sobota, 13 czerwca 2015
środa, 10 czerwca 2015
Czerwcowa czytanka, czyli „Ludobójstwo”
Tak jak i
poprzednie spotkania, polecam również to, które odbędzie się w najbliższy
poniedziałek na Scenie Margines olsztyńskiego Teatru im. Jaracza. Poniżej
materiał prasowy:
Jacek Żebrowski o "Ludobójstwie": Rzeczywistość polska ostatniego
dwudziestopięciolecia niebezpiecznie zaczyna przypominać burzliwe czasy lat 60.
i 70. we Włoszech XX wieku. W takich warunkach – transformacji ze społeczeństwa
industrialnego do konsumpcyjnego – przyszło tworzyć Pier Paolo Pasoliniemu
(1922-1975), włoskiemu pisarzowi, reżyserowi i intelektualiście, bohaterowi
tekstu “Ludobójstwo”. Wiedziony nadzieją na wielką zmianę społeczną jest on
jednocześnie świadkiem negatywnych skutków "mieszczanienia"
społeczeństwa, oskarżając ówczesną władzę i burżuazję o klasowy egoizm,
krótkowzroczność, rasizm, materializm oraz bogacenie się kosztem warstw
niższych. “Ludobójstwo” to przede wszystkim osobisty dramat poety żyjącego
„gwałtownym życiem”, człowieka pełnego wahań i wątpliwości, przeczuwającego
cień nadchodzącej śmierci.
W czytaniu pod opieką reżyserską Łukasza Fijała udział wezmą aktorzy
Teatru Jaracza: Aleksandra Kolan, Paweł Parczewski, Władysław Jeżewski, Maciej
Mydlak, Grzegorz Jurkiewicz oraz Dawid Dziarkowski.
15 czerwca (poniedziałek), godz. 18:00, Scena Margines, wstęp wolny. Po czytaniu odbędzie się spotkanie z twórcami.
czwartek, 4 czerwca 2015
„Powróz” na isłuchamy.pl
Tych z Państwa,
którzy zastanawiają się, czy sięgnąć po audiobooka mojej najnowszej książki,
czyli „Powrozu” namawiam do zajrzenia na stronę isluchamy.pl, gdzie można
posłuchać fragmentu powieści w interpretacji aktora Marcina Popczyńskiego. Mam
nadzieję, że się spodoba i zachęci do wysłuchania całości. A tutaj link do
wspomnianej strony: http://isluchamy.pl/powroz/
niedziela, 31 maja 2015
Chmielarz i Bonda z NWK
Wojciech
Chmielarz został tegorocznym zdobywcą Nagrody Wielkiego Kalibru. Jury doceniło
jego powieść pt. „Przejęcie”. To trzecia część serii o komisarzu Mortce. Za
dwie poprzednie autor również był nominowany do wrocławskiej nagrody. Laur czytelników otrzymała Katarzyna Bonda za „Pochłaniacza”. Trzymałem kciuki za tę
autorkę, która w finale znalazła się po raz drugi. Mam nadzieję, że jej nowa
powieść, czyli „Okularnik”, za rok zgarnie główne trofeum. Warto zauważyć, że
NWK jest nagrodą bardzo hermetyczną. W tegorocznym finale znalazło się tylko
jedno „nowe” nazwisko. To Małgorzata Sobieszczańska. Pozostali finaliści
pojawiają się tam regularnie. Są tam nagradzani. Czy za rok będzie inaczej?
Wątpię. W przypadku kryminałów zwykle mamy do czynienia z seriami rozpisanymi
na wiele tomów. Tym sposobem pisarze rokrocznie muszą dostarczyć wydawcom
powieść. Te automatycznie są umieszczane na krótkiej liście finalistów NWK. Tym
większy to sukces Sobieszczańskiej, że ją zauważono. Jeszcze większy Bondy,
która od lat pisze znakomite kryminały a teraz została ulubienicą czytelników.
czwartek, 28 maja 2015
Śledztwa Werensa jako temat badawczy
Okazuje się, że
nie tylko krytycy i czytelnicy dzielą się swoimi wrażeniami po lekturze mojej
trylogii kryminalnej. Właśnie natrafiłem na tom naukowy, będący częścią tematu badawczego
„Komunikacja międzykulturowa w świetle współczesnej translatologii”. Serię
publikacji „Między Słowami – Między Światami [Between wor(l)ds.] rozpoczyna tom
„Literatura”. Miło mi, że pierwszym prezentowanym tam artykułem jest „Lokalizacja
a recepcja i przekład. Kilka uwag na marginesie prozy Tomasza Białkowskiego”.
Autorka publikacji dr hab. Ewa Kujawska-Lis przygląda się moim książkom pod
kątem ich potencjalnych tłumaczeń. Nie będę streszczał kilkunastostronicowego
wywodu, napiszę tylko, że kierująca Katedrą Filologii Angielskiej UWM pani
naukowiec zaimponowała mi wnikliwością i drobiazgową analizą wędrówek Pawła
Werensa po mieście nad Łyną. Czy trylogię kainicką da się w ogóle przetłumaczyć?
Autorka odpowiada następująco: „Jeśli tłumacz będzie chciał osiągnąć sukces
komercyjny, to w przekładzie dominować będzie wątek kryminalny, a część aluzji z
pewnością zostanie „wymazanych” z pola percepcji czytelnika docelowego. Należy
jednak mieć nadzieję, że sposób, w jaki Białkowski wprowadza dygresje
historyczne, których pominąć się nie da, sprawi, że być może kiedyś rozwinie
się „turystyka kryminalna” śladami Werensa, tak jak ma to miejsce w
Sztokholmie, po sukcesie trylogii Stiega Larssona”. Czego, oczywiście, bym
sobie życzył!
piątek, 22 maja 2015
O „Powrozie” w Angorze
Tygodnik „Angora”
w numerze z dnia 17 maja 2015 zamieszcza opinię o mojej powieści. Jackek
Binkowski w tekście pt. „Tajemnica pewnego ogrodu” zauważa: „Autor „Powrozu” doskonale
łączy intrygę kryminalną z historią oraz nastrojem współczesnej prowincji.
Warmia u Białkowskiego nie ma nic wspólnego z sielankowymi opisami z
popularnych dziś obyczajowych opowieści. Miasteczko, do którego przyjeżdża Iga
Spica, tworzą miejscowi „celebryci” uwikłani w tajemnice z przeszłości,
bezradny policjant i nieufni wobec obcych oraz pogrążeni w hipokryzji
mieszkańcy. A cała ta mroczna historia sięga korzeniami czasów, gdy powojenna
zawierucha wciąż sprzyjała moralnej zapaści”.
czwartek, 21 maja 2015
Wawrzyn 2014 wręczony!
Michał Olszewski
może uznać ostatnie dni za bardzo udane. Za książkę pt. „Najlepsze buty na
świecie” otrzymał prestiżową Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego, a wczoraj
odebrał kolejny laur. Jest nim najważniejsze wyróżnienie w tej części Polski,
czyli Literacka Nagroda Warmii i Mazur Wawrzyn. Olszewski pochodzi z Ełku, od
lat jednak nie mieszka w tym mieście. Pełni stanowisko redaktora naczelnego
„Gazety Wyborczej” w Krakowie. Tam ukończył studia na Uniwersytecie
Jagiellońskim. Jest autorem reportaży, opowiadań, szkiców. Debiutował
nagrodzonym w konkursie wydawnictwa Znak zbiorem opowiadań pt. „Do Amsterdamu”
(2003). Nagrodę Czytelników otrzymał mieszkający w Olsztynie Mariusz Sieniewicz.
Tego cenionego pisarza uhonorowano już nagrodą główną w roku 2010. Teraz
czytelnicy zagłosowali na jego powieść pt. „Walizki hipochondryka”. Dla
niektórych może to być zaskoczenie, bo za oczywistego faworyta w tej kategorii
uważali Zygmunta Miłoszewskiego, autora bestsellerowych powieści, które są
błyskawicznie ekranizowane. Jak widać czytelnicy olsztyńscy wolą swoich autorów
i notowania list sprzedaży nie są dla nich najważniejsze. Wszystkim finalistom
i laureatom serdecznie gratuluję!piątek, 15 maja 2015
Nagroda im. R. Kapuścińskiego przyznana
Do sześciu razy
sztuka, chciałoby się powiedzieć widząc wskazania jurorów Nagrody im. R.
Kapuścińskiego za najlepszy reportaż literacki. Dlaczego? Otóż, pierwszy raz w
historii tej bardzo prestiżowej nagrody wygrał polski autor. Co prawda musiał podzielić
się wygraną, lecz nie z byle kim. Swietłana Aleksijewicz zdobyła już to cenne
wyróżnienie w edycji 2010. Wówczas doceniono jej reportaż pt. „Wojna nie ma w
sobie nic z kobiety”. Wczoraj nagrodzono książkę pt. „Czasy secondhand. Koniec
czerwonego człowieka”. Polskim pisarzem, o którym wspomniałem na wstępie, jest
pochodzący z Ełku Michał Olszewski. Jury wręczyło mu czek na 25 tysięcy złotych
za książkę pt. „Najlepsze buty na świecie”. Obie pozycje wydało wydawnictwo
Czarne. A tak na marginesie. Ciekaw jestem jak to wpłynie na wskazania jurorów Wawrzynu,
najważniejszej nagrody w regionie, do której Michał Olszewski również jest
nominowany? Przypomnę, że finał już w najbliższą środę.
środa, 13 maja 2015
Magdalena Tulli w Olsztynie
Scena Margines
olsztyńskiego Teatru im. S. Jaracza nie zwalnia tempa. Dopiero co odbyła się premiera rewelacyjnej sztuki „Złoty Smok” w reżyserii Iwo
Vedrala a już za chwilę spotkanie z Magdaleną Tulli. Pisarki specjalnie przedstawiać
nie trzeba. Miłośnicy literatury doskonale ją znają. To autorka bardzo ceniona
przez krytykę, nagradzana, czytana i tłumaczona. Sama również zajmuje się
przekładem. W Olsztynie zostanie zaprezentowany fragment jej książki pt. „Szum”.
Zadania tego podjęła się Lucy Sosnowska. Wystąpią aktorzy tutejszego teatru. Rozmowę po
prezentacji poprowadzi dr Bernadetta Darska. Spotkanie odbędzie się w
najbliższy poniedziałek, czyli 18 maja o godzinie 18:00.
niedziela, 10 maja 2015
Witajcie w „Złotym Smoku”!
Na taką sztukę
czekałem od bardzo dawna. „Złoty Smok” w reżyserii Iwa Vedrala to inscenizacja
znakomita, smaczna jak potrawy podawane w tytułowym „Złotym Smoku”, restauracji
gdzieś na zachodzie Europy, w której pracuje piątka azjatyckich kucharzy. To punkt
wyjścia do historii rozgrywających się w mieszkaniach sytych obywateli klasy
średniej, ich papierowych dramatów, lęków tłumionych alkoholem i płatnym
seksem. Historii przenoszącej się nad ocean, na pokład samolotu, z którego dwie
stewardessy obserwują łódź z nielegalnymi emigrantami. To oni, anonimowi w swej
masie, stają się najtańszą z możliwych siłą roboczą. Pracują za minimalne
stawki, można właściwie bezkarnie zrobić z nimi wszystko. Wykorzystać
ekonomicznie, seksualnie i emocjonalnie. Nie zaprotestują, bo syty świat, do
którego przybyli, nie słyszy ich głosów. Wszak żyją ukryci w ciasnych, gorących
kuchniach. Tam pracują od rana do nocy, to do tych zatłuszczonych ścian
ogranicza się ich funkcjonowanie. Klienci widzą jedynie efekt ich pracy. To
smaczne egzotyczne potrawy doprawione pachnącym imbirem. Ale pewnego dnia do
talerza trafia zakrwawiony ludzki ząb. Należał do młodego Azjaty, którego nie
stać było na wizytę u drogiego dentysty. Sprawę miały załatwić czerwone obcęgi
z szuflady na zapleczu. Stało się inaczej, chłopak wykrwawił się na śmierć.
Iwo Vedral
bardzo dokładnie przemyślał tekst niemieckiego dramaturga Rolanda
Schimmelpfenniga. Stworzył bardzo inteligentną opowieść. Uniknął błędów, które
popełnił Redbad Klijnstra kilka lat wcześniej, przystępując do reżyserii „Złotego
Smoka” w jednym ze stołecznych teatrów. Aktorzy olsztyńskiej inscenizacji w
osobach: Joanny Fertacz, Małgorzaty Rydzyńskiej, Grzegorza Gromka, Dominika Jakubczaka
i Jarosława Borodziuka nie silą się na pseudochiński język. Mówią poprawną
polszczyzną, co każe zastanowić się nad szeroko rozumianą figurą wykluczenia.
Pomyślałem, że
akcja sztuki mogłaby rozgrywać się nie w restauracji zatrudniającej nielegalnych
Azjatów, lecz chociażby w jakiejś podolsztyńskiej masarni czy przetwórni ryb,
gdzie pozycja najmowanych tam pracowników jest równie beznadziejna, są źle
opłacani, a pakiet socjalny ogranicza się do brutalnej konstatacji: „Cieszcie
się, że macie jakiekolwiek zajęcie”. Mniej więcej w taki sposób mówi pracowita,
pragmatyczna Mrówka do Świerszcza. Ciesz się, że masz dach nad głową. Mógłbyś
nie mieć nawet tego. Te dwie postaci, ich wątek rozwijający się konsekwentnie
aż do finałowej sceny są kapitalne. Oto Mrówka, symbolizująca jednakową masę,
staje się panią losu uduchowionego Świerszcza. Odziera go z wszystkiego, co stanowi
sens jego istnienia. Na co mi twój taniec?, pyta złośliwie. Może to być pytanie
o rolę artysty w mrówczym systemie, gdzie istotne jest wyłącznie posiadanie. Sztuka
nie jest wartością, bo nie zapewnia przetrwania? Te postaci, ich historia,
która może być demoniczną przypowieścią, to kolejny dowód na mistrzostwo
inscenizacji Vedrala.
Sztuka została rozpisana na kilkanaście ról. W tym
spektaklu każda z nich jest czytelna, jej postępowanie umotywowane logicznie. W
„Złotym Smoku” zadbano o każdy szczegół. Tu wszystko wzajemne się przenika.
Jest po coś. Znakomita muzyka, scenografia, ruch sceniczny. Reżyser uniknął
tego co można zobaczyć bardzo często na krajowych scenach. Mam na myśli
opisywanie świata poprzez przedstawienie go z perspektywy jakiejś grupy wykluczonych,
osób żyjących w mikroświatach. Losy tych, którzy żyją w kuchennym getcie,
przenikają się z tymi mieszkającymi w pozornie lepszym świecie. Tworzą jeden
organizm, w którym trudno jednoznacznie wskazać element pasożytniczy. I to jest
w tym tekście niezwykle istotne.
„Złoty Smok” to
szalona opowieść, w której konsekwentnie prowadzonych jest kilka wątków pozornie
nieprzystających do siebie. W finale łączą się one ze sobą, dając diagnozę
gorzką, choć boleśnie prawdziwą. Młody Chińczyk wróci do domu. Tyle tylko, że
nie będzie to powrót tryumfalny. Jego zwłoki opłyną pół świata. Tragiczno-groteskowa
śmierć obcego nie wzruszy nikogo. To śmierć głupia, niewyobrażalna w zachodnim
świecie. Bo czy może obchodzić nas los ludzi żyjących na zapleczach takich
barów, fabryk, magazynów, noclegowni? Gorąco namawiam do odwiedzenia
olsztyńskiej Sceny Margines. „Złoty Smok” to bardzo mądry tekst przeniesiony na
deski teatru przez inteligentnych, obdarzonych wielką wrażliwością twórców.
Zdjęcia pochodzą z archiwum Sceny Margines Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie.
Materiał nadesłany, czyli WAWRZYN live
11-15 maja /poniedziałek-piątek/
2015 r.
WAWRZYN live! – głośne czytanie fragmentów książek nominowanych do WAWRZYNU
– Literackiej Nagrody Warmii i Mazur za rok 2014 i głosowanie na WAWRZYN –
Nagrodę Czytelników. W tygodniu poprzedzającym wręczenie WAWRZYNU – Literackiej
Nagrody Warmii i Mazur zachęcamy do zapoznania się z książkami nominowanymi i
zagłosowaniu na swojego faworyta do Nagrody Czytelników. Jeśli jeszcze nie
mieliście okazji poznać utworów nominowanych do WAWRZYNU - Literackiej Nagrody
Warmii i Mazur, wpadnijcie do jednej z olsztyńskich kawiarni. Od 11 do 15 maja
będziemy się codziennie GŁOŚNO CZYTAĆ fragmenty nominowanych książek.
Codziennie inny tekst, codziennie inna kawa (lub herbata). Teksty zaprezentują
Julia Chętkowska i Szymon Kołodziejczyk, słuchacze Policealnego Studium
Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka w Olsztynie. Podczas spotkania będzie można
zagłosować na swojego faworyta, a także wziąć udział w dyskusji i quizie z
nagrodami.
PROGRAM:
- 11 maja /poniedziałek/ 2015 r.,
godz. 17.00
„Gniew”
Zygmunta Miłoszewskiego
Si
Si Coffee, Stare Miasto 28
- 12 maja /wtorek/ 2015 r., godz.
17.00
„Najlepsze
buty na świecie” Michała Olszewskiego
Coffee
Station, ul. Prosta 18/22
- 13 maja /środa/ 2015 r., godz. 17.00
„Walizki
hipochondryka” Mariusza Sieniewicza
House
Cafe, ul. Stare Miasto 11/16
- 14 maja /czwartek/ 2015 r., godz.
17.00
„Serwus
chrabąszcze” Joanny Wańkowskiej-Sobiesiak
Kawiarnia
Filmowa Awangarda Bis, ul. Staromiejska 13
- 15 maja /piątek/ 2015 r., godz.
17.00
„Ślepnąc
od świateł” Jakuba Żulczyka
czwartek, 7 maja 2015
„Złoty Smok” w Teatrze im. Jaracza
Wybieram się na olsztyńską
premierę sztuki niemieckiego dramaturga Rolanda Schimmelpfenniga pt. „Złoty Smok”.
Tekst tego utworu można było znaleźć na łamach branżowego „Dialogu” (9/2010) w
przekładzie Elżbiety Ogrodowskiej-Jesionek. Kilka lat temu reżyserii „Złotego Smoka”
podjął się Redbad Klijnstra. W Olsztynie zadanie to wykonał Iwo Vedral. Młody
reżyser jest absolwentem krakowskiej PWST. Ma w swoim dorobku reżyserię tekstów
takich twórców jak: Henryk Ibsen, Artur Miller, Wiktor Sorokin, czy przedwcześnie
zmarły angielski dramatopisarz Joe Orton. Warto wiedzieć, że „Złoty Smok” to
tekst obsypany nagrodami, pokazywany na świecie. Opowiada historię nielegalnego
chińskiego emigranta, któremu usunięto ząb za pomocą obcęgów. Akcja sztuki
rozgrywa się na terenie tytułowej restauracji, czyli w chińsko-wietnamsko-tajskim
„Złotym Smoku”. Właściwie na jej zapleczu, w małej kuchni, gdzie panuje
ciasnota, zaduch, mieszają się egzotyczne zapachy. To tutaj toczy się opowieść
o losie ludzi, którzy szukają lepszego życia w obcym im świecie. Są pozbawieni
praw, opieki socjalnej, funkcjonują poza systemem. Olsztyńska premiera już w
najbliższą sobotę. Przed sztuką odbędzie się wernisaż prac Marty Frej.
wtorek, 5 maja 2015
Uzasadnienie socjologiczno-historyczno-moralne
Przyglądam się nagrodom
przyznawanym w naszym kraju, ich nieprzebranej ilości, listom nazwisk
laureatów, ich powtarzalności, przewidywalności wskazań, muskułom napinanym przy tej okazji. W
książce pt. „Pamiętam, że było gorąco” Katarzyna Bielas i Jacek Szczerba
rozmawiają z nieobecnym już wśród nas pisarzem, scenarzystą i reżyserem Tadeuszem
Konwickim. Zapytany o nagrody, odpowiedział z właściwą sobie celnością: „Teraz
właściwie pokazują się same arcydzieła. Każda książka, każdy spektakl jest –
jak piszą dziennikarze i krytycy – czymś niesłychanym. Wszyscy są zachwyceni
sobą. Szejkhendy, całusy, nagrody. To musi mieć jakieś uzasadnienie
socjologiczno-historyczno-moralne. W moim pokoleniu wszyscy byli z siebie
niezadowoleni. Wszystko było jak gdyby nie tak, nie z tej strony, nie do końca.
Byliśmy kwaśni. (…) Nagrody też znaczyły co innego. Pamiętam, jak przed wojną,
Dąbrowska czy Nałkowska, miała dostać jakieś ważne odznaczenie – Nagrodę Miasta
Warszawy albo Krzyż Kawalerski Polonia Restituta. Cały kraj żył tym przez rok.
To było niezwykłe wydarzenie. A teraz prawie każdy Polak jest laureatem czegoś”.
środa, 29 kwietnia 2015
Nihil novi
Chciałoby się
powtórzyć za twórcami konstytucji sejmu radomskiego, widząc listę nazwisk
nominowanych do tegorocznej Nagrody Wielkiego Kalibru. Jurorzy postanowili
pobić rekord świata w nominowaniu tych samych nazwisk. Wskazania są
następujące: Marcin Wroński, ubiegłoroczny zwycięzca, Zygmunt Miłoszewski,
dwukrotny laureat, Mariusz Czubaj, zwycięzca z roku 2009, Wojciech Chmielarz,
nominowany po raz trzeci. Stawkę uzupełniają: laureat tegorocznej Kryminalnej
Piły Ryszard Ćwirlej, Małgorzata Sobieszczańska i Katarzyna Bonda. Ta ostatnia autorka
narobiła wiele zamieszania w ubiegłym roku wydając bestsellerową powieść pt. „Pochłaniacz”.
Zmęczony i znudzony ciągłymi nominacjami tych samych nazwisk, trzymam mocno
kciuki za Bondę. To pisarka o dużych możliwościach, pracowita i, co ważne, utalentowana.
Jak najbardziej zasługuje na tegoroczną nagrodę. Pisałem o jej "Pochłaniaczu" tutaj: http://tomaszbialkowski.blogspot.com/2014/06/katarzyna-bonda-pochaniacz.html
Kto otrzyma nagrodę, okaże się podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.
Kto otrzyma nagrodę, okaże się podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.
wtorek, 28 kwietnia 2015
Siedem zero pięć
Czyli siedem
godzin i pięć minut. Tyle wynosi czas trwania audiobooka „Powróz” w
interpretacji Marcina Popczyńskiego. Wczoraj wydawca przesłał mi egzemplarze
autorskie, co oznacza, że książka do słuchania jest już dostępna w sklepach.
Cena okładkowa wynosi 21,95 zł. W internecie jest znacznie taniej. Np. tutaj aż
o 35 procent!: http://czytam.pl/k,ks_382866,Powroz-Audiobook-Bialkowski-Tomasz.html . Aktor „jest obdarzony świetnym, niskim i ciepłym głosem”
zapewnia wydawca. Potwierdzam. Słucha się z dużą przyjemnością. Oczywiście, polecam!
sobota, 25 kwietnia 2015
Nagrody Literackie Miasta Stołecznego Warszawy wręczone
Należałoby
powiedzieć, że nie do końca. Powód? Tegoroczny laureat Kapituły Nagrody za
całokształt twórczości, czyli poeta Jarosław Marek Rymkiewicz, zrezygnował z
przyjęcia tego lauru. Cytując za Onetem: „Pisarz odmówił przyjęcia nagrody nie
podając powodów”. Zupełnie inaczej sprawę przedstawia Telewizja Republika. Tam
niedoszły laureat mówi tak: „Ta nagroda jest przyznawana przez miasto, którym
rządzi Hanna Gronkiwicz-Waltz, z tego powodu nie mogłem jej przyjąć”. Dodał do
tego, że: „Wypisuję się z tego państwa, to nie jest moje państwo, nie chcę mieć
z nim nic wspólnego”. Podatki jednak znany poeta płacić chyba musi? W tym
wypadku byłby to należny fiskusowi podatek od stu tysięcy złotych, bo tyle
nagroda wynosi. Dodam, że nagrodę w kategorii proza otrzymał Andrzej Stasiuk,
zaś za tom poezji wyróżniono cenioną autorkę z Wrocławia Urszulę Kozioł. Pozostali
laureaci to: Anna Piwkowska, Emilia Bojańczyk, Elżbieta Markowska i Katarzyna
Naliwajek-Mazurek. W przypadku tych twórców problemu z wręczeniem nagrody nie
było. Dodam, że pieniądze, których Rymkiewicz nie przyjął, zostaną przeznaczone
na stypendia dla młodych literatów. I bardzo dobrze.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Nagroda Orfeusza nr 4 – nominacje
Po reporterach,
twórcach kryminałów pora na jedno ze wskazań w światku poetyckim. Mam na myśli
Orfeusza Nagrodę Poetycką, która w tym roku ma swoją czwartą odsłonę. W piątek
jury ogłosiło listę dwudziestu książek, z których wybierze najciekawszą. Ta
informacja jest jednak bardzo tajemnicza. Dość powiedzieć, że na stronie
organizatorów ciągle jej nie ma. Znalazłem ją w zupełnie innym miejscu. Ale po
kolei. Kilka statystyk. Tradycyjnie, najwięcej nominacji, bo aż pięć, otrzymało
wydawnictwo Topos z Sopotu. Cztery są udziałem krakowskiego Wydawnictwa
Literackiego. Również cztery otrzymało wrocławskie Biuro Literackie.
Pozostałych sześć nominacji przypadło częściowo egzotycznym wydawcom, np.
Republice Ostrowskiej, Kurii Metropolitalnej „Gość Niedzielny” czy wydawnictwu
Sonia Draga. To ostatnie nie kojarzy się z poezją a chociażby z „Pięćdziesięcioma
twarzami Greya”. Obok nich są wydawnictwa: a5, Sic!, Ośrodek „Brama
Grodzka-Teatr NN”, Z bliska. Teraz wymienię samych twórców. Wypatrzyłem wśród
nich wiele głośnych nazwisk. Są laureaci Nagrody Nike, czyli Jarosław Marek
Rymkiewicz i Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Jest Jacek Podsiadło, który właśnie
otrzymał Nagrodę Silesiusa za całokształt swojej twórczości. Jury nominowało
laureata Orfeusza, czyli Przemysława Dakowicza. Są zdobywcy Nagrody
Kościelskich: Urszula Kozioł, Adam Zagajewski oraz Nagrody Stanisława Piętaka:
Kazimierz Brakoniecki, Piotr Szewc, jest nominowany do Silesiusa i Gdyni Roman
Honet. Wyróżniono Jacka Łukasiewicza, posiadacza Nagrody im. Kazimierza Wyki. Wskazano
Jarosława Mikołajewskiego, laureata Nagrody Literackiej m. st. Warszawy. Wszystkich
nazwisk nie wymienię. Prędzej czy później pojawią się one na stronie
organizatora. Warto zauważyć, że do Orfeusza Mazurskiego, który jest
przyznawany w tym samym czasie co Nagroda Główna, wskazano tylko dwie osoby.
Czwartego lipca w Praniu zostaną wybrani laureaci czwartej edycji.
niedziela, 19 kwietnia 2015
Kryminalna Piła dla Ćwirleja
Kwiecień i maj
to miesiące, w których na tym blogu następuje istny wysyp informacji
dotyczących organizowanych w kraju konkursów literackich. Niedawno pisałem o
nominacjach za reportaż literacki i Wawrzyn, a już umieszczam wiadomość o
wręczeniu nagrody za miejską powieść kryminalną. Tegorocznym laureatem
Kryminalnej Piły za rok 2014 został Ryszard Ćwirlej. Jury doceniło jego „Błyskawiczną
wypłatę”. Tym samym na konto autora nastąpiła błyskawiczna wpłata pięciu
tysięcy złotych. Zwycięzca otrzymał również statuetkę, którą wręczono mu na III
Festiwalu Kryminału w Pile. "Błyskawiczna wypłata" to szósta część cyklu pt. „Milicjanci z Poznania”. Tym
razem funkcjonariusze Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego muszą rozwiązać sprawę
zuchwałego napadu na furgonetkę przewożącą pieniądze. Książkę, jak i poprzednią
część cyklu, opublikowało wydawnictwo Zysk i S-ka. Dodam, że wyróżnienie w
konkursie przypadło Mariuszowi Czubajowi za powieść pt. „Martwe popołudnie”.
czwartek, 16 kwietnia 2015
Inga Iwasiów w Olsztynie
Namawiam Państwa
do odwiedzenia w najbliższy poniedziałek, czyli 20 kwietnia, olsztyńskiego
Teatru im. Jaracza. Tego dnia odbędzie się spotkanie z prof. Ingą Iwasiów.
Bliżej przedstawiać jej nie trzeba. Prócz działalności naukowej, szefowania
przez lata miesięcznikowi „Pogranicza” jest też znaną pisarką, autorką rozpraw,
monografii i esejów. Debiutowała zbiorem opowiadań pt. „Miasto ja miasto”.
Głośno zrobiło się o niej po premierze powieści pt. „Bambino”. Historii opowiadającej
o losach ludzi, którzy przybyli po wojnie do Szczecina. Olsztyńskie spotkanie
rozpocznie się od prezentacji fragmentów najnowszej książki pt. „W powietrzu”.
Przygotowała ją mieszkająca na co dzień w Londynie reżyserka Martyna Łyko. Po
prezentacji, na Scenie Kameralnej pojawi się sama autorka. Rozmowę z nią
poprowadzi dr Bernadetta Darska. Początek spotkania o godzinie osiemnastej.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Finałowa piątka Nagrody im. Kapuścińskiego za rok 2014
Czy polski reporter wreszcie otrzyma Nagrodę im. Kapuścińskiego? Pytanie tak postawione oznacza, że
w historii nagrody nigdy jurorzy nie wskazali rodzimego autora. Otrzymali ją:
Jean Hatzfeld, Swietłana Aleksijewicz, Liao Yiwu, Ed Vulliamy i Elisabeth
Asbrink. Ten laur jest przyznawany autorowi najlepszego reportażu literackiego, który
pojawił się na polskim rynku książki w roku minionym. Po pięciu latach można postawić
następującą tezę: Chcesz być w finale Nagrody im. Kapuścińskiego, wydaj swoją
książkę w wydawnictwie Czarne. Dlaczego? Otóż, wszystkie zwycięskie książki ukazały
się właśnie w tym wydawnictwie! W tym roku cztery z pięciu finałowych książek
wydało Czarne. Są to: Drauzio Varella „Ostatni krąg. Najniebezpieczniejsze
więzienie Brazylii”, Göran Rosenberg „Krótki przystanek w drodze z Auschwitz”,
Swietłana Aleksijewicz „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”, Michał
Olszewski „Najlepsze buty na świecie”. Tylko „Życie to za mało.
Notatki o stracie i poszukiwaniu nadziei” Izy Michalewicz wydało
wydawnictwo „Zwierciadło”. Jak widać w finale jest zdobywczyni lauru, czyli
Swietłana Aleksijewicz. Znalazło się też dwoje polskich autorów. Cieszy
obecność Michała Olszewskiego, reportera i pisarza pochodzącego z Warmii i Mazur.
Ełczanin właśnie został nominowany do Wawrzynu, o którym pisałem kilka dni temu.
Kto otrzyma Nagrodę im. Kapuścińskiego? Pewnie któryś z autorów Czarnego, co
raczej wielką niespodzianką nie będzie. Wskazanie Izy Michalewicz byłoby swego
rodzaju sensacją. Raz, że nie wydała w Czarnym. Dwa, byłaby pierwszą polską
autorką nagrodzoną okolicznościową statuetką i czekiem na pięćdziesiąt tysięcy
złotych.
piątek, 10 kwietnia 2015
Wawrzyn 2014 – finaliści
Po raz jedenasty
ogłoszono listę finalistów Literackiej Nagrody Warmii i Mazur Wawrzyn. Finałowa
piątka autorów, ubiegających się o to najważniejsze w regionie wyróżnienie za
książkę opublikowaną w roku poprzednim, przedstawia się bardzo ciekawie.
Wymienię twórców w kolejności alfabetycznej: Zygmunt Miłoszewski „Gniew”
(W.A.B.), Michał Olszewski „Najlepsze buty na świecie” (Czarne), Mariusz
Sieniewicz „Walizki hipochondryka” (Znak), Joanna Wańkowska-Sobiesiak „Serwus
chrabąszcze” (Littera) oraz Jakub Żulczyk „Ślepnąc od świateł” (Świat Książki).
Autorów szerzej przedstawiać nie trzeba. Miłoszewski to bardzo poczytny twórca
powieści kryminalnych. W ubiegłym roku otrzymał Paszport Polityki. Michał
Olszewski jest pisarzem i reporterem, właśnie został nominowany do prestiżowej Nagrody
im. Kapuścińskiego. Mariusz Sieniewicz to laureat Wawrzynu, ceniony w kraju prozaik.
Joanna Wańkowska-Sobiesiak była nagradzana za reportaże, została finalistką Wawrzynu
2008. Ostatni z nominowanych, czyli Jakub Żulczyk, to finalista Paszportów
Polityki w minionym roku, autor powieści i opowiadań. Cóż można powiedzieć o
tegorocznych wskazaniach jurorów? Finaliści to prawie wyłącznie autorzy ciągle
młodzi, bardzo twórczy. W przeciwieństwie do lat minionych nie ma wśród
nominowanych debiutanta. Wyróżnione książki ukazały się głównie w dużych
wydawnictwach. Wskazano trzy powieści i dwa reportaże. Kto w tym roku zdobędzie
nagrodę? Miłoszewski? Jak dotąd nigdy nie wygrał kryminał. Olszewski? Wańkowska-Sobiesiak?
Zbiór reportaży też nie otrzymał dotychczas nagrody. Sieniewicz? Zdobył nagrodę
w roku 2010. Ale w dotychczasowej historii nikt dwa razy nie otrzymał Wawrzynu.
Żulczyk? Napisał powieść. Ten gatunek wygrywał najczęściej, co z jednej strony
może być pewnym bonusem, z drugiej zaś jurorzy w tym roku mogą chcieć
uhonorować mniej doceniany gatunek. Tak czy inaczej, finałowa piątka przedstawia
się bardzo solidnie. Nominowanym, oczywiście, gratuluję! Zwycięzcę poznamy 20
maja.
czwartek, 9 kwietnia 2015
sobota, 4 kwietnia 2015
Wesołych Świąt!
Życzę Państwu zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt
Wielkiej Nocy. Pomyślności i optymizmu! Wszystkiego najlepszego!
czwartek, 2 kwietnia 2015
Brakujący element
Wydana w roku
2013 książka Filipa Springera pt. „Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej
przestrzeni” mogłaby być uzupełniona o opis i zdjęcie czegoś co teoretycznie
jest fontanną. Natrafiłem na to coś w centrum jednego z miasteczek przy granicy
z Obwodem Kaliningradzkim.
niedziela, 29 marca 2015
„Powróz” do słuchania
Dumas, Mankell,
Krajewski, Kuczok. Co łączy te nazwiska? Prócz tego, że to świetni pisarze,
wspólnym spoiwem jest też osoba Marcina Popczyńskiego, aktora i lektora, absolwenta
wrocławskiej PWST, który udzielił swojego głosu przy nagrywaniu audiobooków
tych pisarzy. Miło mi, że znakomity lektor czyta również „Powróz”. Premiera
audiobooka już za dwa tygodnie, tj. 13 kwietnia. Cena czytanej książki jest
bardzo atrakcyjna, bo wynosi niecałe dwadzieścia złotych. Myślę, że może to być miły prezent na wiosnę, książka do samochodu, czy też do słuchania wieczorem na
kanapie. Nagrania jeszcze nie słyszałem i, rzecz jasna, bardzo jestem go
ciekaw. Opowieść o Idze Spicy w wykonaniu mężczyzny to może być spore
zaskoczenie.
poniedziałek, 23 marca 2015
Jana Beñova „Café Hiena (Plan odprowadzania)”
Czy pamiętacie
Państwo „Ulicę” Daniela Odiji? Niewielką książkę wydaną czternaście lat temu
(jak ten czas szybko biegnie!). Pierwsze zdanie brzmiało następująco: „Ulica Długa wcale nie jest długa”. Ulica była częścią miasta, którego nazwa w książce
nie pada. Można się tylko domyślać, że jest to bliski autorowi Słupsk. „Café
Hiena (Plan odprowadzania)” Jany Beñovej rozpoczyna się od scen rozgrywających
się w Bratysławie, ściślej na dzielnicy Petržalka. Każdy kto był w Bratysławie
musiał widzieć to blokowisko. Setki domów z wielkiej płyty oddzielone od reszty
miasta Dunajem. Kilka lat temu wybrałem się do Bratysławy, widziałem Petržalkę
z perspektywy pasażera samochodu. Zupełnie nie byłem jej ciekaw. Betonowy świat
zwyczajnie mnie odrzucał. Beñova w swojej niepozornej książce opisuje życie
ludzi tam mieszkających. Opis to bardzo surowy i bolesny. Jedna z bohaterek, Elza
pisze powieść. W pewnej chwili słyszy: „(…) Petržalka wcale aż taka nie jest. Naprawdę
nie wiem, gdzie pani mieszka, oszołomów spotyka się na każdym kroku, ale coś
takiego! Co to, to nie!” W rzeczywistości jest znacznie gorzej. Powieściowa
Elza pisze o księżycowym krajobrazie, przez który jej Ian na krótko oślepł. O
ludziach – naleśnikach, napakowanych osiłkach z łysymi głowami i tatuażami
wątpliwej urody na odkrytych ramionach. Pijanych robotnikach zaczepiających
pasażerów w tramwajach. Małych chłopcach, młodocianych führerach wykrzykujących
faszystowskie pozdrowienia. W tym świecie żyją nadwrażliwcy, bratysławscy desperados,
jak nazywają siebie Ian i Elza. „Niektórzy dostają sraczki, jak pojadą do
Egiptu. Myśmy zawsze ją mieli, wracając do domu. Na Petržalkę”. W takim miejscu
życie tej pary staje się odarte z piękna i intymności. „Krzyki. Wyzwiska. Jest
jesień. Powoli robi się ciemno. Rozkosz kobiety i mężczyzny miesza się z
wulgarnym krzykiem wyrostków. Kochają się po cichu, skromnie. Patrzą sobie w
oczy. Jak Żydzi ukrywający się w piwnicy”. Rytm życia w Bratysławie jest stały
i niezmienny. Elza wyznaje: „To małe miasto. Ledwie ruszysz w drogę, już masz
większą część za sobą. Kto chce u nas snuć się bez celu, musi chodzić w koło,
jak konik na maneżu, a po drodze ciągle natyka się na inne snujące się koniki”.
Ostatecznie bohaterowie zmierzają do tytułowej „Café Hiena”, gdzie czytają,
piszą, spotykają się z innymi artystami, sporo piją, jedzą, kłócą, czasami
wrzeszczą. Jak mówią o sobie „uzgadniają strategię”. Polega ona na tym, że
jedno z nich zdobywa pieniądze, by pozostała trójka mogła oddawać się
tworzeniu. Są swoistymi stypendystami, a przynajmniej za takich uchodzą w oczach
gości lokalu. To właśnie w kawiarni powstaje „Plan odprowadzania”, powieść
Elzy. Książkę Jany Beñovej czyta się błyskawicznie. Jest pełna znakomitych
obserwacji, gorzkiego humoru, napisana świetnym językiem. Powieściowe miasto
przeraża, irytuje, zastanawia i zostaje w pamięci. W pewnej chwili autorka
cytuje Freuda przesłuchiwanego przez gestapo. Lekarz może wyjechać z Wiednia pod
warunkiem, że podpisze dokument, w którym przyzna, że nic złego go nie
spotkało. Freud zatem pisze: „Gestapo mogę z ręką na sercu każdemu polecić”.
Bohaterka Jany Beñovej mówi: „Petržalkę mogę z ręką na sercu każdemu polecić”.
Ja zaś, już bez tej ironii, polecam ten tytuł, który zdobył nie byle jakie
wyróżnienie, bo Nagrodę Literacką Unii Europejskiej. Naprawdę warto!
środa, 18 marca 2015
Kryminalna Piła – finaliści
Pięciu autorów
znalazło się w finale nagrody dla najlepszej miejskiej powieści kryminalnej.
Wśród nich wypatrzyłem ubiegłorocznego laureata, czyli Marcina Wrońskiego z
powieścią „Haiti”. Drugim finalistą został Mariusz Czubaj, podobnie jak i
Wroński laureat Nagrody Wielkiego Kalibru. Jury doceniło jego powieść „Martwe
popołudnie”. Kolejnym wyróżnionym jest Wojciech Chmielarz za książkę pt. „Przejęcie”.
Czwarty finalista to Ryszard Ćwirlej i jego „Błyskawiczna wypłata”. Zarówno on
jak i Chmielarz byli nominowani również w ubiegłym roku. Ostatnim autorem,
który może wyjechać z Piły z nagrodą, jest Mateusz M. Lemberg nominowany za kryminał „Zasługa
nocy”. To twórca najmniej znany w tym towarzystwie. Ma na koncie
dwie powieści. Cóż można powiedzieć o finałowej piątce? Wszystkie książki
wyszły w wielkich wydawnictwach. Nie nominowano żadnej kobiety. Regulamin zakłada,
że akcja powieści musi toczyć się w mieście. Mamy zatem dekoracje warszawskie,
poznańskie i lubelskie. Tych pierwszych jest najwięcej. Aż trzech z pięciu tegorocznych finalistów było nominowanych w ubiegłym roku. Jak to się zatem ma do głoszonej wszem i wobec teorii o rosnącym w siłę polskim kryminale? O świetnych debiutach (jedna jaskółka wiosny nie czyni)? Nominacje tych samych twórców temu przeczą. Kto otrzyma nagrodę? Moim
zdaniem ktoś z pary Czubaj – Chmielarz. Osobiście życzę zwycięstwa temu
pierwszemu. Pisałem o „Martwym popołudniu” na tym blogu tutaj: http://tomaszbialkowski.blogspot.com/2014/06/mariusz-czubaj-martwe-popoudnie.html
Laureata nagrody poznamy w kwietniu.
poniedziałek, 16 marca 2015
Dzień jak co dzień
Pracuję bardzo
intensywnie nad nowym tekstem. Projekt absorbuje mnie bez reszty, stąd rzadsze
wpisy na blogu. Obiecuję poprawę, lecz to dopiero za czas jakiś. Póki co,
czytam i piszę.
środa, 11 marca 2015
„Drzewo morwowe” – „Der Maulbeerbaum” – „Mulberry Tree”?
Jutro zaczynają
się w Lipsku międzynarodowe targi książki. Będzie tam również prezentowana moja
powieść „Der Maulbeerbaum”. Pojawi się w towarzystwie innych pozycji
berlińskiego wydawcy. Ponoć jest spora szansa na kolejne tłumaczenia. Proszę
zatem trzymać kciuki!
niedziela, 8 marca 2015
Quiz, czyli kabaret
Olsztyńskie internetowe
wydanie „Gazety Wyborczej” chyba z okazji Dnia Kobiet postanowiło przeprowadzić
quiz, dotyczący wiedzy na temat kobiet tworzących tutejszą kulturę. Pytań jest
dziesięć, co można by potraktować jako symboliczne odtworzenie dziesięciu muz. To,
jak się okazuje, skojarzenie nieco na wyrost. Owszem, wśród postaci ważnych
znalazły się: piosenkarka, malarka, aktorka, tancerka, historyczka sztuki.
Zabrakło, niestety, przedstawicielki literatury. W jej miejsce pojawił się za
to zburzony gmach kina (sic!) i występujący wśród kobiet mężczyzna
współtworzący kabaret. Gratuluję pomysłowości i wyobraźni organizatorom quizu.
Wszak jak kabaret to kabaret. Chętnych do rozwiązania konkursu odsyłam tutaj: http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/0,35202,8137458.html?bo=1#quiz
Zaś wszystkie pisarki i poetki olsztyńskie pozdrawiam serdecznie w dniu ich
święta!
czwartek, 5 marca 2015
O rzeczywistości w teatrze
Wygląda na to,
że Scena Margines olsztyńskiego Teatru im. S. Jaracza staje się jednym z
najciekawszych miejsc w mieście nad Łyną, które prezentują literaturę
najnowszą. Dopiero co odbyła się premiera sztuki na podstawie książki Swietłany
Aleksijewicz, a już teatr zapowiada spotkania z gwiazdami polskiej literatury.
Pierwszym z zaproszonych gości będzie Krzysztof Varga, którego „Trociny” staną się
tematem zapewne ciekawej rozmowy. Sygnalizowane spotkanie odbędzie się już w
najbliższy poniedziałek, czyli 09.03. Następni twórcy to równie interesujący
autorzy, chociaż lepiej byłoby napisać autorki. Do Olsztyna, przyjadą: Inga
Iwasiów i Magdalena Tulli. Ostatnim z zaproszonych gości będzie Jacek
Żebrowski. Warto skorzystać z okazji i zarezerwować sobie poniedziałkowe
wieczory (spotkania będą odbywały się właśnie w ten dzień). Dodatkową atrakcją może być prezentacja na scenie fragmentów książek zaproszonych gości.
poniedziałek, 2 marca 2015
Po premierze
| Źródło: Teatr im. S. Jaracza |
Ze spektaklu pt.
„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” wyszedłem targany sprzecznymi uczuciami. Z
jednej strony widziałem dobrze wykonaną pracę reżysera i pozostałych członków
ekipy, z drugiej zaś drażnił mnie sposób prezentacji tekstu wybitnej autorki,
bo za taką bez dwóch zdań należy uważać Swietłanę Aleksijewicz. Bohaterki
reportażu opowiadają o swojej walce w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej –
doświadczeniu, które je ukształtowało. Taki czas nigdy się nie powtórzy,
wszystkie są tego świadome. Sztuka z kolei została pomyślana jako uniwersalna
opowieść o szaleństwie wojny, jej nieprzystawalności do jakiegokolwiek innego
doświadczenia człowieka. Reżyser, czyli Krzysztof Popiołek, miał takie prawo i
taką metodę opowiadania obrał. Mówi o tym w wywiadzie udzielonym lokalnej
gazecie: „Nie jest to spektakl historyczny”. Już sam początek spektaklu, kiedy
widz słyszy współczesną muzykę na to wskazuje. Pytanie, czy taka ahistoryczność
jest możliwa, skoro przedstawienie jest adaptacją książki. Następuje odwrócenie
ról.
Oto do młodej reporterki, w którą wcieliła się studentka Studium Aktorskiego
Joanna Graczyk, przybywa starsza kobieta, uczestniczka działań wojennych.
Przypomnę, że w książce Aleksijewicz to reporterka jeździ po terenach kiedyś
będących ZSRR i namawia do opowiedzenia swoich historii dojrzałe kobiety, które
doświadczyły koszmaru wojny. Rola reporterki jest tak odegrana, że widzimy
młodą, nieco naiwną kobietę. Jest to mało przekonujące – ani Aleksijewicz we
wstępie swojej książki taka nie jest, ani żadna dziennikarka nie zachowywałaby
się w ten sposób, bo przygotowałaby się do rozmowy. Pomysł Popiołka ma tę konstrukcyjną
wadę, że jest psychologicznie mało wiarygodny. Kobiety, które nie chcą opowiadać
o szaleństwie wojny, zabijaniu ludzi i zwierząt, gwałtach, nagle z jakiegoś
powodu przychodzą do reporterki i zaczynają się zwierzać. Rozumiem, że z perspektywy
twórców spektaklu trudno zbudować podobną sytuację jak ta w książce. Może
należałoby zatem zupełnie zrezygnować z reporterki i oddać głos będącym na
scenie kobietom? Te, w osobach: Hanny Wolickiej, Mileny Gauer, Joanny Fertacz,
Alicji Kochańskiej, Ewy Pałuskiej, Katarzyny Kropidłowskiej i Aleksandry Kolan,
z każdą minutą odsłaniają coraz bardziej koszmarne i dramatyczne epizody z
czasu apokalipsy.
Jedynie Wolicka przywołuje dobre wspomnienia. Zmysł praktyczny granej
przez nią byłej żołnierki sprawił, że potrafiła z narzędzi służących do prowadzenia
walki stworzyć przedmioty użytku codziennego. Nadać im intymny charakter.
Bohaterka Wolickiej z wojskowej mapy zrobiła prześcieradło, z oczyszczonych bandaży
uszyła suknię ślubną. Oswoiła wojnę, stworzyła pozór normalności i szczęścia.
Wspomniana suknia z bandażu powraca w sztuce, aktorka przywołuje ją w chwilach,
kiedy opowieści innych o piekle są już nie do zniesienia. Lecz jej deklaracja istnienia
miłości w czasach wojennej zarazy brzmi jak tęsknota za światem pokoju. Wolicka
gra tak, że ma się wrażenie, że to, co przywołuje, jest pomiędzy prawdą a
zmyśleniem. Nie jest w stanie zrównoważyć dramatu.
Setki świadectw kobiet z książki Aleksijewicz zostały w spektaklu
przefiltrowane i przypisane siedmiu bohaterkom. W tym wypadku siódemka nie może
być szczęśliwa. Życie tych kobiet zmieniło się bezpowrotnie. Koszmaru i
szaleństwa nigdy nie uda się oswoić i w pełni opisać. Trudno go zrozumieć
młodej kobiecie z magnetofonem. Reasumując, warto pójść i wsłuchać się w głosy
kobiet – uczestniczek tamtych dramatycznych wydarzeń. Aktorsko są to role
zagrane bez zarzutu. Czy jednak jest to opowieści uniwersalna o wojnie? Czy
można ją odczytywać w kontekście aktualnych wydarzeń na Ukrainie? W innych
krajach ogarniętych działaniami wojennymi? Raczej nie, co może wyszło sztuce
tylko na dobre.
piątek, 27 lutego 2015
Po spotkaniu - fotorelacja
Wczorajsze
spotkanie z uczestnikami konkursu prozatorskiego było kameralne i miłe. Autorzy
tekstów prezentowali całkiem wysoki poziom. Zwyciężczyni, czyli Zuzanna Drząszcz,
przebiła konkurencję otrzymując głosy jurorów i publiczności. Jej „Ustawienia”
powinny być opublikowane w prasie literackiej. Niewykluczone, że tak się
stanie, bo na sali dostrzegłem redaktorkę pisma "VariArt", które objęło konkurs
patronatem. Fotorelację autorstwa B. Wawrzyniewicza można zobaczyć zaglądając
tutaj: http://www.mok.olsztyn.pl/aktualne_zdjecia.html [Rzeźnia Literacka nr 2 - proza 2015-02-26].
czwartek, 26 lutego 2015
Wybieram się
„Po wojnie przez
kilka lat nie mogłam uwolnić się od zapachu krwi, prześladował mnie bardzo
długo. Ledwie zacznę prać bieliznę – czuję ten zapach, zacznę gotować obiad –
znowu czuję. Ktoś mi podarował czerwoną bluzkę, a wtedy to była taka rzadkość,
brakowało materiału, ale nie nosiłam jej, bo była czerwona. Tego koloru już nie
mogłam znieść. Nie mogłam chodzić do sklepów po zakupy. Do działu mięsnego.
Szczególnie latem… I widzieć kurze mięso, rozumiesz, ono jest bardzo podobne…
tak samo białe, jak ludzkie… Mój mąż chodził do sklepu… Latem zupełnie nie
mogłam zostawać w mieście, starałam się gdzieś wyjechać. Kiedy nadchodzi lato,
od razu wydaje mi się, że tylko patrzeć, jak wybuchnie wojna. Kiedy słońce
nagrzewało wszystko: drzewa, domy, asfalt – wszystko to miało zapach krwi,
wszystko nią pachniało. Cokolwiek jadłam, piłam, nie mogłam uwolnić się od tego
zapachu!”. To fragment książki Swietłany Aleksijewicz pt. „Wojna nie ma w sobie
nic z kobiety”. W najbliższą sobotę w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza
odbędzie się premiera spektaklu pod takim właśnie tytułem. Reżyseruje Krzysztof
Popiołek. Ciekaw jestem jak sobie poradzi z tym niesamowitym, wstrząsającym
zapisem rozmów z kobietami, które przeszły piekło wojny.
wtorek, 24 lutego 2015
Czwartkowy konkurs
Przypominam Państwu
o czwartkowym konkursie w sali kameralnej pod olsztyńskim amfiteatrem. Zdradzę,
że przeczytam fragment „Wyspy” – mojej najnowszej powieści. Oczywiście, inny
niż ten, który zamieściłem na blogu kilka dni temu. Szczegóły czwartkowej imprezy znajdują
się tutaj: http://www.mok.olsztyn.pl/akt_winieta_3.html#AKTUALNOŚCI
niedziela, 22 lutego 2015
Wyspa
Z lądu wyspę
widać całkiem dobrze. Aby do niej dotrzeć, należy pokonać kilometrową
odległość. Bonelski, chociaż posiada wszelkie cechy kamuflującego się
alkoholika, jako organizator radzi sobie bardzo dobrze. Widać, że póki co
częste picie nie zniszczyło w znacznym stopniu jego szarych komórek. Wynajął
solidną, szybką łódź, którą obsługuje pięćdziesięcioletni, doświadczony
żeglarz. O tej porze roku łodzie zwykle są ściągane na brzeg w obawie przed
lodem i niszczycielską siłą zimy. Bonelski musiał zadać sobie sporo trudu, żeby
zdobyć łódź. Pieniądze mogły nie wystarczyć. Cóż zatem zaproponował jeszcze?
Mężczyzna nakazuje im wejść pod pokład, do kabiny. Tutaj nie dociera zimne
powietrze, które jest wyjątkowo ostre. Kobieta zakrywa usta szalikiem, zakłada
przyciemniane okulary. Chronią ją przed łzawieniem. Właściciel łodzi zostaje na
pokładzie. Stamtąd kieruje jednostką. Czwórka ludzi płynie w kierunku pokrytej
drzewami wyspy. Są to prawie wyłącznie drzewa liściaste, które o tej porze roku
straciły poszycie. Ponure, łyse gałęzie wyglądają groźnie i przygnębiająco.
Wyspa z każdą minutą rośnie coraz bardziej. Kobieta patrzy na nią z niepokojem,
który pojawia się bez większej przyczyny. Łódź jest bezpieczna, żeglarz
doświadczony, nie ma mgły, a zza chmur przebijają się niezdarnie kontury
słońca. Skąd zatem ten niepokój? To ptaki. Ich czarne stado krążące nad
drzewami. Wydają przy tym jakiś przeraźliwy pisk. Ptaszyska kołują nad wyspą.
Kręcą się w koło niczym gigantyczny wirnik. Z daleka przypominają ruchomą grudę
smoły, którą właśnie roztopiono. Co jakiś czas czarne stado nurkuje między
drzewa, znika między nimi. W tym miejscu musi być jakaś polana. Inaczej ptaki
ginęłyby w zderzeniu z ostrymi konarami drzew. Czy to jakiś ptasi rytuał? To
możliwe. Niezaludniona wyspa zapewne stanowi ich dom. Czy są jej jedynymi
mieszkańcami? Dotarcie na wyspę przez wodę dla innych zwierząt jest prawie
niemożliwe. Trudno wyobrazić sobie lisa, czy wilka płynącego setki metrów.
Niechby i nawet latem, kiedy jezioro się nagrzewa. Zima tego roku jest bardzo
łagodna. Lód nie pokrył tafli, po której mogłyby dostać się na wyspę. W tej
chwili kobieta zaczyna nerwowo się uśmiechać. Przychodzi jej bowiem do głowy
myśl o ludziach, którzy ukryci przed światem spędzają tutaj czas. Przemykają
pomiędzy drzewami, są niczym duchy. Czekają na nich żeby zrobić im jakąś
krzywdę. Ta niedorzeczna myśl rozrasta się w jej mózgu coraz bardziej. Kiedy
łódź dopływa do brzegu, kobieta nie potrafi się poruszyć. Wczepia się palcami w
jakaś niklowaną rurkę, trzyma się jej kurczowo.
- Co z panią? Wychodzimy! –
Bonelski patrzy na nią z góry, właśnie wyszedł na mokry pokład.
- Zaraz…
- Czy pani musi zawsze być w
opozycji? Może wreszcie zacznie pani bardziej się angażować!
- Idę…
Kobieta rusza po
kilku stopniach do góry. Wychodzi z kabiny. Przed oczyma ma wyspę w całym jej
ogromie i dzikości. Jeszcze wyżej widzi ptaki. To na nie wskazuje Haman. To w
ich kierunku mają ruszyć. Schodzą z łodzi, na której zostaje tylko jej
właściciel. Kobieta jest przerażona. Obecność tego potężnego mężczyzny mimo
wszystko działała na nią uspokajająco. Teraz została ze starszym panem udającym
młodzieniaszka i jeszcze młodym facetem o manierach starego rozpustnika. Może
zdać się zatem tylko na siebie. Tym bardziej, że, jak przewidywała, Bonelski
sięga do kieszeni po piersiówkę, podaje ją Hamanowi. Piją po głębokim łyku „na
rozgrzewkę”. Ruszają. Bonelski idzie pierwszy, Haman tuż za nim. Kobieta na
końcu. Wąska ścieżka wije się między drzewami, prowadzi w górę. Wyspa ma strome
brzegi. Miejsce, do którego dotarła łódź stanowi wyjątek. Widocznie jest dobrze
znane żeglarzowi. Kobieta wie, że z drugiej strony, wyspa ma dużo łagodniejszą
linię brzegową. To tam kiedyś znajdował się pomost. Dlaczego zatem nie płynęli
od drugiej strony? Odpowiedź przychodzi w następnej chwili.
- Przejdziemy wyspę w
poprzek. – Bonelski prosi o przetłumaczenie słów Hamanowi. – Tam, po drugiej
stronie, będzie czekała na nas łódź.
Wchodzą do lasu.
Drzewa zasłaniają ołowiane chmury zawieszone nisko nad wyspą. Nad wodą wiatr
jest intensywniejszy, czuć go mocnej. Gałęzie pod jego podmuchami wyginają się,
trą jedna o drugą. Powoduje to pełen grozy hałas, jakby jęk ranionych istot,
które zaraz wydobędą korzenie z mokrego gruntu i ruszą wprost do wody.
Wyobraźnia kobiety powołuje do życia kolejne okropieństwa. Idą jedno za drugim.
Zdaje jej się, że kroczą wewnątrz ciemnego tunelu, który runie, przygniecie
ich, błotnista ścieżka rozstąpi się, wciągnie ich mroczna otchłań. Haman ciężko
sapie, to efekt spalania alkoholu. Wielogodzinną euforię wyparło fizyczne
zmęczenie. Prosi Bonelskiego o podanie piersiówki, pije łapczywie. Ptasi jazgot
słychać coraz mocniej. To znak, że polana jest już całkiem blisko. Potwierdza
to Bonelski, który proponuje na niej krótki odpoczynek. Po co właściwie tutaj
przypłynęli? Wyspa to jeden wielki las. Co tu oglądać? Idiotyczny pomysł
starego dziada. Zanim kupi musi obejrzeć, powąchać, dotknąć. Nagle drzewa
znikają, oczy rani światło. Przed nimi rozłożyła się pokryta ciemnozieloną
trawą polana. Trudno uwierzyć, że trawa w grudniu może mieć taką barwę. To
jednak prawda. Widok jest niezwykły. Byłby jeszcze lepszy, gdyby ptaki nie
przesłaniały nieba swoimi skrzydłami. Kobieta zakrywa dłonią oczy, obserwuje
ich lot. Wrony krążą nad polaną, skrzeczą. Potem, jedna za drugą, pikują w
kierunku uschniętego drzewa na skraju polany. Podlatują na bliską odległość, by
zaraz potem wystrzelić w niebo. Kobieta wpatruje się w jeden z konarów. Pomimo
lęku rusza w tym kierunku. Zostawia za sobą mężczyzn. Podchodzi do poziomej
gałęzi. Dłonią, którą zakrywała oczy, teraz osłania usta. To co widzi, sprawia,
że zaczyna rozpaczliwie krzyczeć. Jej pełen przerażenia okrzyk dociera do
ptaków. Wrony w popłochu odlatują znad wyspy. Bonelski z Hamanem podbiegają do
kobiety. Teraz i oni widzą zeschniętą gałąź, na której wiszą dwa martwe psy.
Jeden z nich, ten bliżej pnia, wisi na cienkim, kolorowym kablu. Linka wrzyna
mu się w kark, można mieć wrażenie, że zaraz przetnie szyję i martwe, rozdzielone
na dwie części zwierzę, spadnie w trawę.
- Co to, do cholery, jest? –
Bonelski staje pod drzewem, wpatruje się w linkę. – Wygląda jak kabel do
jakiegoś urządzenia… Zaraz, przecież to są słuchawki! Jezu! Tego psa ktoś
powiesił na kablu ze słuchawkami!
czwartek, 19 lutego 2015
Aż poleje się krew
Wczorajszego
wieczora obejrzałem film Paula Thomasa Andersona pt. „Aż poleje się krew”. Film
pojawił się na ekranach w roku 2007. Reżyser zasłynął wcześniej tworząc
kontrowersyjny „Boogie Nights”, czyli obraz branży filmów porno (1997) i głośną
„Magnolię” (1999), do której sam napisał scenariusz. W „Aż poleje się krew” również
zajmował się scenariuszem, tyle że była to adaptacja powieści. Zaznaczę, że nie
byle jakiej powieści. Autorem książki o tytule „Oil” był Unton Beall Sinclair.
W Polsce książka została wydana tuż po wojnie, czyli w roku 1949 jako „Nafta”.
Tłumaczenia podjęła się Antonina Merkel, ukrywająca się pod pseudonimem
Antonina Sokolicz. Warto dodać, że Sokolicz tłumaczyła wiele utworów Sinclaira.
M.in. powieści „Król węgiel”, „Boston”, czy utwór z gatunku s-f „Millenium”.
Tłumaczka nie dożyła publikacji „Nafty”. Zginęła w obozie koncentracyjnym w Auschwitz w roku
1942. Unton Sinclair również nie obejrzał filmu Andersona. Zmarł w roku 1969,
czyli rok przed przyjściem na świat reżysera. „Aż poleje się krew” rozgrywa się
w Ameryce, ściślej w Nowym Meksyku. Daniel Painview zajmuje się wydobywaniem
ropy. Jest samotnikiem, jego jedynym towarzyszem jest syn. Pewnego dnia Daniel
otrzymuje informację o dużych złożach surowca. Podejmuje ryzyko i wyrusza w
podróż. Czarne złoto nie jest tworem chorego umysłu, chłopak, który za
pieniądze zdradził mu ropodajne miejsce, nie był oszustem. Daniel rozpoczyna
wydobycie. Osada szybko się powiększa. Jest początek wieku XX, ludzie wędrują
za pracą. Szukają również Boga. Kontakt z nim zapewnia im samozwańczy
kaznodzieja Sunday. To on stanie się największym wrogiem Daniela. Konflikt
między tymi mężczyznami z każdą chwilą będzie się pogłębiał. Zdeterminowany
nafciarz zostanie wystawiany na kolejne ciosy. Mały Painview w wyniku wybuchu
wieży wiertniczej straci słuch. Odnaleziony po latach brat Daniela okaże się hochsztaplerem.
Daniel odkryje bolesną prawdę o człowieku, którego przygarnął pod swój dach.
Zabije go i zakopie w dole zalanym wszechobecną ropą. Potem sprowadzi z miasta odtrąconego
syna. By zrealizować projekt ropociągu pozornie pojedna się z kaznodzieją. Da
się ochrzcić. Potem jego również zabije. Zatłucze go po latach w swoim
gigantycznym domu z kręgielnią. Wcześniej zażąda, by tamten wyrzekł się Boga.
Kapitalna jest scena, w której Daniel rozstaje się z synem. To pokaz niewyobrażalnego
okrucieństwa, które pamięta się długo. „Aż poleje się krew” to wielkie kino.
Film zrobiony z niezwykłą precyzją, z zapadającymi w pamięci obrazami, wymagający
całkowitego skupienia. Doceniony na świecie. Grający Painview Daniel Day-Lewis
otrzymał za tę rolę Oscara, Złoty Glob, nagrody BAFTA, IFTA, nagrodę krytyków z
LA, nagrodę dziennikarzy Critics’ Choice. W sumie film otrzymał
nieprawdopodobną ilość 55 nagród na całym świecie. Koniecznie należy obejrzeć!
poniedziałek, 16 lutego 2015
Los kota w Afryce
Jutro będzie
obchodzony w Polsce Światowy Dzień Kota. Warto wiedzieć, że nie wszędzie te
wspaniałe zwierzęta są traktowane tak, jak w naszej części świata. W „Masce Afryki” autorstwa
noblisty V.S. Naipaula znalazłem taki oto fragment dotyczący zwyczajów
panujących w Ghanie: „Z kotami był problem, bo niełatwo je zabić. Koty
wyczuwają, że zostaną zabite na mięso – walczą wtedy o życie i przez parę minut
potrafią być niebezpieczne. Gdy się kogoś zaprosi na obiad i chce się gościowi
zaoszczędzić przykrych scen, najlepiej zabić kota, skręcając mu kark, tak jak w
Anglii zabija się królika. Ale to grozi poważnymi zadrapaniami. Najbezpieczniej
będzie – o ile gospodarz i gość gotowi są znieść związany z tym harmider –
wrzucić kota do worka i zatłuc go kijem. Inną godną polecenia metodą jest
topienie. Na przynętę wrzuca się do pojemnika sardynkę, a potem aż do skutku
wlewa się wodę. Sposób ten ma dodatkową zaletę, bo kot połknie mnóstwo wody, a
opitego kota łatwiej się obdziera ze skóry”. Wstrząsające!
czwartek, 12 lutego 2015
Rzeźnia Literacka, czyli konkurs
Równo za dwa
tygodnie, tj. 26 lutego, pojawię w sali kameralnej pod olsztyńskim amfiteatrem
im. Czesława Niemena. Będę gościem cyklicznej imprezy pt. „Rzeźnia literacka”.
Opowiem o nowym projekcie, nad którym intensywnie pracuję. Być może znajdzie się
czas na niewielką prezentację fragmentu pisanej powieści. Głównie jednak będę
się zajmował oceną tekstów prozatorskich, które przeczytają uczestnicy
konkursu. Namawiam do przybycia i czynnego udziału. Wystarczy przeczytać fragment
swojej prozy. Nic to nie kosztuje, a może być początkiem pisarskiej kariery.
Szczegóły podam za czas jakiś.
wtorek, 10 lutego 2015
Zmiany i zapowiedź
Dzisiaj mój
licznik odnotował sto tysięcy wyświetleń. Jest to dobra okazja, aby trochę
odświeżyć szatę graficzną. Przy okazji dziękuję Państwu, że zaglądacie w to
miejsce. Mam też informację, która być może niektórych zainteresuje. Już w
kwietniu w salonach książki pojawi się audiobook „Powrozu”. Wydawcą jest Heraclon
International, wydawnictwo specjalizujące się w publikowaniu książek do
słuchania. Zamieszczam okładkę, szczegóły podam wkrótce.
niedziela, 8 lutego 2015
Sukces, szczęście i przypadek
Czytam fragmenty książki „Berlin. Miasto z wyobraźni” autorstwa Rory’ego MacLeana.
Mniej więcej w połowie natrafiłem na taką oto myśl, zamieszczoną w liście z
roku 1928. „Sukces jest chyba kwestią szczęścia lub mody i każdy artysta musi
się z tym pogodzić, bo inaczej oszaleje. Dzięki przypadkowi może zrobić karierę
i przypadek może mu karierę złamać. To on decyduje, czy człowiek utalentowany
znajdzie się w światłach rampy, czy pozostanie zapomniany w cieniu”. List
przedstawia kulisy przygotowań do wystawienia pewnej sztuki. Kończy się
słowami: „(…) przeczytałem pierwsze recenzje. W „Berliner Tageblatt” Alfred
Kerr uznał sztukę za beznadziejną. „Kreuzzeitung” nazwał ją „literacką
nekrofilią”. Wydaje się pewne, że (…) zejdzie z afisza przed następnym
weekendem”. Zdradzę na koniec, że autorem bez talentu był Bertolt Brecht, a sztuka
nosiła tytuł „Opera za trzy grosze”.
piątek, 6 lutego 2015
8,94 zł
To kwota, jaką należy
uiścić za „Drzewo morwowe” oraz pozostałe części trylogii z dziennikarzem
śledczym Pawłem Werensem. Oczywiście, chodzi o wersję e-book (formaty EPUB i
MOBI). Promocja trwa do niedzieli (08.02). Namawiam Państwa, chociaż chyba nie
muszę. Cena jest nieprawdopodobnie niska jak na nasze rodzime warunki. Link do sklepu znajduje się tutaj: http://www.publio.pl/drzewo-morwowe-tomasz-bialkowski,p86636.html#tabreviews
poniedziałek, 2 lutego 2015
Kryminał z historią w tle
Instytut
Książki zamieszcza dzisiaj na swojej stronie pełny tekst recenzji „Powrozu”
autorstwa prof. Sławomira Buryły. Wcześniej znalazł się on w styczniowym
numerze „Nowych Książek”. Ci z Państwa, którzy nie dotarli do papierowego
wydania gazety, mogą go przeczytać zaglądając tutaj: http://www.instytutksiazki.pl/polecane-artykuly,polecamy,32524,kryminal-z-historia-w-tle.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































