyta się świetnie. I to poczucie humoru!
poniedziałek, 23 września 2013
Wiersze i nagrody
Nie będzie miało
łatwego wyboru jury Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Piątka finalistów to prawie
wyłącznie specjaliści od zdobywania trofeów. Krzysztof Karasek za „Dziennik Rozbitka”
otrzymał tegoroczną Nagrodę Literacką m. st. Warszawy. Jan Polkowski dostał
Nagrodę Poetycką im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Orfeusz. „Biała krew”
Łukasza Jarosza do ścisłego finału tej nagrody weszła. Justyna Bargielska
właśnie znalazła się w finale Nagrody Nike z tomem poezji „Bach for my baby”. W
sobotę ostatnia z finalistek nagrody czyli Krystyna Dąbrowska otrzymała prestiżową
Nagrodę Kościelskich za wiersze zebrane w książce „Białe krzesła”.
niedziela, 22 września 2013
„Zdrowie Kobiet” w lesie
Położone w olsztyńskim
lesie sanatorium przeciwgruźlicze to kolejne miejsce, które mogłoby z
powodzeniem stanowić tło powieści, np. kryminalnej. Budynek zbudowano w 1907
roku. Nadano mu nazwę „Frauenwohl” czyli „Zdrowie Kobiet”. W styczniu 1945 roku
budynek został zbombardowany. Wtedy to część pacjentów w panice rzuciła się do
ucieczki, inni zaś zostali ewakuowani do Królewca. Na szczycie wieży zegarowej
znajduje się żelazna chorągiewka z datą „1884”. Nie wiadomo, co oznacza ta
data. Budowla powstała wszak znacznie później.
sobota, 21 września 2013
„Świat się rozpierdolił”?
„Nowa Dekada
Krakowska” (3/2013) w znacznej części poświęcona jest zmarłym osobistościom
polskiej kultury. W numerze zamieszczono teksty o profesorze Mieczysławie
Porębskim i wydawcy „Znaku” Jacku Woźniakowskim. Przytoczę jednak fragment,
który znalazłem w dziale „Camera obscura”, traktujący w tym wypadku o
odchodzeniu w niebyt poprawnego języka. HM pisze: „Dorota Wellman, dziennikarka
i prezenterka telewizyjna (»Wysokie Obcasy«, nr 10) z czułością i uwielbieniem
opowiada o swej zmarłej matce, ale wplata przy tym takie zwroty, jak »nieprawda,
że kobiety rozmawiają o pierdołach«, »nabijam licznik telefonu nie po to, żeby opowiadać
o dupie Maryni«. Nie potępiam, nie gorszę się – tylko nie rozumiem, dlaczego do
pełnej ekspresji słownej nawet w takiej sytuacji niezbędne są dzisiejszym
młodym osobom wulgaryzmy. Zresztą nie tylko młodym. Bohdan Zadura (»Twórczość«
2013, nr 2) zaczyna wiersz Redukcja
słowami: »mój pierdolony monografista, jak Henryk B. nazywa Jarka B.«. Być może
w najnowszym przekładzie Hamleta zamiast
»Świat wyszedł z orbit« przeczytamy: »Świat się rozpierdolił«…”
piątek, 20 września 2013
Droga pewnej trumny
Wydawnictwo
Agora zapowiada wznowienie (po pięćdziesięciu latach nieobecności na polskim
rynku) pierwszej książki reporterskiej Ryszarda Kapuścińskiego pt. „Czarne
gwiazdy”. Opublikowanie w tygodniku „Polityka” tych siedemnastu reportaży
przyniosło pisarzowi tytuł najpopularniejszego autora 1961 roku. W tym miejscu
chciałbym wspomnieć inną książkę z tamtego okresu, czyli zbiór reportaży opisujących
polską prowincję lat sześćdziesiątych, zatytułowany „Busz po polsku”. Jest
wśród nich jednej, który opisuje wyprawę grupy górników wiozących trumnę z
osiemnastolatkiem zabitym podczas odstrzału. Sparaliżowany ojciec nie może
przyjechać po syna, stąd pomysł, aby koledzy z pracy przebyli setki kilometrów
i zawieźli jego ciało na rodzinny cmentarz. Dołącza do nich reporter. W pewnej
chwili samochód psuje się, a mężczyźni postanawiają dalszą drogę z trumną
przebyć pieszo. Jak mówi jeden z nich: „Chłopak był mikry, trochę go zostało
pod węglem. Ciężaru dużego nie ma. Do południa będziemy kwit”. Ten świetny reportaż
jest znany, nie będę zatem pisał, że bohaterowie „Sztywnego” skręcają nad
jezioro, palą ognisko, spędzają noc w towarzystwie dziewcząt, a trumna w tym
czasie ukryta jest w krzakach. Mnie w tym wszystkim najbardziej zaciekawiło
miejsce, gdzie: „Szosą pędzi samochód. Pośród zmierzchu źrenice lamp wypatrują
mety. Tak, meta już blisko: Jeziorany, 20 km”. Bo ja przecież z tych samych Jezioran
pochodzę, do których: „W końcu poszliśmy dalej. Spotkał nas świt. Ogrzało nas
słońce. Myśmy szli. Gięły nam się nogi, drętwiały ramiona, puchły ręce, ale
przecież donieśliśmy na cmentarz, do grobu – tej ostatniej naszej przystani na
świecie, do której raz tylko zawijamy, nigdy już z niej nie wypływając...”
czwartek, 19 września 2013
„Kłamca” na „Kryminalnej Pile”
Leszek Koźmiński
konsekwentnie, tytuł po tytule, recenzuje moją trylogię. Oto co m.in. pisze na „Kryminalnej
Pile” o drugiej jej części, czyli „Kłamcy”: „Tomasz Białkowski nie zawodzi po
raz kolejny miłośników zagadek kryminalnych zatopionych w historii, uwikłanych
w symboliczne rytuały i artefakty, istniejących na granicy przeszłości i dnia
dzisiejszego. Tajemnica, symbol i groza nierozpoznanego szaleństwa oraz
namacalna obecność śmierci, zadawanej wręcz rytualnie, to ten fragment świata
przedstawionego, w którym autor „Króla Tyru" czuje się najlepiej. I ku
mojej radości, co uwierało w pierwszym tytule cyklu, tym razem odwołania do
biblijnej i apokryficznej symboliki, historii starożytnej i sztuki są podawane
w sposób wyważony. Rzekłbym nawet, na tyle zrównoważony, by czytelnika nie
zasypać gradem informacji, nawiązań czasowo-osobowych i symboli, ale też nie
znudzić i zniechęcić do lektury. Tym samym atmosfera i klimat powieści jawi się
z jednej strony tajemniczo i niecodziennie, a z drugiej strony jest realna
czasem zdarzeń i ich motywów”. Całość tekstu tutaj: http://kryminalnapila.blogspot.com/2013/09/recenzja-tomasz-biakowski-kamca.html
środa, 18 września 2013
Tajemnica Poliszynela kończy działalność
Nie umieszczę na
koniec roku Tajemnicy Poliszynela na mojej prywatnej liście najciekawszych
miejsc związanych z olsztyńską kulturą, chociaż i teraz, jak w roku poprzednim,
również na to zasługuje. Powód jest prosty – klimatyczna kawoksięgarnia z
końcem tygodnia przestaje istnieć. Pomysłodawczyni i kierująca działaniami
Małgorzata Sieniewicz nie zaprosi już więcej w gościnne progi pisarzy, poetów,
dziennikarzy, naukowców, podróżników, wreszcie tych, dla których to miejsce
zostało stworzone, czyli miłośników literatury. Finalistka konkursu „Olsztynianin
2012 roku” (wyróżnienie „Gazety Wyborczej” otrzymała właśnie za działalność
popularyzującą kulturę) ogłosiła swoją decyzję wczoraj. Tajemnica Poliszynela zakończy
pracę projektem pt. „Inwazja czytania”. W sobotę od godziny 17:00 będzie można
przyjść i posłuchać książek czytanych przez innych. Będzie również możliwość
odczytania swojego ulubionego fragmentu, rozmowy o literaturze. Zapewne pojawią
się podczas tych rozmów pytania o powody, dla których znikają kolejne miejsca
przyjazne sztuce. Dlaczego proces kulturowego jałowienia miasta nad rzeką Łyną
ciągle postępuje?
wtorek, 17 września 2013
Nie będą córki i synowie wasi worków z kucykiem nosili!
| To osiołek Henio. Czy to kolejny kandydat na listę zakazanych zabawek? |
Wyczytałem w
jednej z gazet, że w poznańskiej katolickiej podstawówce zabroniono dzieciom
przynoszenia gadżetów z kotką Hello Kitty, kucykiem Little Ponny oraz Monster
High. Te ostatnie to ponoć partnerki oraz córki znanych z popkultury
straszydeł. Zdaniem dyrekcji dzieciaki na plecakach i workach z kapciami wnoszą
w progi placówki satanizm, okultyzm, wampiryzm oraz czarną magię. Biedni
(dosłownie i w przenośni) rodzice wymieniają teraz w pośpiechu osprzętowanie
swoich latorośli na poprawne światopoglądowo. W tym miejscu przypomina mi się
felieton Boya-Żeleńskiego pt. „Trykot i infuła” napisany przecież dawno temu, a
zdaje się jakby ledwo wczoraj. Sławny pisarz odniósł się wówczas do wydarzeń z
Łomży, gdzie doszło do znieważenia Bożego Ciała. Znieważenie powyższe polegało na
tym, że w dzień świąteczny młodzież obojga płci wystąpiła w strojach
sportowych. Wtedy to biskup wezwał księży prefektów, żeby „wobec odpowiednich
czynników szkolnych wkroczyli w to obniżanie wstydliwości kobiecej i tłumienie
w młodych sercach cnoty skromności”. Dalej biskup upomina rodziców, aby „córkom
swoim stanowczo zabronili występować w ubraniach gimnastycznych”. W zakończeniu
listu pasterskiego pada zdanie porażające: „Niezastosowanie się do tego
wezwania będzie poczytane opornym za grzech śmiertelny”. Tu Boy-Żeleński z
właściwą sobie trafnością zauważa: „…zastanawia to powoływanie się w sprawie
takich czy innych kostiumów na Boga, który ludzi stworzył nago, podczas gdy
ubranie jest wymysłem ludzkim i raczej poprawianiem niż wypełnianiem woli
bożej. Dla wszechmocy bożej byłoby wszak drobnostką sprawić, aby dzieci rodziły
się co najmniej w majtkach!”
poniedziałek, 16 września 2013
Finałowa siódemka Nagrody Nike 2013
Jury tegorocznej
Nagrody Nike wykazało się wielką konsekwencją. Skoro już komiks Macieja
Sieńczyka nominowało, to nie po to, żeby odpadł w ostatniej, finałowej turze.
Mnie ta pozycja nie przekonuje, lecz przecież nie ja w szacownym jury zasiadam.
W siódemce książek walczących o główne trofeum znalazły się aż cztery powieści.
Być może to sygnał, że w przyszłości nagroda stanie się tym, czym miała być, co
zapisano w jej regulaminie, a więc docenieniem głównie prozy. Zwraca uwagę
wskazanie do finału kilku książek wydanych w małych oficynach. Raptem trzy
tytuły są z warszawsko-krakowskich molochów. Kolejna ciekawa rzecz to wiek
nominowanych. Wszyscy autorzy są ciągle młodzi, chociaż mają w dorobku już
pozycje zauważone. Wyjątkiem, jeśli chodzi o dorobek, jest Igor Ostachowicz z debiutancką
„Nocą żywych Żydów”. Kto odpadł, czyli nie wszedł do ścisłego finału? Zwraca
uwagę nieobecność Zyty Oryszyn, która w tym roku otrzymała nagrody Gryfia i
Gdynia. Przepadła głośna książka Krzysztofa Vargi. Nie ma pozycji o Mironie Białoszewskim
autorstwa Tadeusza Sobolewskiego. Odpadł „Dziennik” Jerzego Pilcha i książka
byłej przewodniczącej Nagrody Nike Małgorzaty Szpakowskiej. Kto zdobędzie
nagrodę? Patrząc na tegoroczny finał, może nim być każdy. Osobiście obstawiam
pisarkę, której pozycja literacka i wizerunek medialny są konsekwentnie i z
dobrym skutkiem od lat budowane, czyli Joannę Bator.
niedziela, 15 września 2013
sobota, 14 września 2013
Hłasko i Kowalewski na ekranie?
Reżyser Janusz
Majewski w wywiadzie udzielonym wczorajszej „Gazecie Wyborczej” wymienia
projekty filmowe, które trafiły na biurko komisji eksperckiej przy PISF.
Majewski jest jednym z szefów takiej komisji. Wśród wysoko ocenionych
propozycji znalazła się powieść pt. „Sowa, córka piekarza”, którą chce
zrealizować Grzegorz Jarzyna. Jak mówi Majewski: „Wyobrażałem sobie, że to
będzie wersja awangardowa tego, co napisał Marek Hłasko, a to było jak
najbardziej rygorystyczne i klasyczne. Porządna, realistyczna historia, jakby
Kazimierz Kutz zrobił to w latach 60.” „Sowa, córka piekarza” to moja ulubiona
książka przedwcześnie zmarłego legendarnego pisarza. Czekam zatem z wielkimi
oczekiwaniami na filmową realizację tego pomysłu. W rozmowie z Majewskim
znalazłem również inną interesującą informację. Autor „Zaklętych rewirów” mówi:
„Od trzech lat mam scenariusz, którym zainteresował się teraz producent Julek
Machulski – „Excentryków" według książki olsztyńskiego pisarza
Włodzimierza Kowalewskiego. To rzecz sensacyjno-komediowo-muzyczno-taneczna. Historia
puzonisty, którego wojna zastała w orkiestrze na „Batorym”. W roku 1956
postanawia wrócić z Anglii do Polski”.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
















