wtorek, 8 maja 2012

Nowa powieść Orłosia

Kiedy ja dojeżdżałem do Krakowa, w Olsztynie zaczynało się spotkanie z Kazimierzem Orłosiem promujące jego najnowszą powieść pt. „Dom pod Lutnią”. Żałuję, że nie dane mi było uczestnictwo w tym wydarzeniu. Pozostała mi powieść, którą zabrałem w podróż. Nim jednak o niej słów kilka, cofnę się pamięcią do roku 2007. Wtedy to poznałem pisarza podczas wręczenia Wawrzynu Warmii i Mazur. Znalazłem się w finałowej piątce z „Pogrzebami”. Kazimierz Orłoś odbierał główną nagrodę za „Dziewczynę z ganku”. Po uroczystości udało mi się zamienić z nim kilka słów i otrzymać miłą dedykację. Teraz o wspomnianej powieści. Do mazurskiej wsi Lipowo przyjeżdża chłopiec – „kandydat na dorosłego człowieka”, jak mówi o nim dziadek – pułkownik Bronowicz, który na Mazurach chce spędzić resztę życia. Jest czerwiec, początek lata, wspaniała pogoda, wieczorami można zadrzeć głowę i obserwować zachwycający gwiazdozbiór Lutni. Kiedy potem skieruje się wzrok ponownie na ziemię, ukazują się już nie tak przyjemne widoki: Portret Stalina zdobiący ścianę wiejskiej szkoły, znaczki prezydenta Bieruta, którymi oklejone są listy przychodzące z Warszawy. W lasach można spotkać partyzantów i kłusujących na jelenie milicjantów z pepeszami. Nawet niewinna gra w szachy ze starym Mazurem nie jest bezpieczna: „- Ja tego nie mówiłem do tej pory, ale mnie ciągle o pułkowniku każą gadać. Ja u nich co miesiąc muszę się meldować, pan wie? Od dwóch lat. I teraz, jak już wiedzą, że się znamy, to pytają; »Co mówił? O czym była rozmowa? Co on tutaj chce robić? Czy już żyje z kobietą, co u niego mieszka?«”. Czy w takim świecie jest możliwa miłość, zachowanie zasad i godności? Warto znać, warto przeczytać!

poniedziałek, 7 maja 2012

Festiwal Błońskiego

Jutro wybieram się do Krakowa. Cel – festiwal imienia zmarłego przed trzema laty prof. Jana Błońskiego - wybitnego historyka literatury i krytyka literackiego. Nazwiska zaproszonych gości pochodzą z zupełnie odmiennych środowisk literackich. Reprezentują bardzo zróżnicowane widzenie współczesnej literatury i jej miejsce we współczesnym świecie. To powinno być gwarantem ostrych polemik i osądów. Na takowe przynajmniej liczę. W materiałach promocyjnych festiwalu organizatorzy podają: „Zaproszeni przez nas goście (…) będą dyskutowali wokół roli, jaką odgrywa medium w kształtowaniu głosu krytycznego oraz zastanawiali się jak to jest z finansowaniem czasopism krytycznych, czyli komu służą duże pieniądze.” Przez lata wydawania „Portretu” mam swoje prywatne obserwacje i chętnie posłucham, jak to się robi gdzie indziej. Będzie też o nagrodach literackich, jaki jest klucz ich przyznawania, gdzie zapada decyzja o wyborze laureata, o szansach niszowych publikacji. Osobne miejsce zajmie dyskusja o polityczności krytyki i literatury.

sobota, 5 maja 2012

Ludzie moralni?

Jestem po lekturze nowej powieści Włodzimierza Kowalewskiego pt. „Ludzie moralni”. Pisarz milczał pięć lat, by powrócić w wielkiej formie. Czyta się znakomicie. Postaci pełnokrwiste, świetny język, wielki temat. W książce znajdziemy mnóstwo ważnych pytań o kondycję człowieka. Świetna jest robota wykonana przy odtworzeniu realiów PRL-u. Czuje się duchotę, biedę i beznadzieję. Fortuny przekazywane nie przez dziedziczenie, lecz wykombinowane cwaniactwem, chłopskim uporem, zawziętością. Złodziejstwem wreszcie… Główny bohater to milioner, który w pewnym momencie postanawia odmienić swoje życie. Czy mu się to powiedzie, nie będę zdradzał. Jego biografię spisuje średnio utalentowany Pismak. To on okaże się naszym przewodnikiem po świecie wielkich pieniędzy, władzy, ale też szemranych interesów i kloacznych dołów. Gorąco polecam! Lektura obowiązkowa!

czwartek, 3 maja 2012

"Teoria ruchów Vorbla" w finałowej piątce nominowanych do Literackiej Nagrody Warmii i Mazur Wawrzyn 2011

Miło mi poinformować, że "Teoria ruchów Vorbla" została nominowana do Literackiej Nagrody Warmii i Mazur Wawrzyn 2011. Do tego najważniejszego w Polsce Północno-Wschodniej wyróżnienia wskazano także "Braniewnik" Waldemara Kontewicza, "Dziennik berliński" Kazimierza Brakonieckiego, "Łuny nad jeziorami" Leszka Adamczewskiego i "Miasteczko" Waldemara Mierzwy. Czytelnicy mogą głosować na swojego faworyta pod adresem: http://www.wbp.olsztyn.pl/onas/wawrzyn_2011.htm
Zwycięzcę wskazanego przez jurorów oraz osobę wyróżnioną przez czytelników poznamy 23 maja.

Zdjęcia ze spotkania autorskiego w Warszawie - VI 2011 r.

Spotkanie w księgarni Serenissima w Zamku Ujazdowskim - bardzo udane! Poprowadził je Robert Ostaszewski, a wśród gości znakomitości - pisarze, poeci, wydawcy, krytycy i czytelnicy. Wśród nich, choć chciałoby się wszystkich wymienić, m.in. Wiesław Myśliwski, Inga Iwasiów, Barbara Limanowska, Dariusz Sośnicki, Filip Modrzejewski i Tadeusz Olszewski.










Rozmowa z Tomaszem Białkowskim w radiowej Dwójce

W radiowej Dwójce można było słuchać "Teorii ruchów Vorbla" w odcinkach (czytał Kazimierz Kaczor). Można też wysłuchać rozmowy ze mną, wyemitowanej w programie "Co słychać w literaturze?" - dostępna jest pod adresem: http://www.polskieradio.pl/8/402/Artykul/392743,Co-slychac-w-literaturze

"Senny koszmar jest lepszy niż pustka". Z Tomaszem Białkowskim rozmawia Urszula Pawlicka

W "artPapierze" można było przeczytać rozmowę dotyczącą "Teorii ruchów Vorbla":

Urszula Pawlicka: „To takie proste. Serce wytwarza impulsy elektryczne odbierane przez elektrokardiograf…” – pozornie zwyczajnymi słowami rozpoczyna się powieść o rozpadzie więzi rodzinnych. Opisy EKG czy pobierania krwi wydają się banalne w porównaniu z budową relacji zaburzonych i zniweczonych, ze stworzeniem obrazu ludzi zachwianych moralnie, często zagubionych i biernych. „Teoria ruchów Vorbla” to kolejna Twoja pozycja poruszająca problem toksycznych układów międzyludzkich, którym grozi, by użyć tytułu poprzedniej książki, „zmarzlina”. Sięganie po podobny motyw jest wyrazem ciągłego poszukiwania prawdy o człowieku, życiu i śmierci?

Tomasz Białkowski: Skupiłbym się na tych pierwszych słowach. Zdanie: „To takie proste” otwiera książkę i ją także kończy. Wypowiada je Seweryn Vorbl, profesor fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pięćdziesięciolatek przekonany, że wszystko można w mniej bądź bardziej naukowy sposób wytłumaczyć. Po drodze pojawia się galeria postaci, które teoretycznie stanowią rodzinę. Otóż, warto na wstępie powiedzieć, że nic nie jest takie proste, jak chcielibyśmy. Pewnych rzeczy nie da się zapakować w słownikową definicję. Nie można ich wytłumaczyć. Taka jest teza tej książki, a dowód na nią zostaje przeprowadzony na jej kartach. A porównywanie „Zmarzliny” do „Teorii…” jest nadużyciem. Każda moja książka jest inna, ma inną konstrukcję. Tak to sobie kiedyś wymyśliłem. „Zmarzlinę” krytycy postawili na półce z napisem „czarny psychologizm”, tutaj mamy do czynienia z opowieścią ironiczną, po raz pierwszy pojawia się trzecioosobowa narracja. A prawda o człowieku? Prawda to subiektywny stan wiedzy o stanie rzeczy, jak powiedział ktoś kiedyś.

U.P.: Jaki teraz przyjmujesz kąt widzenia i po jakie sięgasz metody, aby tę prawdę wreszcie odkryć?

T.B.: Tu należałoby sięgnąć po motto książki. Brzmi ono następująco: „Każdy sen jest znakiem śmierci, nawet gdy śni ci się błogość ukwieconej łąki, słońce na przejrzystym niebie. Śniąc się sam sobie, śnisz się zawsze śmierci swojej. To do jej niepodzielnego świata należy każdy twój sen. Ona tylko pozwala na chwilkę bezwolności w nim. A pycha każe mówić, śniło mi się. Powinno się mówić, śniło się śmierci mojej”. Słowa te napisał wielki polski pisarz Wiesław Myśliwski. Kiedy natrafiłem na tę myśl, wiedziałem, że tak musi wyglądać ta książka. Będzie się opierała na tychże słowach. Rozmawiałem również z Myśliwskim o tym pomyśle. Szczęśliwie dla mnie zgodził się na wykorzystanie tego cytatu. „Teoria…” jest zatem snem śmierci, w którym bohaterem jest życie kilku ludzi. Czyż nie jest to osobliwy sposób opowieści? Specyficzny kąt widzenia?

Całość rozmowy do przeczytania pod adresem: http://artpapier.com/?pid=2&cid=13&aid=2847

"Pułapki życia rodzinnego". Z Tomaszem Białkowskim rozmawia Grzegorz Butkiewicz

Na portalu "Studnia. Kultura bez dna" opublikowano wywiad dotyczący "Teorii ruchów Vorbla". Naszą rozmowę rozpoczynamy od fizyki i od konkretu:

Nawiązując do tytułu powieści, czy uważa Pan, że fizyka jest dobrą inspiracją przy pracy literackiej?

Jest taką samą dziedziną ludzkiej aktywności jak i każda inna. Wszystko co nas otacza może być, przy odpowiedniej perspektywie i talencie piszącego, tematem powieści. No, może fizyka jest bardziej konkretna. Ale w przypadku „Teorii ruchów Vorbla” o to przecież chodziło. Bohater książki Seweryn Vorbl z racji bycia fizykiem wierzy w racjonalne wytłumaczenie wszystkiego, co go otacza. I tu fizyka bardzo się przydaje, bo na zasadzie kontrastu można obnażyć wszelkie ułomności takiego postrzegania świata.

Spotkanie promujące "Teorię ruchów Vorbla" w Olsztynie - V 2011

Spotkanie poprowadził Włodzimierz Kowalewski. Autorem zdjęć jest Piotr Przytuła.










"Zbrodnia na Stadionie Leśnym i zamach na Gierka". Z Tomaszem Białkowskim rozmawia Magdalena Spiczak-Brzezińska

Początek rozmowy to:

Magdalena Spiczak-Brzezińska: Właśnie ukazała się pana szósta książka, "Teoria ruchów Vorbla". Fragmentów prozy czytanych przez Kazimierza Kaczora można było posłuchać w radiowej "Dwójce". Ale słyszałam, że wcale nie to pana najmocniej w tej chwili zajmuje

Tomasz Białkowski: "Teorię ruchów Vorbla" napisałem trzy lata temu, to dla mnie bardzo ważna książka. Gorąco ją polecam. Ale czas nie stoi w miejscu. Teraz piszę coś zupełnie innego. Marek Krajewski sportretował Wrocław, inni Warszawę, Lublin czy Lwów, a ja chcę pokazać Olsztyn. Właśnie kończę trzecią część trylogii kryminalnej - kolejne tomy będą się ukazywać od przyszłego roku.

Brzmi intrygująco...

- Będzie się zaczynała od mocnej sceny morderstwa policjanta na Stadionie Leśnym. Chcę przybliżyć miejsca w Olsztynie, które odchodzą w zapomnienie. Ale akcja przenosi się i w inne miejsca regionu, np. do pałacu w Drogoszach, do Elbląga, Barczewa.

Całość do przeczytania pod adresem:

"Zmyślenia prawdziwe". Z Tomaszem Białkowskim rozmawia Janina Koźbiel

Zna Pan „Cząstki elementarne” Houellebecqa? Kiedy czytałam najnowszą Pańską powieść, miałam nieodpartą potrzebę porównywania jej z dziełem Francuza. Czy było to skojarzenie zasadne? Jaki jest Pański odbiór Houellebecqa?

Jak nie czytać Houellebecqa? To obecnie chyba najgłośniejszy pisarz francuskojęzyczny. Mówi on o zastąpieniu tragicznego poczucia śmierci ogólniejszym poczuciem starzenia. Albo taka myśl: kiedyś cierpienie dodawało człowiekowi godności, teraz robi to telewizja. Houellebecq opisuje rozpad i w tym jest mi bliski. Podobnie jak w kwestii atomizacji jednostki. W „Cząstkach elementarnych” znajduje się doskonały opis czegoś, co autor nazwał „społeczeństwem erotyczno-reklamowym”. Tyle pokrewieństw. Reszta, łącznie z językiem, jest inna. Wynika to chociażby z różnic kulturowych. Francuski pisarz atakuje głównie syte „pokolenie 68”, ja rozdzielam razy po równo. Dostaje się zarówno pokoleniu urodzonemu tuż po wojnie, jak i ludziom młodym. Houellebecq to skandalista, na kontrowersjach buduje swoją pozycję w literaturze. Ja natomiast cenię prywatność. Unikam mediów. Stosując miary literackie, mogę powiedzieć, że bliżej mi do filozofii życia popularnego ostatnio Cormaca McCarthy'ego, który z dala od medialnego szumu, w ciszy tworzy znakomite powieści.

Główny bohater „Teorii...” jest profesorem fizyki; to ktoś, o kim myślimy, że odkrywa prawa rządzące życiem, światem. Jego los przedstawia Pan jednak jako pełen absurdu. A może prawo, które nim rządzi, po prostu przekracza to, co mieści się w granicach fizyki?

O tym, że świat jest pijany, warto pisać z pozycji osoby trzeźwej. Któż może być bardziej racjonalnie myślący niż pięćdziesięcioletni profesor fizyki na renomowanym uniwersytecie, ojciec rodziny, autorytet? Ale czy na pewno? Kiedy przyjrzymy się bohaterowi dokładniej, pojawiają się wątpliwości. Ten człowiek nie jest w stanie wyjść z domu, jeżeli nie wykona komicznego rytuału nakładania we właściwej kolejności obuwia. Niewiele jest w nim z dociekliwego naukowca, właściwie to drobnomieszczanin. Człowiek kiczowaty, w którym więcej jest pragmatyzmu niż przywiązania do idei. Przemieszcza się po Warszawie taksówką, w kieszeni ma telefon komórkowy, który wygrywa Vivaldiego. Zdradza żonę z jej przyjaciółką. Inna sprawa, że małżonka nie pozostaje mu dłużna? Vorbl, pomimo wielkomiejskiego życia, mentalnie jest zakorzeniony w takim specyficznym wstecznym prowincjonalizmie. Przy tym to hipochondryk. Sekret jego teorii polega na? braku teorii. Na rozmemłaniu. To produkt zakłamania i biedy. Półsierota, ktoś, kto chłopskim sprytem, niezłą pamięcią, urodą i tupetem zdobył miejsce wśród elity naukowej. Dostał się na salę wykładową bocznymi drzwiami. Dlaczego nikt go nie przejrzał? To taki Dyzma naszych czasów.

Teraz jest Pan wobec swego bohatera bardziej okrutny niż w powieści. A ja mu jednak współczuję....

Ma Pani rację. Może jestem nazbyt surowy w ocenie tej postaci? Ale nic na to nie poradzę. Czasami, kiedy mam zły nastrój, myślę, parafrazując Flauberta, iż Vorbl to ja. Bywa, że człowiek siebie nie lubi. Są takie chwile. Być może w tej postaci zawarłem wszystko to, czego w sobie nie akceptuję. Na krótką chwilę obdarzyłem tymi cechami fikcyjną postać. Używając kolokwializmu, mógłbym powiedzieć, dowaliłem jemu, by oszczędzić siebie. W każdym z nas jest pełno sprzeczności i paradoksów. Z drugiej strony pisarstwo to pewnego rodzaju schizofrenia. Rozdwojenie, potrojenie. Być może stało się też tak, że to fikcyjny Vorbl na pewien czas zdominował mnie Białkowskiego. Nakazał myśleć o sobie niezbyt entuzjastycznie. Kto wie? Opowiem pewne zdarzenie. W moim mieście zaginął człowiek. Rodzina poprosiła o pomoc jasnowidza. Ten wskazał miejsce nad rzeką. Policja odnalazła zwłoki, ale kogo innego. Była to zakonnica, która również w tym czasie zaginęła. Pytanie jest następujące. Czy to był zły jasnowidz, bo nie odnalazł zaginionego? A może jednak dobry, gdyż kogoś przecież znalazł? Tak samo jest i z Vorblem. Rozwijając przykład o jasnowidzu, można zadać kolejne pytanie. Czy policja odpowiednio szukała? A jeżeli gdzieś tam jest ów drugi poszukiwany? Znaczyłoby to tyle, że jasnowidz jest świetny. Kto wie, może ja jestem tym nieuważnym policjantem. Nie dostrzegłem Vorbla w całej jego złożoności?

Całość rozmowy do przeczytania na stronie Wydawcy: http://www.jankawydawnictwo.pl/vorbl.html

Z "Teorią ruchów Vorbla" na Targach Książki w Warszawie - V 2011 r.

Autorem zdjęć jest Piotr Przytuła.






O "Teorii ruchów Vorbla" - wypisy z recenzji

Marta Mizuro, „Culture.pl”
„Bohaterowie tej powieści nie przekazują sobie jednak w spadku określonego systemu wartości, tylko przejawiają genetyczną skłonność do dziwactw. Ich osobliwe życiowe postępki składają się na najbardziej ekstrawagancką i stanowiącą popis wyobraźni książkę 2011 roku, której nie można jednak odmówić psychologicznej wiarygodności.”

Mieczysław Orski, „Przegląd Powszechny” (2011, nr 9)
„W tej oryginalnej, bardzo dobrze napisanej powieści zaznacza się dość zauważalnie powrót do realizmu magicznego: wieś Serdeczna i jej żywioł niekiedy przypomina polską filię Macondo ze „Stu lat samotności”.

Jakub Beczek, „Nowe Książki” (2011, nr 9)
„Powieść Tomasza Białkowskiego opowiada o erozji relacji łączących osoby najbliższe. Olsztyński pisarz stał się specjalistą od analizowania pozorów, na których próbujemy budować miłość czy przyjaźń.”

Krzysztof Cieślik, „Twórczość” (2011, nr 9)
Tym, co wyróżnia Białkowskiego na tle współczesnej polskiej prozy jest zdolność obserwacji pozornie nieistotnych wydarzeń, które wpływają na ludzkie życie.(…) Jego książki mówią o Polsce więcej niż książki Dehnela (może z wyjątkiem Lali), Witkowskiego, Chutnik i wielu innych pisarzy, którym udało się zaistnieć w mediach”.

Emilia Konwerska, „Pogranicza” (2011, nr 3)
„Teoria ruchów Vorbla jest zbiorem małych, mrocznych opowieści, które tworzą intrygujący witraż, turpistyczną panoramę. Pokaleczone postacie tworzą skomplikowane związki, pokraczne rodziny”.

Włodzimierz Kowalewski, „Rewia książek” Polskie Radio Olsztyn
Białkowskiego nazwałem kiedyś wybitnym współczesnym realistą (…) nie poddaje się On modnym u innych manierom artystycznym, a język Jego prozy reaguje na rozmaite, możliwe do usłyszenia w rzeczywistości tony i sposoby mówienia, zgodne z psychologiczną konstrukcją bohaterów. Stąd bierze się też mocno tu widoczne zjawisko empatii, tzn. odczuwane, czasami aż do bólu, utożsamianie się z przeżyciami postaci. Wszystko to kształtuje wyrazistość i plastyczność utworu. Czytając, mocą wyobraźni od razu znajdujemy się wewnątrz stworzonego przez pisarza kręgu ludzi i ich spraw.

Michał Paweł Urbaniak, „ArtPapier” (2011, nr 183-184)
„Białkowski bezlitośnie demaskuje powierzchowność schematów, kwestionuje przysłowiową świętość tradycyjnej rodziny oraz jej niezastąpioność”.

Jarosław Czechowicz, „Independent” (2011, 19 czerwca)
„Białkowski wchodzi w sam środek rodzinnego piekła, z którego nie można się wydostać, bo kiedyś tam przestało się mówić prawdę, przestało się chcieć być obok siebie, kochać się.”

Józef Jacek Rojek, „Akant” (2011, nr 9)
„Białkowski jest naprawdę dobry i konsekwentny w obnażaniu toksycznych związków międzyludzkich, co zresztą jest jego podstawową cechą, jako utalentowanego prozaika”.

Grzegorz Butkiewicz, „Studnia” (2011, 16 czerwca)
„Autor przedstawiając obraz rodziny, obnażył w brutalny sposób słabości ludzkie, słabości, które pewnie istniały od zawsze, ale na tle dzisiejszych czasów przybierają trochę inną formę”.

Anna Kołodziejska, „Gildia literatury” (2011, 30 lipca)
„Tomasz Białkowski był, jest i będzie – bezdyskusyjnie – jednym z najlepszych w szeregu współczesnych pisarzy konsekwentnie kroczących obranym przez siebie traktem twórczym. Zaczynał od „Leze”, zaszokował „Pogrzebami”, ironizował w „Mistrzostwie świata”, wstrzymywał oddech „Zmarzliną”, a teraz? Teraz przyszedł czas na psychologiczną autopsję emocji ludzkich, poruszającą naturalizmem i obrazem naznaczonych atawistyczną rysą uczuć człowieka lub jego całkowitego wewnętrznego wyjałowienia”.

Agnieszka Lingas-Łoniewska, „Moje pisanie, czytanie, słuchanie, recenzowanie… mój świat” (20011, 1 czerwca)
Niesamowita lektura, wciągająca, porywająca, nie dająca odłożyć się na później. Budzi refleksje, prowokuje pytania, obnaża bezlitosną prawdę o człowieku”.

Magdalena Zimniak, „Piszę, więc jestem” (2011, 9 czerwca)
„Nie mam wątpliwości, że „Teoria ruchów Vorbla” jest książką ambitną i interesującą, wybijającą się ponad zalew publikacji. Nie jest jednakże lekturą dla czytelnika poszukującego łatwej rozrywki”.

Joanna Swojak, „dla Lejdis.pl” (20011, 7 czerwca)
„Historie są na tyle wciągające, że nie sposób porzucić książki w połowie i nie wrócić już do niej w następnej wolnej chwili”.

„Taki jest świat” (2011, 18 czerwca)
„Saga rodzinna czy raczej zaprzeczenie wartości z nią związanych są treścią "Teorii ruchów Vorbla"? Może jedno i drugie, chociaż przewrotnie ukazano podstawową komórkę społeczną, zamiast wzajemnego wsparcia i uczuć - wyobcowanie i obojętność. Łatwość zapominania ludzi łączy wszystkich członków tej rodziny, tak jakby wypierali ze świadomości niewygodne wiadomości”.

„A ja wolę sobie poczytać” (2011, 20 czerwca)
„Aby tak sprawnie mieszać życiorysy bohaterów, przeskakiwać od przeszłości do przyszłości, zahaczając przy tym o teraźniejszość, tak, aby tą pełną charakterystykę w kulminacyjnym momencie uzyskać - to po prostu trzeba mieć nie tylko świetny warsztat, ale też i talent”.

Alex 9, „Sztukateria” (2011, 8 lipca)
„Saga rodzinna czy raczej zaprzeczenie wartości z nią – rodziną – wiązanych są treścią "Teorii ruchów Vorbla"? Może jedno i drugie, chociaż autor przewrotnie ukazuje podstawową komórkę społeczną, a zamiast wzajemnego wsparcia i uczuć – wyobcowanie i obojętność. Łatwość zapominania ludzi to cecha wspólna wszystkich członków tej rodziny; tak jakby wypierali ze świadomości niewygodne fakty i zdarzenia”.

Lady Boleyn, „Sztukateria” (2011, 8 lipca)
„Teoria ruchów Vorbla” to lektura niezwykła, która potrafi wstrząsnąć, ale też i wywołać pozytywne odczucia. Tomasz Białkowski niebanalnym pomysłem i intrygującym stylem całkowicie zainteresował mnie swoją twórczością, wprowadzając innowacje, o których dotychczas nie słyszałam. Polecam książkę tym, którzy potrafią czytać między wierszami, mając wiecznie otwarty umysł”.

Janina Koźbiel, http://www.jankawydawnictwo.pl/vorbl2.html
„Wszystkie style życia, wszystkie związki opisywane przez Białkowskiego naznaczone są sceptycyzmem, niewiarą (jeśli nie z obu, to przynajmniej z jednej strony); oczywista jest ich tymczasowość bądź koniunkturalizm. Wszystkie są atroficzne, nie znajdują dla siebie żadnej rewitalizującej pożywki, podtrzymywane są tylko przez nawyk, rutynę”.

Izabela Sikora, „Lectorium. Nieskończoność czytania” (2011, 9 czerwca)
„To nie są bohaterowie, których można lubić. Jednakże warto sobie uświadomić, że istnieją. Zarówno w literaturze, jak i w życiu”.

Daniel Koziarski, Bloog (2011, 25 maja)
„Ocierające się o groteskę postaci są nośnikami tragicznych historii - idą w poprzek życia, gubiąc tak naprawdę to, co w nim istotne”.

Mieczysław Orski, „Odra” (2012, nr 1)
„Tomasz Białkowski (…) zalicza się do nielicznego dziś grona dociekliwych i krytycznych obserwatorów polskiej zbiorowości w jej społecznym kolorycie i psychologicznym rozchwianiu po przeprowadzce z PRL-u do RP.”

Barbara Serwatka, „Fragile” (2011/4)
„Uczucie samotności to drugi wielki temat tej powieści, wynik rozpadu owych więzi.”

"Zmarzlina" filmem?

Na stronie Audiowizualni.pl ukazała się opinia autorstwa Ilony Łepkowskiej, pozytywnie oceniającej "Zmarzlinę" w kontekście przydatności książki do adaptacji filmowej. Na stronie możemy znaleźć m.in. takie zdanie: "Bardzo "gęsta", bogata w wydarzenia i nietuzinkowa proza. Szansa na film mocny, ale głęboki zarazem, jeśli materiał literacki trafi w ręce zdolnego scenarzysty i reżysera". Więcej na stronie: http://www.audiowizualni.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=4063&Itemid=140

Literacka Nagroda Warmii i Mazur Wawrzyn 2008 - Nagroda Czytelników za "Zmarzlinę"




"Czas zamarzania uczuć". Z Tomaszem Białkowskim rozmawia Agata Tokarska

Na portalu Olsztyn24.pl możecie przeczytać rozmowę dotyczącą powieści "Zmarzlina":

Pańska książka opowiada o chłodzie i powolnym zamieraniu uczuć. Proszę opowiedzieć co wpłynęło na to, że „zagnieździł się” w Panu taki temat?

Temat „zamarzania uczuć” towarzyszy mi od początku pisania. Debiutowałem opowiadaniem pt. „Chłód”, w którym opowiadałem o trudnych relacjach łączących ojca z synem. W kolejnych książkach motyw niezrozumienia bliskich sobie ludzi powraca. „Zmarzlina” również o tym traktuje, z tą wszakże różnicą, że obejmuje problem w sposób szerszy, z licznymi nawiązaniami do podań, mitów i przypowieści. Jest to więc kolejny wariant mojej rozprawy z kalekimi uczuciami, brakiem miłości, szczerości i zwykłego dobra.

Na ile zamierzonym efektem książki jest zimowa sceneria, która buduje nastrój powieści, wzmacnia uczucie chłodu między bohaterami?

To efekt jak najbardziej zamierzony. Owszem, można opisać zamarzanie uczuć np. latem, tu przyszło mi do głowy „Lato polarne”Anne Sward. To prawda, że złe rzeczy między ludźmi dzieją się każdego dnia, przez cały rok. Zwykle jednak proces fizycznego zamarzania, a tak się książka zaczyna, ma miejsce w czasie chłodów. Musiałbym też pewno zmienić tytuł, a ten wydaje mi się być zupełnie udany.

Całość rozmowy można znaleźć pod adresem: http://www.olsztyn24.com/news/5447-czas-zamarzania-uczuc.html

Spotkanie z czytelnikami z okazji wydania "Zmarzliny" - 2008 r.

Spotkanie poprowadził Włodzimierz Kowalewski. Z powodu awarii głosu ;) przy czytaniu fragmentów wsparł mnie Mariusz Sieniewicz.






Nagroda Prezydenta Miasta Olsztyn w 2009 roku